youtube facebook twitter google plus

PostHeaderIcon Kłapy to podstawa. Rozmowa z Joanną Wizmur

Wojciech Orliński: Dubbing w Polsce to sztuka anonimowa. Czy mogę Panią zatem poprosić o przypomnienie czytelnikom, z jakich filmów - poza naturalnie "Shrekiem" - mogą Panią kojarzyć? 

Joanna Wizmur: Jako aktorka jestem teraz znana przede wszystkim miłośnikom "Laboratorium Dextera". Głos Dextera to ja. Wcześniej byłam Hyziem, jednym z siostrzeńców Kaczora Donalda, głosem świnki Babe, głosem Phoebe z "Przyjaciół"... Jako reżyser jestem od początku związana z Disneyem i robiłam dubbing właściwie do wszystkich głośniejszych filmów wytwórni - zaczęłam od "Herkulesa", potem były: "Mulan", "Tarzan", "Toy Story II", "Dawno temu w trawie", "Dinozaury". I jeszcze "Aladyny" na kasety, "Timon i Pumba" do telewizji, teraz wyjdzie "Atlantyda"... Potem zajęłam się też dubbingiem filmów z Dreamworks - "Uciekające kurczaki", "Shrek" i "Eldorado" to też ja. Bywalcy teatru mogą mnie znać z moich ról z lat 80.


Wojciech Orliński: A czy jest jakieś racjonalne wyjaśnienie powodów, dla których na polskich plakatach "Shreka" są nazwiska Mike'a Myersa czy Cameron Diaz, a nie ma nazwiska Pani czy Jerzego Stuhra? 

Joanna Wizmur: Dubbing w Polsce nie jest popularny. Miał okres świetności, kiedy dubbingowano spektakle cyklu "Teatr telewizji na świecie", "Palliserów", "Forsythe'ów" i tak dalej. Potem zapadła cisza. Dubbing powrócił dopiero razem z kinowymi premierami Disneya. Ten zawód wciąż jednak uważa się za odtwórczy, a nie twórczy. Po prostu przychodzi aktor i odczytuje z kartki przekład. Aktorzy często skarżą się, że dubbing ich ogranicza, nie pozwala im niczego dać od siebie, ale to nieprawda. Owszem, mamy pewne ramy, które wyznaczają choćby kłapy...


Wojciech Orliński: Jak Pani to nazwała? 

Joanna Wizmur: Kłapy, czyli ruch ust. Żeby "a" było "a", "u" było "u", "i" było "i". Gdy patrzę na reklamy, w których polski głos podłożony jest bez jakiejkolwiek dbałości o kłapy, po prostu krew mnie zalewa. Można przecież tak napisać ten króciutki tekst reklamówki: "Używam tylko papieru toaletowego marki X", żeby "a" było we właściwym miejscu! Aktorzy nie lubią dubbingu, bo trzeba służyć oryginałowi - chyba że się jest silną osobowością i stworzy się własną postać, jak to się udało Stuhrowi w "Shreku". Bo ideał dubbingu to aktor grający tę postać, którą widać na ekranie, ale przetworzoną przez jego osobowość. Przy całym szacunku dla Jerzego Stuhra uważam też, że znakomitą pracę w tym filmie wykonał Zbigniew Zamachowski, który tak się wtopił w Shreka, że widzowie w ogóle nie skojarzyli, że to Zamachowski! I to jest właśnie wielka sztuka, bo zabawny dubbing w komedii wcale nie polega na tym, żeby było jak najśmieszniej. Jak będzie za śmiesznie, będzie do niczego. Dlatego pracuję z aktorami linijka po linijce przez 12 godzin - chodzi o to, żeby nie było "kreski w głosie". Film animowany z natury rzeczy jest sztuczny. Głos aktora nie może w to wnosić dodatkowej sztuczności, dodatkowej "kreski". Wystarczy, że "kreska" jest na ekranie. Tutaj granica między artystyczną prawdą a kłamstwem jest niesłychanie łatwa do przekroczenia, sztuka reżyserowania polega na jej pilnowaniu. 

Wojciech Orliński: Ale dlaczego dystrybutorzy ukrywają polską obsadę? Przecież po sukcesie "Shreka" wymienienie w obsadzie polskiej wersji Pani nazwiska będzie miało wymierny efekt promocyjny. 

Joanna Wizmur: Przy swoim nazwisku nie będę się upierać, ale nazwę studia opracowującego polską wersję naprawdę warto przytoczyć. 

Wojciech Orliński: To teraz uzupełnijmy plakat "Shreka" o te informacje, których na nim zabrakło. Kim jest tłumacz, kim jest ta znakomita księżniczka Fiona? 

Joanna Wizmur: Obsada: Osioł - Jerzy Stuhr, Shrek - Zbigniew Zamachowski, księżniczka Fiona - Agnieszka Kunikowska, lord Farquaad - Adam Ferency. Dialogi polskie - Bartosz Wierzbięta, reżyseria - Joanna Wizmur, realizacja - Start International Polska. Agnieszka Kunikowska moim zdaniem jest fenomenalna jako Fiona. W oryginale Cameron Diaz gra drażniącą, agresywną, rozwydrzoną amerykańską dziewuchę. To był pomysł na "antykrólewnę". My ją celowo złagodziliśmy i to dobrze wyszło. Tłumacz Bartosz Wierzbięta to mistrz języka potocznego. Naszym wspólnym hasłem jest: "Nie robimy domowego przedszkola". Używamy języka mówionego - to nie znaczy, że zamierzamy celowo robić błędy językowe, aczkolwiek kilka przekleństw chętnie bym przepchnęła. Mówimy językiem pasującym do postaci, do jej charakteru. Shrek na początku filmu mówi, że królewna mieszka w zamku, w wysokiej wieży, i czeka na księcia z bajki, który ją ocali: "No to se poczeka!". Gdyby to przechodziło przez korektę i adiustację, zmieniliby to od razu na "sobie poczeka", bo w filmie dla dzieci nawet potwór z bagien musi mówić jak polonistka. Ale dzieciaki wiedzą, jak się mówi potocznie. 

Wojciech Orliński: A jednak język Shreka Państwo trochę złagodzili - w amerykańskim serwisie z recenzjami filmowymi dla rodziców przeczytałem ostrzeżenie, że w oryginalnej wersji aż dwa razy pada słowo "ass", czyli "d...". W polskiej wersji żadnej "d..." sobie nie przypominam. Jak Państwo to przetłumaczyli? 

Joanna Wizmur: Nie kojarzę dwóch, ale z jedną "d..." była ciekawa historia. Shrek w pewnym momencie prosi osła, żeby ten przestał śpiewać. W oryginale mówi po prostu: "Jak nie przestaniesz śpiewać, kopnę cię w d...". W polskim filmie dla dzieci nie ma o tym mowy. Bartosz Wierzbięta przetłumaczył to więc na: "Jak nie przestaniesz śpiewać, otworzę wytwórnię salami". Bardzo nam się podobał ten pomysł, ale przedstawiciel Dreamworks powiedział, że jeśli się nie zgadzamy na "d...", może być coś łagodniejszego, na przykład "tyłek" czy "zadek". Tłumaczyliśmy mu, że "kopnę cię w tyłek" nie jest śmieszne, a ciąg rozumowania osioł - śpiewanie - mięso - salami - jest zabawny. Jego nie śmieszyło, i koniec. Nieprzekładalna różnica kulturowa. Zrozpaczony tłumacz użył w końcu ostatecznego argumentu: "Słuchaj Chuck, zrób to dla mnie, mój wujek ma wytwórnię salami, to taki ukłon w jego stronę". "A, to trzeba było tak od razu". I przeszło. 

Wojciech Orliński: A czy coś jednak udało im się zablokować? 

Joanna Wizmur: Drobiazgi. Jest scena, w której osioł i Shrek patrzą w niebo i Shrek wymienia nazwy gwiazd brzmiące fantastycznie i obco, na przykład Gordak. Tłumacz zaproponował nazwy fantastyczne, ale brzmiące bardziej polsko, ale to nie przeszło. Często się zresztą zdarza, że w trakcie realizacji nagrania zmienia się tekst, bo aktor mówi, że na jego wyczucie coś lepiej zabrzmi w innej formie. Czasem coś od razu się pisze, znając możliwości danego aktora. Tak jest na przykład z okrzykiem osła: "Shrek, ja w dół patrzę!". Tłumacz napisał to, znając melodię głosu Stuhra. 

Wojciech Orliński: Poza tym to nawiązanie do "widzę ciemność" z "Seksmisji"... 

Joanna Wizmur: Właśnie. Bo z tymi kłapami, o których mówiłam na początku, to też nie jest do końca tak. W rozmowie przecież nie patrzy się na usta, tylko na oczy rozmówcy. Oczy w filmie animowanym wyrażają kilka podstawowych emocji: zdziwienie, chytrość, gniew, płacz, ból... Najważniejsze, żeby te emocje zgadzały się z głosem. 

Wojciech Orliński: Napisałem w tekście o "Shreku", że ten film może zwiastować odrodzenie się polskiej szkoły dubbingu. To było pewnie trochę na wyrost, ale myśli Pani, że możemy się doczekać powrotu dubbingu dla dorosłych w telewizji jak w czasach "Sagi rodu Forsythe'ów" czy "Pogody dla bogaczy"? 

Joanna Wizmur: Na razie grozi nam powrót do filmów animowanych z lektorem. Na nic nie ma pieniędzy, a przygotowanie polskiej wersji z lektorem to ułamek kosztów zrealizowania dobrego dubbingu. Czasy są, jak zwykle, wyjątkowo ciężkie i trudno się dziwić stacjom telewizyjnym, że tną, po czym się da. A po tym się da, tyle że ze szkodą dla dzieci. Tak zwane ludzkie dubbingi robiłam dotąd głównie dla Canal+, ale obecnie nikogo nie stać nawet na dubbing kreskówek. W większości stacji są teraz głównie powtórki, bo w polskim prawie jest na razie luka, nie trzeba nam płacić tantiem za powtórkę. Założyliśmy właśnie stowarzyszenie reżyserów dubbingu. Wiem, że to trochę głupio brzmi, bo każda grupa zawodowa teraz się zbiera i protestuje. Jednak niezależnie od naszych zawodowych interesów tutaj chodzi też o dobro dzieci. Oglądanie bajki z lektorem jest bierne, nie rozwija wyobraźni, nie przygotowuje do odbioru kultury. Miesza w głowie. Nie ma mowy o utożsamianiu się z postacią - wyobraźmy sobie "Pszczółkę Maję" bez głosu Ewy Złotowskiej czy "Smerfy" bez Wiesława Drzewicza. Podobno do śmierci dzieci prześladowały go jako Gargamela, do tego stopnia posunęła się ta identyfikacja. Zresztą nawet ja dostawałam listy od fanów "Przyjaciół", którzy mnie identyfikowali z Phoebe. 

Wojciech Orliński: Prawdę mówiąc, też chętnie bym od Pani jako Dextera wziął autograf. 

Joanna Wizmur: Och, dziękuję. Krótko mówiąc, "Przyjaciół" z dubbingiem już nie ma. W Polsacie nadają wersję z lektorem. Film "ludzki" w pewnym sensie łatwiej zrobić od animowanego, bo od razu widać po aktorach, kto do kogo byłby podobny. Patrzę na układ szczęki, na tuszę, na spojrzenie i mniej więcej już wiem, jakiego aktora szukać. Dużo trudniej jednak ten dubbing zrobić dobrze, czyli tak, żeby widzowie nie byli świadomi tego, że to dubbing. W filmie animowanym potrzebni są aktorzy ze specyficzną wyobraźnią i poczuciem humoru, którego nie można się nauczyć. 

Wojciech Orliński: Państwo teraz walczą o to, żeby było więcej dubbingu, a miłośnicy filmów i seriali toczą przeciwstawną walkę. Przed premierą nowych "Gwiezdnych wojen" fani cyklu słali petycje do dystrybutora o kopię z napisami, teraz podobna kampania szykuje się przed "Władcą pierścieni". 

Joanna Wizmur: Najlepiej jest, kiedy widz ma wybór. Na premierze "Toy Story" były dwie sale, w jednej wersja polska, w drugiej oryginalna z napisami. I wtedy można poznać, w której sali jest więcej widzów. Ja zrobiłam wiele filmów "ludzkich", spośród których właściwie tylko z jednego jestem naprawdę zadowolona. To "Dalmatyńczyki II", gdzie spotkałam się z komplementem, że "nie słychać dubbingu", a na tym mi właśnie najbardziej zależy. Tam Maria Pakulnis jako Glen Close po prostu trafiła w punkt, Sławomir Orzechowski też jest takim Depardieu, że można się zakochać. Ale mnie samą czasem wkurza dubbing, nawet mój własny. Teraz pracuję nad "Spy Kids" z Banderasem, gdzie będą występować dzieci, i muszę je uczyć sztuki dubbingu. Mówię im: "Mówcie ustami filmowymi! Nie mówcie telenowelą!" ("telenowelą" nazywam dialog, w którym aktorzy szemrzą płasko, bezmyślnie, bez emocji, jak w tych idiotyzmach, które się przez telewizję przewalają całymi rolkami). Staram się angażować aktorów filmowych, którzy mają doświadczenie z postsynchronami, bo tutaj na przykład nie można przesadzać ze zbyt dobrą dykcją. Jeśli ktoś stara się mówić zbyt poprawnie, to mamy typową sytuację, w której głos gra jedno, a obraz drugie. A w dubbingu ekspresję trzeba dopasować do obrazu. Krzysztof Królak, który gra głównego bohatera "Spy Kids", ciągle ode mnie słyszy: "Mów małą buzią, zapomnij o dykcji!". I on jest przerażony - jak to, mam mówić nieprawidłowo? Inaczej, niż uczą w szkole? Ale na tym czasem polega dubbing. 

Wojciech Orliński: Czy coś jeszcze może Pani powiedzieć o obsadzie "Spy Kids"? Kto będzie Banderasem? 

Joanna Wizmur: Banderasem będzie Jacek Rozenek, który mówił głosem Grincha. Mamusię szpiegowskiej rodziny będzie grać Dominika Ostałowska, a córeczkę - Joasia Jabłoczyńska, która grała w Canal+ w "Pippi Langstrumpf". Krzysztof Królak to aktor początkujący, ale bardzo zdolny. 

Wojciech Orliński: Pani stowarzyszenie zapowiada też zorganizowanie festiwalu dubbingu. Na czym on miałby polegać? 

Joanna Wizmur: Chcemy stworzyć festiwal, żeby przybliżyć tę tematykę polskiemu widzowi oraz sprawić, żeby studia przestały widzieć w sobie tylko konkurencję, a zaczęły myśleć o zdrowej rywalizacji. Dobre kino to jedyna rzecz, jaka nas może teraz uratować - nasze produkty muszą ze sobą konkurować jakością, a nie tylko ceną. Chcemy przyznawać nagrody za reżyserię i za aktorstwo w dubbingu. Zwróciliśmy się do studiów, żeby wytypowały swoje realizacje kinowe i telewizyjne i zgłosiły je do konkurencji. Jak my to konkretnie zrobimy, pojęcia jeszcze nie mam, bo na razie na nic nie mamy pieniędzy. Wiadomo w każdym razie, że festiwal odbędzie się w Warszawie na początku grudnia. 

Wojciech Orliński: Życzę powodzenia. A czy powie mi Pani coś teraz głosem Dextera?

 

Rozmawiał Wojciech Orliński

Źródło: Gazeta Telewizyjna nr 227, wydanie z dnia 28/09/2001

Nowa warstwa...
Nowa warstwa...
Nowa warstwa...

Poprawiony (niedziela, 23 października 2011 10:49)

 

Dubbingowe premiery
W kinach:

Najbliższe premiery:

  • Zielona szkoła (16 czerwca; kino)
  • Luźne lejce (23 czerwca; Netflix Polska)
  • Transformers: Ostatni Rycerz (23 czerwca; kino)
  • Castlevania (7 lipca; Netflix)
  • Spider-Man: Homecoming (14 lipca; kino)
  • Valerian i miasto tysiąca planet (4 sierpnia; kino)
  • Thor: Ragnarok (25 października; kino)
  • Dziennik cwaniaczka: Droga przez mękę (3 listopada; kino)
  • Liga Sprawiedliwości (17 listopada; kino)
  • Mikołaj w każdym z nas (24 listopada; kino)
  • Gwiezdne wojny: ostatni Jedi (14 grudnia; kino)
  • Paddington 2 (29 grudnia; kino)
  • Wielka wyprawa Oskara (2017; kino)
  • Czarna Pantera (14 lutego 2018 roku; kino)

Filmy które można obejrzeć online z dubbingiem w usłudze VOD:

Ostatnio na forum
No posts were found
Logowanie