W styczniu warszawskie kino ILUZJON sprawiło miłą niespodziankę miłośnikom dubbingu. W repertuarze znalazły się dwie mało znane dubbingowe perełki: w cyklu „Akademia Tłumaczeń Filmowych” 12 stycznia 2023 r zostanie zaprezentowany angielski dramat wojenny „Siostra Marta jest szpiegiem”

„Siostra Marta jest szpiegiem” (I was a spy) – W.Bryt. 1933 r. reż.Victor Saville
„DUBBING” wykonano w atelier dżwiękowem POLSKA AKUSTYKA
Nagrano Systemem bezszmerowym: „BRITISH ACOUSTIC”
Reżyseria i kierownictwo artystyczne zdjęć „dubbingowych”: TADEUSZ FRENKIEL
dźwięk: inż. ZYGMUNT BRYL
Martha Cnockhaert – Madeleine Carroll – Lidia Wysocka,
komendant Oberaertz – Conrad Veidt – Jan Bonecki,
Stephan – Herbert Marshall – Ziemowit Karpiński,
Doktor – Gerald du Maurier – Stanisław Daczyński,
oraz: Artur Kwiatkowski, Irena Horecka, Tadeusz Frenkiel, …
A tak ten dubbing zrecenzował Leon Brun, naczelny redaktor przedwojennego KINA:

„…Dopiero w tym filmie mamy do czynienia z prawdziwym t. j. artystycznym dubbingiem. Tak samo powiedzieć można: z dubbingiem starannym. To jeszcze nie jest doskonałość. Są tu i ówdzie usterki. Matka bohaterki mówi głosem drewnianym, beznamiętnym słowa, które powinny dyszeć i tętnieć popłochem, przerażeniem… Marta i Stefan spiskują głośno o dwa kroki od żołnierzy niemieckich, a powinni mówić szeptem… Naogół jednak dubbing zdał egzamin. Wrażenie filmu jest wielokroć silniejsze, gdy wyrzucono z ekranu ciężki balast napisów, odwlekających uwagę widza od akcji. Wzrok nie skacze po napisach, by śpiesznie wracać do istotnych swoich zadań: do wątku zdarzeń na ekranie. Słuch nie ociera się o niezrozumiały skrzek obcych słów. Zrazu jeszcze przekorna uwaga czepia się ust aktorów, kontrolując ścisłe dopasowanie dźwięków i poruszeń, lecz po pewnym czasie słabnie czujność tej zbytecznej kontroli (zbytecznej, bo to zadanie należy do twórców, a nie do widzów) i tworzy się pożądany akord wrażeń słuchowych i optycznych…” (KINO nr.4; 27 styczeń 1935)
Drugą dubbingową perełką jest film niemiecki „Ku wolności”.
Ku wolności (Ritt in die Freiheit) Niemcy 1937

reż.: Karl Hartl
Rotmistrz Julek Staniewski – Willy Birgel
Rotmistrz Jan Wolski – Viktor Staal
Janka Kozłowska – Hansi Knoteck
Księżniczka Katarzyna Czernikow – Ursula Grabley
Porucznik Malinowski – Berthold Ebbecke
Chorąży Milewski – Hermann Braun
Gubernator książę Czernikow – Edwin Jürgensen
reżyseria wersji polskiej: Tadeusz Frenkl
Rok 1937 przynosi nam zaskakujący tytuł – niemiecko-polską produkcję „Ku wolności”. Film w pozytywny sposób pokazuje polskie powstanie listopadowe w 1831 roku. Film niezwykły – na dwa lata przed wojną Polska kręci film we współpracy z hitlerowskimi Niemcami.
Jednak gdy przyjrzymy się temu z pewnej perspektywy czasowej, okazuje się, że w tym okresie Niemcy m. in. w ten sposób badali czy uda im się wciągnąć Polskę we wspólny front przeciwko ZSRR – stąd to powstanie listopadowe, ukazujące naszą walkę z Rosjanami o niepodległość.
W roku 1934 Hitler liczył, że Polska stanie się satelitą Niemiec w szykowanej już wtedy wojną z Rosją. 26 stycznia została podpisana w Berlinie wspólna deklaracja o nieagresji. Deklaracja ta obejmowała też kilka umów o współpracy gospodarczej i kulturalnej.
Niemcy, licząc się z tym, że Polska nie będzie skłonna do takiej koalicji, powoli szykowała się do nadchodzącej wojny. Produkcja tego filmu miała umożliwić Niemcom swobodne poruszanie się i filmowanie strategicznych wojskowo miejsc nie przyciągając uwagi polskiego wywiadu. Podstęp się udał gdyż zdołano przy okazji kręcenia filmu sfotografować polskie poligony, strategiczne połączenia drogowe, mosty, brody na Narwi, węzły kolejowe i lotniska. Nasze Ministerstwo Spraw Wojskowych oddało też na cele filmowców 5-ty Pułk Ułanów Zasławskich zapoznając Abwehrę z organizacją i uzbrojeniem stacjonującego w Ostrołęce wojska. Mimo tych niecnych planów film okazał się udaną i wartościową pozycją ówczesnego repertuaru ściągając do kin rzesze widzów.

„Ku wolności” o temacie całkowicie polskim (powstanie 1831 roku) dowodzi, że przy dużym nakładzie środków, kulturze i staranności można zrobić film o obcym kraju taki, żeby nie raził nawet tuziemców, tak jak Niemiec może napisać dobrą powieść o Polsce, opartą na gruntownej znajomości polskiego charakteru narodowego i środowiska. W omawianym tu wypadku co prawda warunki były wyjątkowo sprzyjające: cała ekipa niemiecka bawiła przez dłuższy czas w Grodzieńszczyźnie, gdzie miała cały pułk ułanów do dyspozycji i gdzie jej wskazywano najpiękniejsze plenery. Cały pułk ułanów, to nie bagatela – sami Niemcy nie marzyli o możliwości nakręcenia tak brawurowych epizodów, jak scena z promem, a finał zawdzięcza całe swe piękno czarowi lekkości i gracji naszej jazdy. Trzeba jednak powiedzieć, że ze swej strony twórcy filmu dołożyli wszelkich starań, aby rzecz postawić na wysokim poziomie; na uwagę zasługuje przede wszystkim doskonały dobór aktorów o typach, zbliżonych do polskiego i rosyjskiego i solidne studium obyczajów, które złagodziło niemiecką sztywność i styl żołnierski, odmienny od naszego. Mogliśmy patrzyć na ekran z pełnym złudzeniem rzeczywistości, a to już bardzo dużo. Poprawnie i inteligentnie zrobiony dubbing przyczynił się walnie do tego efektu.
Poza jednak tymi raczej pobocznymi, technicznymi walorami, film jako całość ma dużą wartość artystyczną, zarówno w swej, bardzo szlachetnie przeprowadzonej grą aktorską i kompozycją, linii ideowej, jak i w stronie czysto formalnie-estetycznej. Jest interesujący, ma prawdę życiową, subtelną, powściągliwość ekspresji i odpowiednie tempo. Tu mogą wiele się nauczyć polscy reżyserzy i aktorzy. Dubbing zmuszał do mówienia z pewną określoną szybkością i okazało się, że doskonale można podwoić przyjęte u nas tempo z korzyścią dla filmu i że nasza tradycyjna i nieznośna powolność w kinie i teatrze, to wcale nie wynik specyficznych właściwości języka, tylko po prostu nieudolności i zmanierowania reżyserii. Współpraca polsko-niemiecka dała tym razem bardzo dobre wyniki, o wiele lepsze, niż w „Dyplomatycznej żonie”; niestety, jednak posłużyliśmy tylko jako materiał, egzotyczne tło i należało by się domagać większego równouprawnienia. Zrewanżować się, niestety, nie możemy: wysłać Ordyńskiego do Bawarii, żeby tam zrobił film, oparty na wojnach napoleońskich w Niemczech w stylu „Pana Tadeusza”? Ładne byłoby to równouprawnienie…” (Andrzej Mikułowski, Prosto z Mostu, nr. 25, 30.5.1937)
„…Film Carla Hartla „Ku wolności” („Ritt in die Freiheit”) to melodramat, w którym na tle wojny polsko-rosyjskiej w 1830 roku ukazano miłość polskiego oficera ułanów do siostry rosyjskiego gubernatora Grodna. Rotmistrz Julek Staniewski (w tej roli Willy Birgel) musi wybierać między miłością do pięknej Kateriny Tschernikoff (Ursula Grabley) a walką o ojczyznę. Decyzja nie przychodzi mu łatwo. Kiedy do Grodna dociera wiadomość, że w Warszawie wybucha antyrosyjskie powstanie, nie wykonuje rozkazu wymarszu ze swoim szwadronem w kierunku stolicy. Zrywa nawet kontakty ze swym przyjacielem, kapitanem Janem Wolskim (Viktor Staal), który zarzuca mu zdradę. Kiedy jednak do Grodna wkraczają wojska rosyjskie, rotmistrz Staniewski staje do nierównej walki z przeważającymi siłami nieprzyjaciela i ginie ze wszystkimi swymi ułanami w ogniu rosyjskiej artylerii…” (P. Korczyński)
„… Wersję polska robili w Warszawie polscy aktorzy pod reżyserią Tadeusza Frenkla. To znaczy, że niemieckim postaciom dano polskie głosy. Takie niewiarogodne, zda się, rzeczy, może wyczyniać technika filmowa. I pomimo trudności w utrafieniu w wymiar chronometrażowy, synchronizacja nie zawiodła. Jednak te głosy, odzywające się jako recytacja, oderwana od gry, nie brzmią tą namiętnością i siłą, jakie miałyby, gdyby ci sami aktorzy byli jedynymi realizatorami filmu. I w tych mówiących po polsku Hansie Knoteck, Willy Birgelu, Wiktorze Staal jednak nie bardzo czujemy naszych rodaków.
„Dubbing” jest nadzwyczajnym wynalazkiem, ale czy technika nie przytłumia czasem w filmie sztuki? Co do obcego filmu, powinniśmy być zadowoleni, że polska tematyka wychodzi na rynek wszechświatowy, jeżeli nie potrafi jeszcze polska produkcja. I w każdym razie dzięki tematowi, film wywiera wstrząsające wrażenie. Zwłaszcza na Polaków, choć jest surowszy i chłodniejszy od naszych…” (Anna Zahorska, Kultura, nr. 26, 27.06.1937)
Zapraszamy na te dwa niezwykłe filmy do kina „Iluzjon” w Warszawie na ul. Ludwika Narbutta 50A
12 stycznia – godz. 17.00 – „Siostra Marta jest szpiegiem”
19 stycznia – godz. 17.00 – „Ku wolności”
Grafika wykorzystana w nagłówku: © Gaumont British Picture Corporation / Universum Film (UFA).

Dear Bytuch / Zbigniew
Niezwykle ciekawy wpis. Zwłaszcza okoliczności realizacji tego niemieckiego filmu były mi dotąd kompletnie nieznane.
Ale wybacz uwagę: trafiła Ci się jedna literówka, gdyż ów system bezszmerowy nazywał się jednak British (przez 'sh’, nie „sch”) Acoustic. Tak twierdzi dubbingpedia.pl. I chyba ma rację.
Bardzo dziękuję za zauważony błąd (tekst już poprawiłem). No cóż, nikt nie jest doskonały. ZespolyFilmoweSA – masz rację, powinno być British. Dziękuję za wnikliwe czytanie i pozdrawiam noworocznie.
Zbigniew Dolny