youtube facebook twitter google plus

PostHeaderIcon [Recenzja dubbingu] „Dishonored 2”

Można odnieść wrażenie, że Bethesda, firma licząca się na rynku gier komputerowych głównie ze względu na prawa do marek The Elder Scrolls i Fallout, wzorem chociażby Blizzard Entertainment podjęła decyzję o tym, że wszystkie gry z jej portfolio będą dubbingowane na język polski. Co prawda na chwilę obecną jest to tylko przypuszczenie, a sprawdzianem będzie Wolfenstein: The New Colossus albo następna odsłona którejś z wymienionych powyżej serii, nie zmienia to jednak faktu, że w tym roku zdubbingowany został Doom i wszystkie materiały do Pray, a niedawno na rynek trafił Dishonored 2. Jest to kontynuacja świetnej skradanki z 2012 roku opracowanej przez Arkane Studios, która jednak nie doczekała się polskiego dubbingu. Czy jest to jednak powód do żalu, gdybyśmy założyli, że prezentowałby on taki poziom jak ten do „dwójki”? Sprawdźmy, jak poradzili sobie reżyser Maciej Kowalski i studio Start International Polska.

Największym atutem oryginalnej wersji gry jest Stephen Russell, fanom skradanek dobrze znany jako głos Garretta z pierwszych trzech części serii Thief, który tutaj wciela się w Corva Attano – jednego z dwóch grywalnych bohaterów, który w poprzedniej części nie wypowiedział ani jednego słowa. Oryginał dodatkowo zasilają m.in. Rosario Dawson, Robin Lord Taylor oraz Michael Madsen, mający tutaj krótkie, trwające niecałą minutę cameo. Przy tworzeniu polskiej wersji na szczęście nie zdecydowano się na żadne znane nazwiska, co w przypadku gier  często fatalnie przekłada się na jakość dubbingu. Niestety, nie znaczy to też, że polska obsada jest dobra, wręcz przeciwnie – w lwiej części prezentuje się ona fatalnie.

Jeżeli przyjrzeć się obsadom Battlefieldów, również reżyserowanych przez Macieja Kowalskiego, można natrafić na sporo nazwisk, które większości z Was zupełnie nic nie powiedzą. Kto z czytających ten tekst potrafi wymienić jakąkolwiek rolę Adama Grabińskiego, Darii Brudnias, Patrycjusza Zwolińskiego czy Pawła Cukierskiego? Przy Wiedźminie 2: Zabójcach królów ten sam reżyser współpracował chociażby z Pawłem Niczewskim czy Janem Naturskim – jeżeli nie chadzacie do warszawskich teatrów, i te nazwiska prawdopodobnie nic Wam nie powiedzą, bo szersza publiczność może ich znać wyłącznie z drugoplanowych ról w kilku filmach i serialach. Chociaż reżyser współpracował w przeszłości z mało znanymi aktorami, to jednak przy Dishonored 2 wśród nich znalazła się jedynie Paulina Raczyło, podczas gdy reszta ról obsadzona została standardem, tj. aktorami znanymi aż za dobrze z reklam i dubbingów kreskówek. Już w oryginalnej wersji tło – wszelacy cywile, strażnicy, robotnicy itd. – prezentuje się bardzo słabo, nie tylko pod względem w najlepszym razie przeciętnego aktorstwa, ale też niedopasowania głosów aktorów pod sylwetki bohaterów. W naszym dubbingu wrażenie jest jednak jeszcze gorsze, bo nie dość, że głosy nie są podobne do oryginałów, przez co jeszcze bardziej nie pasują do wyglądu bohaterów, to dodatkowo co i rusz słyszymy Skippera, Kowalskiego i Maurice’a z Madagaskarów, Patryka ze SpongeBoba Kanciastoportego, Kapitana Amerykę, Hagrida, księżniczkę Fionę i ślepą myszkę ze Shreka, Edka z Epoki lodowcowej, a na dokładkę jeszcze z połowę obsady My Little Pony. Co więcej, naszpikowanie dubbingu taką ilością – przepraszam za brzydkie słowo – dubbingowych wycierusów może nawet autentycznie zepsuć zabawę. Jednym z ważniejszych wątków w początkowej fazie gry jest sprawa seryjnego zabójcy znanego jako Zmora Korony. Już na dość wczesnym etapie trafić można na dziennik głosowy, w którym słychać zabójcę, kiedy ten porywa nagrywającego wpis. W tym momencie całą tajemnicę szlag trafia, ponieważ zabójca przemawia głosem dobrze znanej osoby, która w obsadzie wymieniona została jako jedna z postaci ważnych dla fabuły, ale akurat nie jako zabójca. Nawet jeżeli nie kojarzycie jej z nazwiska, prawdopodobnie po przesłuchaniu dziennika dźwiękowego zapali Wam się nad głową lampka, kiedy usłyszycie ją niedługo później jako postać taką i taką, mającą znaczenie dla fabuły. Owszem, w angielskiej wersji jest tak samo, tam jednak Zmora Korony nie przemawia aż tak charakterystycznym głosem, który zapewne od razu rozpozna wielu graczy, zwłaszcza tych należących do fandomu pewnego serialu animowanego.

Niestety, nie tylko tło jest słabe. Janusz German, polski Corvo, wzbudził mój niepokój już w momencie, kiedy pojawił się pierwszy zwiastun, w którym postać przemawiała jego głosem. Obawy okazały się uzasadnione – chociaż głosowo od biedy jeszcze sprawdza się jako zamiennik Russella, wypadł nieporównywalnie gorzej pod względem warsztatowym, grając z tą samą manierą, z jaką od pewnego czasu gra w większości gier. Nie słychać zbytnich różnic pomiędzy Corvem, Olgierdem z Wiedźmina: Serc z kamienia czy Żniwiarzem z Overwatch. A nawet mimo to, German sprawdza się lepiej niż większość głównej obsady. Barbara Kałużna gra tym samym „pseudotajemniczym” głosem, który słyszeliśmy chociażby w Mass Effect 2, Grzegorz Pawlak znów wcielił się w Loghaina Mac Tira z Dragon Age: Początku, a Agata Gawrońska-Bauman po zagraniu kilku tysięcy godzin dialogów w serii Scooby-Doo, przychodząc na nagrania chyba już z przyzwyczajenia gra Velmę. Zadziwiające jest to, że reżyser, mając do dyspozycji takich aktorów jak Beata Jewiarz czy Piotr Grabowski, obsadził ich jako nic nieznaczące głosy tła, a pierwszy plan zapełnił gumisiami, smurfami i kucykami pony. Z tego też powodu niewiele było w polskiej wersji głosów, które by mi się spodobały. Spośród tych trafionych na uwagę zasługuje Jonasz Tołopiło, czyli grany przez Pingwina Odmieniec. Prawda, to głos Harry’ego Pottera, ale jako jeden z niewielu aktorów pasował do swojej roli, a ponieważ gra nadprzyrodzoną istotę, wszystkie jego kwestie zostały przepuszczone przez odpowiednie filtry, więc nie brzmi identycznie jak Chłopiec, Który Przeżył. Warto wspomnieć również o Tomaszu Traczyńskim, wcielającym się w Kirina Jindosha. To szalony wynalazca z gatunku tych, którzy swoim ego mogliby obdzielić kilkunastu Albertów Einsteinów, ale którego przez większość czasu słyszymy przez system nagłośnienia w jego domu. Traczyński mówi z reguły spokojnym, niekiedy wręcz znudzonym głosem, który słyszany z głośników dobrze oddaje postać na podstawie tego, czego dotychczas się o niej dowiedzieliśmy – że uważa się za megalomana, lepszego od innych i wszystkich traktującego z góry, a Corvo jest dla niego tylko kolejnym nic nieznaczącym włamywaczem, zabawką, której nie warto poświęcać uwagi. Nawet kiedy chwali bohatera, jego monotonny głos zdaje się sugerować, że pochwała opatrzona jest gwiazdką i maleńkim druczkiem mówiącym: „Ale i tak jestem mądrzejszy i mnie nie znajdziesz, więc się tak nie ekscytuj”. Nie licząc tej dwójki, jako tako sprawdzają się jeszcze Agnieszka Matysiak i Maciej Maciejewski. Trudno jest mi powiedzieć, jak sprawdza się Magdalena Zając-Zawadzka jako Emily, ponieważ decydując się na grę Corvem, słyszałem ją tylko w kilku pierwszych minutach – zbyt krótko, żeby wyrobić sobie opinię.

Poza niedopasowaniem do postaci, większość aktorów prezentuje w najlepszym razie bardzo przeciętny warsztat, a ci wcielający się w ważniejszych bohaterów nieraz mówią zbyt ekspresywnie, co jeszcze bardziej potęguje wrażenie kreskówkowości. Głosy tła jednak potrafią przyprawić o krwotok z uszu, zwłaszcza kiedy słyszy się komiczne lamenty cywilów i błagania o pomoc. Trzeba jednak częściowo oddać sprawiedliwość reżyserowi i aktorom – bazując na kiepskiej jakości materiale źródłowym mogli niewiele zrobić, bo z byle czego bicza nie ukręcisz. Szkoda tylko, że polskiej wersji nie udało się zachować przynajmniej poziomu angielskiego oryginału, wypadła ona jednak znacznie gorzej, a fatalne wrażenie dodatkowo potęguje fakt, że te żenujące kwestie wygłaszają wspomniani już bohaterowie licznych kreskówek.

Będąc przy niedopatrzeniach reżysera, wspomnieć warto również o rzeczy, która bardzo mnie w dubbingu denerwuje, a pilnowanie której – zdawać by się mogło – powinno leżeć w obowiązkach osoby odpowiedzialnej za polską wersję. Chodzi mianowicie o niekonsekwentną, a niekiedy błędną wymowę. German w jednej z pierwszych scen nazywa jednego z bohaterów [ramzej], ale już kilka sekund później zwraca się do niego [ramzi]. Wojciech Machnicki mówi o rodzinie we [friport], zaś Jacek Lenartowicz to samo miejsce nazywa [frejport]. Emily znana jest w polskiej wersji zarówno jako [koldłin], jak i [kaldłin], a nazwisko Corva to [attano] lub [atano]. Takich przykładów jest więcej, co niestety bardzo mocno potrafi dać o sobie znać, kiedy dwie osoby stojące obok siebie mówią niby o tym samym, ale jednak o czymś innym. Do tego należy by jeszcze doliczyć, że – co prawda bardzo rzadko, ale mimo wszystko – aktorom zdarza się przekręcić nawet jakieś polskie słowo.

Na tym kończą się niedogodności, za które bez wątpienia odpowiadają reżyser i studio, a dochodzimy do miejsca, w którym trudno ustalić, kto jest odpowiedzialny za kolejne. Trzeba pamiętać, że rolą studia w większości przypadków jest tylko nagranie i obróbka głosów, a zaimplementowaniem ich do gry najczęściej zajmuje się już deweloper albo wyznaczony przez niego podmiot (w tym przypadku być może było to QLOC). Jednym z mankamentów dubbingu jest to, że czasami słyszymy angielskie dialogi, które przeplatają się z polskimi. Czy to Bethesda nie dostarczyła ich Startowi? Dostarczyła, ale w nawale plików zostały pominięte? Studio je nagrało, ale ktoś coś pomieszał podczas implementowania? Tego raczej się nie dowiemy, jednak należy ten błąd odnotować. Inną przypadłością jest to, że sporadycznie jedna postać potrafi mówić dwoma głosami. Całość skonstruowana została tak, że dla określonego rodzaju postaci pobocznych, np. cywilów, nagrane zostały paczki zawierające kwestie z kilkoma aktorami, zaś rozmawiając z którymś z bohaterów, powinny być odtwarzane głosy tylko z jednego zestawu. W polskim dubbingu zdarzyło się jednak, że czarnorynkowa handlarka z Aventy wita nas głosem Moniki Węgiel-Jarocińskiej, a chwilę potem, podczas tej samej rozmowy, przemawia głosem Anny Apostolakis-Gluzińskiej, żeby kilkanaście minut później, już podczas innego dialogu, znów mówić głosem Moniki Węgiel. Trudno jest mi stwierdzić, czy w angielskiej wersji występuje ten sam problem, co powielił polski reżyser, czy może przez pomyłkę Anna Apostolakis została przydzielona do paczki głosów, którą powinna dubbingować Monika Węgiel.

Polska wersja cierpi również na paskudną przypadłość związaną z poziomem dźwięku, ale i w tym przypadku trudno znaleźć winnego. Sprawdziłem wersję angielską i przejrzałem kilkanaście materiałów na YouTubie w tym języku, jednak nie uświadczyłem tego samego w oryginale, a już na pewno nie w takim stopniu. Chodzi mianowicie o to, że głosy tła są bardzo nierówne. Niektóre postaci poboczne są słyszalne dobrze i wyraźnie, niemalże tak samo jak głosy protagonistów, inne z kolei, nawet kiedy stoimy tuż przy nich, są zdecydowanie za ciche. Bywa tak, że kiedy rozmawiam z postacią poboczną, a w tle zacznie mówić ktoś inny, całość zlewa się w zupełnie niezrozumiały bełkot. Zdarza się też, że w trakcie jednego zdania całkowicie zmienia się głośność, która w pewnym momencie pikuje ostro w dół, a chwilę później powraca do pierwotnego natężenia. Koszmarem mogą okazać się monologi Odmieńca, nagrane trochę ciszej niż inne kwestie, którym towarzyszą nie tylko pogłos, ale też efekty dźwiękowe, co sprawia, że fragmenty jego wypowiedzi mogą być całkowicie niezrozumiałe.  W tym przypadku nie należy chyba jednak mówić o winie studia nagraniowego. Porównałem w Audacity kilka plików dźwiękowych zawierających ten sam dialog w wersji polskiej i angielskiej i mają one takie samo natężenie głośności. Problemem nie jest również sprzęt, sprawdzałem bowiem na głośnikach i na słuchawkach, a o takiej niedogodności donoszą też inni gracze. Nie pomaga zmiana ustawień dźwięku w grze, bo nawet jeżeli muzyka i efekty dźwiękowe zostaną znacząco wyciszone, a dialogi ustawione na pełną głośność, to i tak często okazują się być za ciche. Można więc założyć, że ze studia nagraniowego wyszły poprawnie nagrane i obrobione pliki, ale problemy z głośnością polskiej wersji to wina wdrożeniowców albo samego kodu gry. Już tylko z samego recenzenckiego obowiązku wspomnę, że polskie kwestie w żaden sposób nie pasują do ruchu ust postaci, ale i tutaj nie jest to winą studia, ponieważ deweloper nie przewidział najwidoczniej synchronizowania kłapów pod lokalne wersje. Tym niemniej momenty, kiedy postać nie porusza ustami, ale słychać jej głos (albo na odwrót) są w grze dość liczne, co może odrobinę wytrącać z równowagi.

Rzeczą, która na pewno była niezależna od studia nagraniowego, są różnorakie błędy i nieścisłości w tłumaczeniu. Przykładowo, raz mowa jest o „wielorybim oleju”, kiedy indziej po prostu o „tranie”. Wspomniany wcześniej seryjny morderca Zmora Korony otrzymał w naszej wersji mało trafny przydomek, który sugeruje tylko tyle, że jest on zmorą dla cesarzowej. Co prawda poniekąd jest, bo przez jego działania ludność uważa, że działa on na zlecenie władczyni, eliminując jej krytykantów, ale oryginalny „The Crown Killer” ma jednak nieco inne znaczenie, sugerujące, że działa on na zlecenie Korony. Nie lepszy byłby, dajmy na to, „Cesarski Zabójca”, chyba bardziej oddający ducha oryginału? Jak wspomniałem, w grze zdarzają się również błędy w tłumaczeniu, a przykład takiego powiązany jest z rzeczonym zabójcą. W pierwszej scenie główni bohaterowie zostają oskarżeni o „zabójstwo Zmory Korony”. Może nie byłoby w tym nic niewłaściwego, gdyby nie to, że Zmora Korony żyje i ma się dobrze, a Corvo i Emily będą musieli poznać tożsamość mordercy i go powstrzymać. W oryginale chodzi o to, że oskarża się ich o dokonywanie morderstw jako Zmora Korony, a nie o to, że go zabili.

Podsumowując ten przydługi wywód, należy stwierdzić, że Dishonored 2 jest niestety bardzo niezadowalającym dubbingiem, w którym wadliwych jest naprawdę wiele elementów. Od (w większości przypadków) źle, a niekiedy wręcz fatalnie dobranych głosów, poprzez błędy w tłumaczeniu i niejednolitej wymowie, po rozmaite problemy techniczne. Chociaż niezwykle cenię sobie dubbingi Macieja Kowalskiego do Miasteczka South Park, Wiedźmina 2: Zabójców królów czy Battlefield: Bad Company 2, to dubbing do Dishonored 2 moim zdaniem nie zasługuje na więcej niż 2 z małym plusem w skali szkolnej. Mam nadzieję, że kolejne polskie wersje gier Bethesdy – o ile w ogóle takowe zostaną zrealizowane – będą prezentowały zdecydowanie wyższy poziom. Grę po raz pierwszy przeszedłem po polsku, ale przy powtórkach raczej nie powtórzę tego błędu – angielska wersja co prawda również jest w wielu aspektach słaba (przede wszystkim kiepskie głosy i kiepskie aktorstwo), ale nie cierpi na pozostałe przypadłości właściwe polonizacji. Nawet mimo licznych problemów technicznych, mogłaby ona zdobyć ocenę o punkt wyższą, gdyby tylko reżyser, wzorem chociażby Michała Konarskiego ze Studia PRL, zamiast na bohaterów licznych kreskówek o charakterystycznych głosach, postawił na większą ilość mniej znanych i rozpoznawalnych aktorów.

 

Dubbingowe premiery
W kinach:
  • Biegnij Amelio!
  • Twój Vincent

Najbliższe premiery:

  • Mali bohaterowie (20 października; kino)
  • Thor: Ragnarok (25 października; kino)
  • Liga Sprawiedliwości (17 listopada; kino)
  • Mikołaj w każdym z nas (24 listopada; kino)
  • Co wiecie o swoich dziadkach? (1 grudnia; kino)
  • Gwiezdne wojny: ostatni Jedi (14 grudnia; kino)
  • Jumanji: Przygoda w dżungli (29 grudnia; kino)
  • Paddington 2 (29 grudnia; kino)
  • Traktorek Florek (26 stycznia 2018; kino)
  • Czarna Pantera (14 lutego 2018 roku; kino)
  • Pułapka czasu (9 marca 2018 roku; kino)
  • Traktorek Florek dodaje gazu (23 marca 2018; kino)
  • Wielka wyprawa Oskara (20 kwietnia 2018; kino)
  • Traktorek Florek ratuje farmę (25 maja 2018; kino)

Filmy które można obejrzeć online z dubbingiem w usłudze VOD:

Ostatnio na forum
No posts were found
Logowanie