youtube facebook twitter google plus

PostHeaderIcon [Recenzja dubbingu] „Alicja po drugiej stronie lustra”

Alicja po drugiej stronie lustra, zgodnie z Hitchcockowską zasadą budowania napięcia, zaczyna się od trzęsienia ziemi, a konkretniej od szaleńczej ucieczki angielskiego statku przed chińskimi piratami podczas gwałtownego sztormu. Kapitanem statku okazuje się zaś być Alicja. Natura takiego wprowadzenie sprawia, że wszystkie kwestie, jakie padają w jego trakcie, to przede wszystkim wzajemne przekrzykiwanie się marynarzy i najróżniejszego rodzaju komendy wydawane przez Alicję tak, żeby mogła być słyszana i zrozumiana pomimo szalejącej dookoła nawałnicy. W tym miejscu muszę wytknąć naszym aktorom głosowym, że bardzo często nie radzą sobie z tego typu scenami. Zamiast krzyczeć naprawdę, tylko udają, przez co odczuwam nieprzyjemny dysonans – na ekranie widzę aktora, którego mięśnie twarzy zdradzają, że drze się na całe gardło, a tymczasem do moich uszu dochodzi głos, który brzmi jakby ktoś chciał głośno wrzasnąć, ale boi się, że obudzi śpiącą w pokoju obok babcię. W Alicji po drugiej stronie lustra cały prolog w polskiej wersji językowej wyszedł jednak... naprawdę bardzo wiarygodnie.

Tak więc dubbing kupił mnie już od samego początku, a to naprawdę duży postęp względem pierwszej części. Tam otwierająca film scena spokojnego przecież dialogu między młodziutką Alicją a jej ojcem wyszła polskim aktorom tak bardzo, bardzo nieporadnie pod względem oddania emocji, że jeszcze przez długi czas nie mogłem uwolnić się od tego nieprzyjemnego uczucia, że po prostu oglądam zagraniczny film z nałożoną protezą w postaci polskiego dubbingu. W Alicji po drugiej stronie lustra wszystko wyszło jednak tak dobrze, że miejscami naprawdę wydawało się, że amerykańscy aktorzy płynnie posługują się mową Mickiewicza i Słowackiego. Nawet „wejście” Jarosława Boberka nie popsuło tej magii, a tego najbardziej obawiałem się przed seansem. Kiedy Sacha Baron Cohen po raz pierwszy w filmie przemówił po polsku, od razu przypomniałem sobie, że ten aktor przecież też podkładał głos pod pewnego lemura i przez resztę seansu dość przyjemnie mi się go oglądało/słuchało. Bo choć Boberek raczej nie nadaje się na stały głosowy odpowiednik Cohena, to jednak aktorsko, jako postać Czasu, wychodzi w tym filmie obronną ręką. Nawet Wojciech Paszkowski niespecjalnie mi przeszkadzał, a przyznaję szczerze, że w dubbingu aktorskim ogólnie go nie znoszę. Wyjątkiem jest chyba tylko Pcin Dolny, od biedy może jeszcze Star Trek: Voyager. W Alicji po drugiej stronie lustra jego postać nie miała jednak przesadnie dużo do powiedzenia, dodatkowo Paszkowski grał dość powściągliwie – bez wpadania w te wysokie tony, które tak mnie irytują w Charliem i fabryce czekolady czy jego interpretacji Rossa w Przyjaciołach.

Bez wątpienia polska wersja językowa należy do Katarzyny Figury. Podobała mi się już w pierwszej Alicji, tam jednak miała solidną konkurencję w postaci rewelacyjnego Bartłomieja Topy, zaś w kontynuacji brakuje ról, które mogliby się z nią w pełni równać. Nie ulega wątpliwości, że spora w tym zasługa tego, że wciela się w najbardziej szaloną postać w całym filmie. Być może Cezary Pazura pokazałby tu coś więcej, gdyby nie to, że Kapelusznik przez większość czasu niedomaga i chodzi raczej ponury, ewentualnie spotykamy jego młodsze wcielenie, gdy jeszcze odrobinę hamuje swoje wariactwa. Z tego powodu w filmie trafiła się może raptem jedna scena, w której Pazura mógłby dać czadu, ale niestety zrealizowana jest ona raczej bez pomysłu, a dodatkowo widać, że Johnny’emu Deppowi nie chciało się za specjalnie grać. Uznanie należy się również, a jakże by inaczej, Marcie Wierzbickiej. Bardzo chciałbym usłyszeć, jak wyszłaby dubbingując Wasikowską chociażby w Stokerze czy Sobowtórze, ale to jednak jeszcze przez najbliższych kilkanaście lat tylko marzenie ściętej głowy. Zmarłą przed dwoma laty Małgorzatę Braunek świetnie zastąpiła Katarzyna Gniewkowska. W scenach, gdzie jako matka Alicji rozmawia z nią, można poczuć tę specyficzną chemię typową dla relacji matka-córka. Szkoda zresztą, że watek ten został w filmie potraktowany dość sztampowo i ogranicza się do kilku zaledwie scen – gdyby zrealizowano go lepiej, dostalibyśmy pewnie więcej ciekawych dialogów między Wierzbicką a Gniewkowską.

Aktorko jest więc co najmniej dobrze, jeśli nawet nie bardzo dobrze. Gorzej film wypada jednak od strony technicznej. W dalszym ciągu nie udało się poprawić tego, co było jedną z największych wad dubbingu Alicji w Krainie Czarów: zdarzały się momenty, kiedy nie rozumiałem co postacie mówią, ponieważ aktorzy mówili niewyraźnie albo wręcz bełkotali. Podczas jednej ze scen musiałem chwilę się zastanowić, żeby uzmysłowić sobie, że to, co przed chwilą wykrzyczała z ekranu Figura, miało znaczyć: „To nieuprzejme wychodzić w środku focha!”

Jeśli idzie o tłumaczenie, to mam wrażenie, że Jakub Wecsile bardziej postarał się sześć lat temu. W tłumaczeniu pierwszej części podobały mi się różnego rodzaju gry słowne i zabiegi słowotwórcze, takie jak chociażby „krem dziamdziulkowy”. Wszelkiego rodzaju słownikowe dziwactwa użyte w Alicji po drugiej stronie lustra są po prostu spadkiem formy po pierwszej części i brak tutaj jakichś bardziej zapadających w pamięć kwestii, takich jak „Ty podły, fenicki, skumpapralny, mierzwodajny, strychnej maci, śmyrny bździu”. Przyczepiłbym się za to do tego, że zwrot „dać komuś kosza” niezbyt pasuje do języka, jakiego używano w wiktoriańskiej Anglii, nawet jeżeli filmowe realia rzeczywistego świata są pseudohistoryczne. Ale po za tym nie ma tu niczego, co kolejne pokolenia widzów mogłyby Wecsilemu wypominać ze złośliwą satysfakcją przy każdej możliwej sytuacji, jak: „zatkało kakao” / „moja stara” (niewłaściwe skreślić).

Podsumowując: jak dla mnie, Alicja po drugiej stronie lustra to jeden z lepszych tegorocznych dubbingów. W moim osobistym rankingu plasuje się na drugim miejscu, za Kapitanem Ameryką: Wojną bohaterów. Jest znacznie lepszy od tego do X-Men: Apocalypse’a, nieznacznie lepszy od Łowcy i Królowej Lodu, a z Księgą dżungli wygrywa tylko dlatego, że nowa wersja przygód Mowgliego to w zasadzie film animowany z jednym jedynym ludzkim bohaterem. Rzecz jasna polska wersja wypadła znacznie lepiej aniżeli ta do Alicji w Krainie Czarów sprzed sześciu lat. Paszkowski jako reżyser tym razem mnie do siebie przekonał.

 

Dubbingowe premiery
W kinach:
  • Biegnij Amelio!
  • Twój Vincent

Najbliższe premiery:

  • Mali bohaterowie (20 października; kino)
  • Thor: Ragnarok (25 października; kino)
  • Liga Sprawiedliwości (17 listopada; kino)
  • Mikołaj w każdym z nas (24 listopada; kino)
  • Co wiecie o swoich dziadkach? (1 grudnia; kino)
  • Gwiezdne wojny: ostatni Jedi (14 grudnia; kino)
  • Jumanji: Przygoda w dżungli (29 grudnia; kino)
  • Paddington 2 (29 grudnia; kino)
  • Traktorek Florek (26 stycznia 2018; kino)
  • Czarna Pantera (14 lutego 2018 roku; kino)
  • Pułapka czasu (9 marca 2018 roku; kino)
  • Traktorek Florek dodaje gazu (23 marca 2018; kino)
  • Wielka wyprawa Oskara (20 kwietnia 2018; kino)
  • Traktorek Florek ratuje farmę (25 maja 2018; kino)

Filmy które można obejrzeć online z dubbingiem w usłudze VOD:

Ostatnio na forum
No posts were found
Logowanie