youtube facebook twitter google plus

PostHeaderIcon [Recenzja dubbingu] „Warcraft: Początek”

Przyznaję, że mocno trzymałem kciuki za panią Elżbietę Kopocińską. Począwszy od Transformers: Wieku zagłady, każdy kolejny reżyserowany przez nią dubbing wydawał mi się lepszy od poprzedniego. Im mniej czasu pozostawało do polskiej premiery Warcraft: Początku, tym bardziej jednak wraz z moimi nadziejami rosły też i obawy: czy tym razem będzie podobnie? A może jednak zostanę pokarany za zaufanie, jakim obdarzyłem panią Elżbietę w dniu ujawnienia obsady oraz ekipy tworzącej polską wersję językową? Nie żebym spodziewał się po niej od razu czegoś na wzór dubbingu do Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów, ale sądziłem, że spokojnie przeskoczy poziom dubbingu do Łowcy i Królowej Lodu, a jakościowo dogoni Alicję po drugiej stronie lustra. Bo czemu by nie? W dubbingowym wyścigu poziom polskiej wersji językowej stworzonej przez Wojciecha Paszkowskiego wydawał się w zasięgu jej możliwości. Tak się jednak nie stało, a dubbingiem do Warcraft pani Elżbieta swoją zwyżkową tendencję niestety zahamowała.

Żeby nie było nieporozumień: to wciąż bardzo dobrze wykonany dubbing. W jej opracowaniach Bogów Egiptu oraz Łowcy i Królowej Lodu przynajmniej dwie rzeczy stały na wysokim poziomie i nie inaczej jest w tym wypadku. Chodzi mianowicie o udźwiękowienie, uwzględniające to, że głos aktora inaczej brzmi w zamkniętym kamiennym pomieszczeniu, a inaczej w otwartej przestrzeni, oraz o świetne oddanie emocji w głosie. Podczas seansu miałem wrażenie, że żaden widoczny na ekranie grymas czy najdrobniejszy ruch ust mogący sugerować jakąś zmianę w tembrze głosu aktora oraz żaden jęk, westchnienie czy sapnięcie, nie uszło uwagi twórcom dubbingu i starali się jak tylko mogli, żeby w najdrobniejszym szczególe oddać te subtelności. Gdy główny bohater, Lothar, po wejściu na sam szczyt wieży Karazhan sili się na dowcipy ze strażnikiem Medivhem, Grzegorz Kwiecień naprawdę brzmi jakby miał za sobą długą drogę pod górę. Do tego dochodzą perfekcyjne wręcz kłapy. Momenty, gdy polskie kwestie nie pokrywają się z ruchem ust aktorów, można spokojnie policzyć na palcach jednej ręki pijanego peona.

Mielibyśmy tutaj do czynienia wręcz z zegarmistrzowską robotą, gdyby kilka rzeczy się nie posypało. W paru miejscach szwankują gwary. Na początku filmu słyszymy jak grupa orków krzyczy: „Za Hordę!” Problem w tym, że te rytmiczne okrzyki, do taktu z podniosłym motywem muzycznym, brzmią tak jakby orkowie za chwilę mieli zacząć śpiewać, a zaraz po tym pewnie tańczyć i podskakiwać. Na szczęście w tym samym momencie na ekran wjechał tytuł filmu, spuszczając zasłonę milczenia na tę wpadkę. W finale pojawia się również problem w tym, że amerykańscy aktorzy na planie krzyczą, a dubbingujący ich Polacy tylko udają, że krzyczą.

Dziwnym pomysłem jest też tłumaczenie kwestii w języku orków zarówno przy pomocy napisów, jak i lektora. Jakbym jednocześnie czytał książkę i słuchał audiobooka. Najgorsze jest jednak to, że wspomnianym lektorem jest Miłogost Reczek, który przecież dubbinguje w filmie jedną z ważniejszych postaci, czyli orczego maga Gul’Dana. Na szczęście Reczek jest na tyle doświadczonym aktorem, że inaczej moduluje głos kiedy gra, a inaczej gdy zaczytuje kwestie w orczym języku, więc może nie każdy z widzów na moim seansie zauważył, jakie kuriozum odstawiono. Bez wątpienia jest to jeden z największych minusów tego dubbingu, ale na całe szczęście problem ten dotyczy zaledwie dwóch scen. Tym niemniej razi to niczym szczerbaty uśmiechu modelki reklamującej pastę do zębów.

Dubbing zawodzi też w miejscu, po którym spodziewałem się, że będzie jego najmocniejszą stroną, czyli przy postaciach orków. Po bandzie prymitywnych istot o posturze osiedlowych kafarów, posiadającymi szerokie gęby dumnie ozdobione olbrzymimi kłami wyrastającymi z dolnych szczęk, które to pewnie w normalnym świecie sprawiłby, że dodatkową cechą urody orków byłby permanentny ślinotok, spodziewałem się raczej chrapliwie-gardłowych głosów w pełni oddających ich dzikość i siłę. A tymczasem w porównaniu do ich fizjonomii brzmią oni, sam nie wiem... delikatnie? To dziwne, ale orkowie dużo lepiej wyszli w zdubbingowanym zwiastunie niż w gotowym filmie. Najsłabiej wypada zaś Jacek Radziński jako Olgrim. Do końca nie mogłem przyzwyczaić się do jego głosu. Była to chyba najbardziej sztuczna i najgorzej zagrana rola w całej polskiej wersji językowej. Na plus wypadł za to Piotr Grabowski jako Durotan oraz Monika Węgiel-Jarocińska jako Draka. Bez wątpienia wyróżnić należy też Miłogosta Reczka jako Gul’Dana i można jedynie ubolewać, że reżyserka powierzyła mu również funkcję lektora.

Dubbing ma też u mnie dodatkowy drobny minus za jedną rzecz. W niewielkim epizodzie, cameo wręcz, pojawia się Glenn Close. Ciężko ją tu wprawdzie za pierwszym razem rozpoznać, nie została nawet wymieniona w napisach końcowych, tym niemniej szkoda, że dubbinguje ją Zuzanna Lipiec, a nie Maria Pakulnis.

Choć przed chwilą narzekałem na postacie orków, to jednak w przypadku bohaterów ludzkich polscy aktorzy spisują się na ogół znakomicie. Na szczególne wyróżnienie zasługuje przede wszystkim Kamil Pruban dubbingujący Bena Schnetzera w roli Khadgara. Kupił mnie już w pierwszej scenie, w której można było go usłyszeć i do końca filmu był w swojej roli wiarygodny. Na pochwały za kawał świetnie wykonanej robotu zasługują też Grzegorz Kwiecień, Waldemar Barwiński i Przemysław Stippa. Lidia Sadowa jako Garona wyszła dość dobrze, ale jednak słabiej w porównaniu z wymienionymi aktorami. Jest w filmie zresztą kilka spokojniejszych scen dialogowych, których po prostu przyjemnie się słucha, jak chociażby ta, gdy uwięzioną w lochu Garonę odwiedzają kolejni goście. Albo kiedy Khadgar, Lothar i Garona urządzają sobie pogawędkę podczas noclegu na górskiej przełęczy. I tylko ta od czasu do czasu przebijająca się do mojej głowy podczas seansu świadomość, że znam już te głosy i słyszałem je wcześniej wybijała mnie na krótkie momenty z rytmu i przypominała, że to tylko dubbing.

Niezłe jest też tłumaczenie. Cieszy to, że niektóre nazwy własne zostały spolszczone, jak chociażby Stormwind, który stał się Wichrogrodem. Nie wiem, czy były to autorskie pomysły Marcina Bartkiewicza, czy może korzystał on już wcześniejszych tłumaczeń na potrzeby gier lub książek osadzonych w uniwersum Warcraft, niemniej takie rzeczy zawsze witam z otwartymi rękoma. Ciekawa jest też krótka scena z krasnoludami, którzy gadają w jakimś dziwnym narzeczu przywodzącym na myśl skrzyżowanie slangu ze staropolszczyzną. Nawet nie wiedziałem, że tak się da.

Na koniec powtórzę: nie jest to zły dubbing. Jest dobry, ale tylko dobry. Mój zawód bierze się stąd, że lubię obserwować u twórców – zarówno dubbingowych, jak i jakichkolwiek innych – progres w kolejnych ich dziełach. Próbując zobrazować moje rozterki wobec tego dubbingu za pomocą jakiejś taniej metafory, powiedziałbym, że ten dubbing powoduje u mnie podobne rozterki jak świadectwo czwórkowego ucznia na koniec roku szkolnego u jego ojca. Brak czerwono-białego paska nie pozwala się chwalić przed sąsiadami, ale średnia jest za wysoka, żeby bez wyrzutów sumienia móc gnojkowi wymierzyć parę pasów na gołą dupę. Ogólna ocena: 7/10.

 

Dubbingowe premiery
W kinach:

Najbliższe premiery:

  • Castlevania (7 lipca; Netflix)
  • Spider-Man: Homecoming (14 lipca; kino)
  • Valerian i miasto tysiąca planet (4 sierpnia; kino)
  • Thor: Ragnarok (25 października; kino)
  • Dziennik cwaniaczka: Droga przez mękę (3 listopada; kino)
  • Liga Sprawiedliwości (17 listopada; kino)
  • Mikołaj w każdym z nas (24 listopada; kino)
  • Gwiezdne wojny: ostatni Jedi (14 grudnia; kino)
  • Paddington 2 (29 grudnia; kino)
  • Wielka wyprawa Oskara (2017; kino)
  • Czarna Pantera (14 lutego 2018 roku; kino)

Filmy które można obejrzeć online z dubbingiem w usłudze VOD:

Ostatnio na forum
No posts were found
Logowanie