Ach, ta Polityka!

Kiedy Redakcja „Scen Polskich” ogłosiła, ze wiodącym tematem następnego numeru będzie „Teatr a Polityka”, zacząłem zastanawiać się jak z tą polityką w dubbingu było. Czy ma i miała na niego wpływ. Odpowiedź jest jedna – polityka zawsze miała duży wpływ na dubbing jak i na całą kinematografię.

Kilka lat temu przeprowadzano ze mną wywiad o dubbingu dla jednego z miesięczników kulturalnych i jednym z pierwszych pytań pana redaktora było, jak polityka, a konkretnie cenzura wpływała na dubbing w latach 40-50-tych. Czy zmieniano orientację polityczną głównych bohaterów by była bardziej po linii ówczesnych czasów. Mówiąc wprost – czy w usta niektórych bohaterów filmowych zagranicznych filmów wkładano „postępowe” socjalistyczne treści. Po chwili namysłu odpowiedziałem, że chyba było odwrotnie – raczej tonowano treści większości socjalistycznych gniotów, które z krajów tzw. Demokracji Ludowej wówczas wprowadzano na nasze ekrany. Inaczej te filmy byłyby nie do oglądania dla polskiej widowni. Pan redaktor był wyraźnie zawiedziony.

Ale, zacznijmy od początku.

Pierwsze filmy zagraniczne zdubbingowane na język polski zostały już w roku 1930 ubiegłego wieku. Duże nadzieje wiązano z dubbingiem, że obce filmy dźwiękowe staną się bardziej przystępne dla naszej publiczności kinowej. Wszak spuścizną wynarodawiania ludności polskiej przez zaborców był duży odsetek analfabetów. Jednak dubbing się wtedy nie upowszechnił a jedną z przyczyn tego stanu były duże koszty tej operacji. W latach 30-tych obowiązywał jeszcze zakaz cenzury na używanie języka niemieckiego i rosyjskiego w wyświetlanych u nas filmach kinowych. Niektóre filmy mówione w języku niemieckim wyświetlano wtedy z francuskim dubbingiem. Pierwszym filmem niemieckim z polskim dubbingiem, czy jak wtedy mówiono – dublażem, został „Ulubieniec bogów” z Emilem Janningsem, był to jego drugi film mówiony po „Błękitnym aniele” z Marleną Dietrich. Czy to z winy kulejącego scenariusza, powolnej akcji i po prostu zahamowaniu tempa przez nadmiar słów – film nie cieszył się powodzeniem w kinach. W 1932 roku na ekrany kin weszła popularna niemiecka komedia muzyczna „”Dwa serca bija w walca takt”. Tu narzekano na polskie dialogi – na potworki językowe typu: „ubierz krawat”, „co szukasz? walca czy tą małą?”.

W tym samym roku zdubbingowano słynny film Georga Wilhelma Pabsta – „Braterstwo ludu”. Film ciekawy, stylizowany na dokument, opowiada o katastrofie górniczej w Courrieres, na pograniczu francusko-niemieckim. Francuscy górnicy, uwięzieni w zasypanym szybie i niemieccy górnicy spieszący im na pomoc. W naszym dublażu wyszło to dość dziwacznie, film zdubbingowano w połowie, zastępując język niemiecki polskim.

Viktor STAAL i Willy BIRGEL grający polskich oficerów w filmie „Ku wolności”

Klęskę poniósł też zdubbingowany austriacki „Epizod” z niezwykle popularną wówczas Paulą Wessely. I znowu krytycy zarzucali mu źle napisane polskie dialogi i teatralną manierę w wygłaszaniu kwestii przez polskich aktorów. Tych uchybień nie można natomiast zarzucić następnej produkcji niemieckiej, filmowi „Ku wolności”. Był rok 1937 i Niemcy miały nadzieje wciągnąć Polskę w krąg państw Osi przeciw ZSRR. Znaleziono świetny temat – powstanie listopadowe. Walka polskich oficerów z Rosjanami o niepodległość. Po latach okazało się, że ta koprodukcja hitlerowskich Niemiec z Polską miała także inny cel – zdjęcia do filmu kręcono na grodzieńszczyźnie, gdzie Niemcom umożliwiono swobodne poruszanie się w terenie. Filmowcy sfotografowali wiele strategicznych wojskowo miejsc nie wzbudzając czujności polskiego wywiadu. Materiały te przydały się im dwa lata później gdy Niemcy napadły na Polskę. Film ten miałem okazję niedawno obejrzeć w warszawskim kinie Iluzjon i … ironią losu jest to, że to naprawdę niezłe kino.

Rok później powstaje dubbing do „Królewny Śnieżki” Disneya. Był to pierwszy polski dubbing do filmu animowanego. Co prawda filmy Disneya były obecne na naszych ekranach już od roku 1931, jednak w większości były to filmy bez dialogów a te z dialogami były wyświetlane z francuskim dubbingiem (Trzy świnki).

Po wojnie, 1 maja 1949 w Łodzi przy Wytwórni Filmów Fabularnych otworzono oddział dubbingowy. Później przekształci się on w Studio Opracowań Filmów w Łodzi a w roku 1956 otwarty zostaje oddział SOF w Warszawie. W pierwszych latach powojennych, w nielicznych ocalałych kinach wyświetlano dosyć atrakcyjne filmy; mogliśmy wtedy zobaczyć m. in. „Bitwę o szyny”, „Elvirę Madigan”, „Komediantów”, dwa filmy Hitchcocka – „Podejrzenie” i „W cieniu podejrzenia”, „Rosannę siedmiu księżyców”, „Spotkanie” i wiele innych. Wkrótce jednak socjalistyczna władza staje przed dylematem: jak upowszechniać socjalistyczne treści kiedy na ekranach oglądamy atrakcyjny i pociągający obraz kapitalizmu. Toteż 20 stycznia 1949 roku na zjeździe literatów w Szczecinie przyjęto za obowiązujący w literaturze socjalizm. W ślad za nimi poszli plastycy, aktorzy, kompozytorzy i filmowcy. Odtąd film miał ukazywać szeroko problemy klasowe, szczególnie klasy robotniczej i chłopstwa. Na niesławnym zjeździe w Wiśle zgodzono się na zerwanie z dekadencją i rozkładową tendencją „starej sztuki”. Postanowienia te spowodowały zakaz zakupu filmów amerykańskich a na ekrany dopuszczano rocznie zaledwie kilka wybranych filmów europejskich, których wymowa nie kolidowała z obowiązująca ideologią.

„Spotkane nad Łabą” – kadr z filmu

Pierwszym po wojnie filmem zdubbingowanym na język polski był film radziecki „ Harry Smith odkrywa Amerykę”. Film ten wprowadzono na nasze ekrany już w roku 1947, jednak była to wersja z napisami. „Dzieło” to uznano za tak ważne propagandowo, że zlecono opracowanie filmu, tym razem w dubbingu. Oglądając ten film dzisiaj, jedyne określenie jakie do niego pasuje, to to, że jest to film wredny. Zaczyna się fragmentami dokumentalnymi amerykańskich kronik filmowych. Symbol Ameryki – statua wolności, tłumy spasionych burżujów tańczących na balach ukazanych obok nędzy murzyńskich gett. Kadry jak policja bije murzynów są skontrastowane z sielskimi scenami z Kraju Rad – Plac Czerwony, radosne tłumy robotników i dorodne plony rosyjskich pól. W dalszych latach z dubbingiem zobaczymy podobne „perełki”: „Spotkane nad Łabą”, „Sąd honorowy”, „Życie dla nauki”, „Rajnisa”, „Konstantego Zasłonowa”, „Bitwę o Stalingrad” czy „Upadek Berlina”. Od ponad dekady zajmując się historią polskiego dubbingu oglądałem filmy, które u nas wyświetlano z dubbingiem i muszę powiedzieć, że czasami nie mogłem uwierzyć jakie treści usiłowano nam wpoić i w jakim stopniu były one zakłamane.

Kadr z filmu „Wielki obywatel”

Ot choćby taki „Wielki obywatel” Fryderyka Emlera, wyświetlany u nas z dubbingiem w 1951 roku. Film poświęcony pamięci przywódcy leningradzkich bolszewików Sergiusza Kirowa. Tu nazwanego Szachow. Pierwsza seria to ciąg nieustających pogadanek, zebrań, zjazdów partyjnych. Druga seria ukazuje Szachowa jako organizatora ruchu przodowników pracy. Przez ponad 20 minut towarzysz Szachow myśli jak zwiększyć wykonanie planu. „Teraz robimy 120% planu, ale można więcej Towarzysze!”. Wątek liryczny w tym filmie: zapłakana robotnica przychodzi do tow. Szachowa – „Towarzyszu, nie chcą mnie przyjąć do partii”. „Dlaczego?” pyta tow. Szachow. „Bo mówią, że jestem za ładna i mogłabym ich rozpraszać na zebraniach partyjnych”. Nie muszę dodawać, że bojowe dziewczę dopnie swego i w dalszej części filmu wygłasza „porywające” przemówienie na zebraniu partyjnym. Wróćmy do Szachowa – pod koniec tego filmu ginie on zgładzony przez trockistów, tylko nijak to się ma do prawdy historycznej. Kirow został zabity na rozkaz Stalina.

Po tych propagandowych rosyjskich, chińskich i NRD-owskich filmach, pierwszym z za żelaznej kurtyny zdubbingowanym na język polski w 1952 roku, był francuski dramat Rene Clementa „Mury Malapagi”. Na następny zachodni film opracowany w języku polskim przyjdzie nam poczekać do roku 1955 gdy na ekrany wejdą „Piękności nocy” Rene Claira z Gerardem Philipem i Giną Lollobrigidą.

Do roku 1957 na naszych ekranach mieliśmy 38 filmów z ZSRR, 6 z NRD, 6 z CSRS, 2 filmy z Chin i po jednym z Węgier i Jugosławii opracowanych w polskiej wersji językowej. Po śmierci Bieruta i Stalina nadchodzi rok 1956 i tzw. odwilż październikowa. Pierwsze zagraniczne sukcesy odnosił Andrzej Wajda swoim filmem „Kanał”, zapoczątkowując polską szkołę filmową. Za dewizy jakie na Zachodzie zarobił ten film można było kupić ponad 20 filmów zagranicznych. Następnym polskim hitem sprzedanym do wielu krajów była komedia „Ewa chce spać” Tadeusza Chmielewskiego. W 1958 roku powstaje Filmowa Rada Repertuarowa, która sprawiła, że na nasze ekrany trafiało coraz więcej wartościowych filmów. Dla dubbingu nastają złote lata. Nasza kadra dubbingowa zdobyła już duże doświadczenie warsztatowe pracując na tych komunistycznych gniotach zlecanych im w pierwszych latach istnienia SOF i może przystąpić do opracowywania pełną parą świetnych filmów – co warto podkreślić – filmów dla widzów dorosłych. To wtedy powstają doskonałe polskie wersje językowe do „Klubu Pickwicka”, „Rififi”, „Wszystko o Ewie”, „12 gniewnych ludzi”, „Julio jesteś czarująca”, „Winnetou” i innych dubbingowych przebojów.

W 1958 roku zostaje podpisana umowa z Disneyem i w następnych dziesięciu latach na naszych ekranach kinowych gościć będzie 31 filmów wyprodukowanych przez tę wytwórnię. W 1969 roku do naszych kin wszedł ostatni Disney’owski film animowany – „Miecz dla króla”. Disney zrywa umowę z Polską. Dlaczego? I tu też wkroczyła polityka. Okazało się, że Disney zorientował się, że jego filmy są wyświetlane w całym ZSRR a przecież nie podpisywał z nimi żadnych umów na sprzedaż swoich filmów i oczywiście nie otrzymywał należnych tantiem z tego kraju. Jak to się stało? Okazało się, że to polski dystrybutor dostarczał kopie do ambasady rosyjskiej w Warszawie a stamtąd trafiały one pocztą dyplomatyczną do Moskwy i były rozpowszechniane w setkach kopii filmowych w całym ZSRR. A my na następnych 20 lat pożegnaliśmy się z filmami Disneya, tak lubianymi przez naszych najmłodszych widzów.

„Wyrok w Norymberdze” Spencer Tracy

Mistrzostwo naszych twórców dubbingu mogliśmy np. podziwiać w słynnym filmie Stanleya Kramera „Wyrok w Norymberdze”. Dubbing wyreżyserowała Zofia Dybowska-Aleksandrowicz (to jej był pomysł by polski dubbing nazwać „polską wersją językową”) a wielkie kreacje w tym filmie stworzyli: Janusz Warnecki, Mariusz Dmochowski, Jan Świderski, Tadeusz Łomnicki, Andrzej Gawroński i Aleksandra Śląska. A oto jak pracę pisania dialogów do tego filmu wspominała w rozmowie ze mną Elżbieta Łopatniukowa:

„… Fantastyczną rzeczą była praca z konsultantami. Najbardziej ze wszystkich tych filmów, a były ich przecież setki, pamiętam pracę nad filmem „Wyrok w Norymberdze” Stanleya Kramera. Pracowałam wiele miesięcy z prof. Jerzym Sawickim, z prawnikiem który był na tym procesie jako młody dziennikarz-prawnik. To nie był proces zbrodniarzy hitlerowskich, to był proces prawników. Grały tam takie gwiazdy jak Spencer Tracy, Marlena Dietrich i Maksymilian Schell. Musiałam tu pisać całe przemówienia sądowe wg. oficjalnego tłumaczenia PAP. Nie mogłam sobie napisać jak to mi synchronicznie leżało, tylko musiałam cytować te dokumenty z Norymbergi które mi prof. Sawicki udostępniał, tłumaczył i mówił gdzie mogę skrócić, gdzie nie mogę itd. I to przez parę miesięcy. Kiedy była kolaudacja tego filmu, prawie zemdlona leżałam pod fotelem, bo oczywiście wiedziałam, że nie może to być synchronicznie.

Janusz Warnecki jako polski dubler Spencera Tracy’ego

Kałużyński który spędzał z nami całe dnie i znał się na tym, powiedział:

– Wiecie państwo, to jest zdumiewająca rzecz jak to jest synchroniczne w tych warunkach.

Ale to nie było synchroniczne tak jak sztuka tego wymagała. Natomiast było tak przekonujące w tym jak brzmiało, były to takiej wagi teksty, że na ten synchron nikt nie zwracał uwagi. No, oczywiście nigdy nie zrobiliśmy tak by było o 3 sylaby za dużo, czy 3 sylaby za krótko. Czy żeby mówić tam gdzie ma zamknięte usta lub odwrotnie. To było ABC.

A synchron to, jak wykombinował Janek Moes i który był bon motem przez całe nasze życie: synchron to rzecz względna…”

Polityka też, dramatycznie wkraczała w życie twórców dubbingu. Podam choćby przykład reżyserów dubbingu – Henryki Biedrzyckiej i Tomasza Listkiewicza. Biedrzycka rozpoczęła studia w słynnej łódzkiej Szkole Filmowej w 1949 roku. Jej wielką pasją było morze i na swój debiut fabularny wybrała film marynistyczny. Akcja tego filmu miała się rozgrywać na statku. Zdjęcia były zaplanowane w Gdańsku, Gdyni i oczywiście na morzu. W 1953 zatwierdzono scenariusz i skierowano film do produkcji. Trzeba było tylko wystąpić do Ministerstwa Żeglugi o zezwolenie na zdjęcia na statku. Na całą ekipę techniczną – pięć osób – tylko jedna osoba, realizator dźwięku, dostała pozwolenie wejścia na statek! Pozostałym odmówiono. Wzburzona Henryka zrobiła piekielną awanturę w ministerstwie i … dostała zakaz pracy w filmie fabularnym. Z pomocą przyszedł jej profesor z Filmówki – Seweryn Nowicki i zatrudnia ją w dubbingu.

Henryka Biedrzycka

Polityka do życia Biedrzyckiej wkroczyła ponownie w roku 1968. Do władzy doszli tzw. „moczarowcy”. Dążąc do władzy, ówczesny minister spraw wewnętrznych, Mieczysław Moczar umiejętnie posługując się polityką antysyjonistyczną, a właściwie antysemicką, rozpętał nagonkę w czasie wydarzeń marca 1968 roku. Bezpośrednim skutkiem tej nagonki były czystki w zakładach pracy PRL-u. I tak dochodzimy do maja 1969 roku kiedy do Studia Opracowań Filmów w Warszawie zawitała kontrola NIK prowadzona przez oddanego Partii i socjalistycznej ojczyźnie inspektora Henryka Piotrowskiego. Kontrola ta, niewielkiego zakładu pracy jakim był SOF (ok. 50 pracowników) trwała ponad 9 miesięcy! Ciężko było cokolwiek znaleźć i do czegoś się przyczepić. Zdegradowano redaktora naczelnego SOF (niewłaściwe pochodzenie) a w ekipie Biedrzyckiej przyczepiono się do tego, że w opracowywanym przez nią filmie „Mój przyjaciel delfin” nie wycięto czołówki filmu. Wtedy podstawą wynagrodzenia dla reżyserów, redaktorów dźwięku i montażystek był dialog. Czyli z opracowywanego filmu, z tzw. „sklejek” wycinało się „cisze” i pozostawał tylko dialog. Na nic zdały się tłumaczenia i protesty pracowników (słynny list pracowników SOF w obronie zwolnionych) – pracę w dubbingu stracili reżyserzy – Henryka Biedrzycka, Tomasz Listkiewicz i montażystka Maria Sucharska. Lubiany i ceniony przez pracowników mgr. Antoni Kupiec przestaje być dyrektorem Studia. Tomasz Listkiewicz został zatrudniony w W. F. „Czołówka” gdzie nakręcił kilka filmów dokumentalnych. Ostatnim jego filmem było „Tajne nauczanie” z 1973 roku. Podczas realizacji tego filmu umarł na zawał. Henryka Biedrzycka wróci do SOF w połowie lat 70-tych.

Dubbing tak jak cała kinematografia podlegał cenzurze. Każda lista dialogowa musiała być ocenzurowana. Wybitna dialogistka, Maria Etienne wspominała w rozmowie ze mną taką swoją przygodę z cenzurą:

„…Robiłam świetny hiszpański serial o Krzysztofie Kolumbie. Gdy wyjechałam na urlop, wybuchła awantura. Telewizyjna cenzura zarzuciła mi nazbyt „sakralne” dialogi – twierdził dyrektor Studia. Tłumaczyłam, że realiów 15 wiecznej Hiszpanii, uwiecznionych na filmie, nie da się zmienić.

– Ale cenzura w Telewizji przysłała pismo do nas, że pani dialogi są za bardzo sakralne! Za dużo tu akcentów kościelnych!

Były to czasy, gdy uważano, że w dubbingu można zmienić treść czy wymowę całego filmu, no bo przecież, tego nie słychać. Można aktorom włożyć w usta, co się chce…”

A i dziś polityka wkracza do dubbingu. Jest to jednak polityka dystrybutorów i pieniędzy.

Zbigniew Dolny

Artykuł jest przedrukiem 15-16 numeru Pisma Związku Artystów Scen Polskich ZASP który ukazał się w grudniu 2023 roku.

Grafika wykorzystana w treści: © Roxlom Films Inc. / Universum Film (UFA) / Mosfilm / Lenfilm Studio.

Odpowiedz