youtube facebook twitter google plus

PostHeaderIcon [Recenzja dubbingu] „Doktor Strange”

Przyznaję szczerze, że nie przepadam za wczesnymi dubbingami w reżyserii Waldemara Modestowicza, które w moim odczuciu były po prostu słabe. Przez lata na szczęście się wyrobił i w 2012 roku zaskoczył Avengers – co prawda polska wersja nie była idealna, ale zdecydowanie powyżej oczekiwań. W następnym dubbingu, do Iron Mana 3, udało mu się uniknąć błędów z poprzedniego, a przez kolejne lata dostarczał prawie wyłącznie wysokiej jakości polskie wersje, niejednokrotnie zaskakując świetnym doborem głosów i trzymając odpowiedni poziom. Doktor Strange stanowił jednak wielką niewiadomą, głównie ze względu na charakterystyczny i trudny do podrobienia głos Benedicta Cumberbatcha, a w momencie poznania obsady moje wątpliwości co do dubbingu tylko się zwiększyły. Po seansie na szczęście okazało się, że Modestowicz co prawda dobiegł szczęśliwie do mety, ale po drodze potknął się o własne sznurówki.

Jedną z rzeczy, która bardzo pomaga dubbingowi, jest fakt, że zdecydowana większość kwestii mówionych przypada na trójkę bohaterów – Stephena Strange’a, Starożytną i Mordo. Tak naprawdę absolutnie żadnych zastrzeżeń nie budzi wyłącznie Starożytna, dubbingowana przez Danutę Stenkę. Dobrze, że udało się zachować pod Tildę Swinton głos, który „wynalazł” właśnie Modestowicz na potrzeby Opowieści z Narnii. Mam wrażenie, że Stenka została chyba zaszufladkowana przez reżyserów dubbingu jako aktorka do ról potężnych czarownic (najpierw Biała Czarownica, potem Galadriela w Hobbitach, teraz Starożytna), ale nie ulega wątpliwości, że dobrze czuje się w podkładaniu głosu i po raz kolejny stworzyła świetną głosową kreację. Michał Żebrowski jako polski odpowiednik Cumberbatcha jest cokolwiek kontrowersyjny, ale do zaakceptowania. Jak napisał kolega Nillay w swoich przemyśleniach na temat dubbingu – Modestowicz wybrał mniejsze zło, decydując się na aktora o innej barwie głosu, ale w miarę pasującej do sylwetki i twarzy Strange’a. Jeżeli zapomni się, jaki głos w oryginale ma Sherlock Holmes, Żebrowskiego można strawić, tym bardziej, że wypadł dość nieźle warsztatowo i oddało mu się oddać większość niuansów dubbingowanej przez siebie postaci.

Tutaj jednak zalety się kończą. Trzeci z najbardziej gadatliwych, czyli Mordo dubbingowany przez Przemysława Sadowskiego, raził nie najlepiej dobranym głosem, a dodatkowo był nierówny – niekiedy wypadał bardzo dobrze, kiedy indziej o kilka klas gorzej. Podobnie zresztą sprawa wygląda w przypadku Michała Pieli jako Wonga. Gorzej jest już z Kamillą Baar, będącą jednym ze słabszych elementów dubbingu. Pamiętam do dziś, jak krwawiły mi uszy, kiedy słyszałem jej jako Jessiki Alby w Fantastycznej Czwórce sprzed jedenastu lat, przez co zachodziłem w głowę, skąd u Modestowicza pomysł, żeby w ogóle brać ją do dubbingu. Na szczęście okazuje się, że pod okiem zdolnego reżysera nawet słaby aktor potrafi stworzyć przyzwoitą kreację. Ale tylko i wyłącznie przyzwoitą – Baar wypada o kilkanaście klas lepiej niż w Fantastycznej Czwórce, mimo wszystko jednak nadal brzmi odrobinę zbyt kreskówkowo i fałszywie, niepotrzebnie ciągnąć polską wersję w dół. Być może byłaby ona nawet najsłabszym ogniwem, gdyby nie Robert Więckiewicz, któremu przypadła rola granego przez Madsa Mikkelsena Kaecilliusa. Decyzja ta budziła we mnie jeszcze większe wątpliwości niż Żebrowski, jak się okazało – całkiem słusznie. Więckiewiczowi daleko do głosu Mikkelsena i nie da się go kupić, nawet jeżeli zapomnimy o tym, jak brzmi oryginał. Dodatkowo aktor wszedł w złe buty, bo chcąc brzmieć groźniej niż oryginalny Kaecillius, nazbyt wypaczył tę postać. Momentami mógł kojarzyć się z głosem Bogusława Lindy, czego publiczność nie omieszkała wyśmiać i skomentować tekstem „Pierdolisz moją kobietę”, myśląc, że to naprawdę Franz Maurer dubbinguje Hannibala Lectera. Głos zdecydowanie do wymiany, nie wyobrażam sobie bowiem, żeby Więckiewicz miał ponownie dubbingować Mikkelsena w Łotrze 1. Cała nadzieja w tym, że Modestowicz wymieniał już nietrafione głosy (fatalny Łukasz Nowicki na świetnego Piotra Grabowskiego), a Disney nie podchodzi chyba zbyt drobiazgowo do stałości głosowej (Hayley Atwell i jej różne polskie głosy w MCU i Kopciuszku, również dubbingowanym przez Modestowicza), więc może do Gwiezdnych wojen Disney wybrał inny głos.

Pod względem technicznym dubbing prezentuje się nieźle. Dialogi Jakuba Wecsilego są zgrabne i na miejscu; na szczęście po wiadrze pomyj, jakie wylano na niego za „starą” Batmana (co pociągnęło chyba za wymianę dialogisty w DC Extended Universe?), chyba spasował z tego typu głupotami. Na dobrą sprawę jedyne problemy techniczne, jakie zauważyłem, to zdecydowanie zbyt ciche słowa Stenki w scenie, w której pokazuje ona Strange’owi świat astralny. Towarzyszyły temu dość głośne efekty, które niekiedy skutecznie zagłuszały Stenkę, nie wiem jednak, czy to działanie zamierzone, wina nagłośnienia w kinie, czy jednak niedopatrzenie dźwiękowców.

Na koniec, trochę z przekory, życzyłbym sobie, żeby w którymś bądź którychś z następnych filmów osadzonych w Marvel Cinematic Universe spotkali się ze sobą Happy Hogan i Wong, Bruce Banner i Fandral, Mordo i Crossbones (ten drugi co prawda jest niby martwy, ale czy we franczyzie o superbohaterach to problem?) oraz Jasper Sitwell i Jonathan Pangborn, żeby reżyser musiał się napocić i spróbować jakoś wybrnąć z bagna, w które sam się wpakował. Co łączy te postaci? Ano to, że w polskiej wersji przemawiają głosami tych samych aktorów. Rozumiem, że reżyser lubi pracować z osobami, które ceni i które już się sprawdziły, ale obsadzanie ich w kilku rolach w obrębie jednego uniwersum to stąpanie po kruchym lodzie – nie dość, że drażni, to jeszcze zachodzi prawdopodobieństwo, że dwie postaci z głosem tego samego aktora kiedyś się spotkają. A niewykluczone, że w Thorze: Ragnaroku dojdzie do spotkania Bannera i Fandrala.

Mimo obaw, jakie miałem przed seansem odnośnie dubbingu, Modestowicz wyszedł z tej walki z tarczą, jednak jego heroicznego bohatera czeka długa rekonwalescencja. Polska wersja do Doktora Strange’a jest trzecią od końca na mojej liście najlepszych dubbingów Modestowicza do MCU. Za najgorszego uważam Ant-Mana, który, podobnie jak Doktor Strange, był historią typu origin, wprowadzającą nowych bohaterów. Na drugim miejscu Avengers, które były całkowitym debiutem i wprawką do dubbingowania uniwersum. Biorąc pod uwagę, że trzy ostatnie miejsca zajmują produkcje, w których od zera trzeba obsadzać aktorów, mogłoby się nasunąć stwierdzenie, że Modestowicz gorzej radzi sobie z nowościami, ale na szczęście tę tezę obalają Strażnicy Galaktyki. Co się zaś tyczy polskiej wersji Doktora Strange’a, dla mnie zasługuje na 6/10.

 

Dubbingowe premiery
W kinach:

Najbliższe premiery:

  • Castlevania (7 lipca; Netflix)
  • Spider-Man: Homecoming (14 lipca; kino)
  • Valerian i miasto tysiąca planet (4 sierpnia; kino)
  • Thor: Ragnarok (25 października; kino)
  • Dziennik cwaniaczka: Droga przez mękę (3 listopada; kino)
  • Liga Sprawiedliwości (17 listopada; kino)
  • Mikołaj w każdym z nas (24 listopada; kino)
  • Gwiezdne wojny: ostatni Jedi (14 grudnia; kino)
  • Paddington 2 (29 grudnia; kino)
  • Wielka wyprawa Oskara (2017; kino)
  • Czarna Pantera (14 lutego 2018 roku; kino)

Filmy które można obejrzeć online z dubbingiem w usłudze VOD:

Ostatnio na forum
No posts were found
Logowanie