youtube facebook twitter google plus

PostHeaderIcon Dubbing czy „szeptanka”? O metodach opracowywania obcych filmów

Poniższy felieton zamieszczono za zgodą autora, Franciszka Czekierdy. Pierwotnie opublikowany został w miesięczniku „Aktualności Telewizyjne” z września 1996 roku.

Korzenie dubbingu sięgają początków kina dźwiękowego, gdy zauważono, że za aktora można podłożyć głos innego odtwórcy. Niektóre gwiazdy kina niemego po wynalezieniu dźwięku należało postsynchronizować ze względu na ich kiepskie predyspozycje głosowe (w okresie panowania Wielkiego Niemowy nikt z producentów ani reżyserów nie myślał o jakości głosu aktorów, bo nie było takiej potrzeby, liczyła się wyłącznie aparycja). Oczywiście w owym czasie nawet nie przypuszczano, że możliwość podkładania głosu zostanie w przyszłości wykorzystana do opracowań obcych wersji filmów.

Wyróżnia się dwa rodzaje opracowań: napisowe i dźwiękowe. Pierwsze to znaki graficzne umieszczone w dolnej części kadru, drugie – adaptacja dźwiękowa – to narracja jednogłosowa (w żargonie nazywana „szeptanką”), rzadziej wielogłosowa, oraz dubbing. Narracja dwugłosowa była w naszej telewizji stosowana zaledwie kilka razy, ostatnio przy serialu Santa Barbara, ale spotkała się z chłodnym przyjęciem zarówno widzów, jak i znawców tematu (choć na przykład w Rosji jest szeroko stosowana).

Dubbing, dzisiaj praktycznie znany tylko z filmów dla dzieci, jest w pełni udźwiękowioną w formie dialogowej rodzimą wersją językową obcego filmu lub programu, co w efekcie oznacza, że za każdą występującą na ekranie postać podkładany jest głos. Pierwszym zdubbingowanym filmem w naszym kraju była disneyowska Królewna Śnieżka, której polską wersję wyreżyserował w 1938 r. Seweryn Nowicki, a głosu postaci użyczyła sama Jadwiga Smosarska¹. Wersja ta w bardzo dobrym stanie zachowana jest po dziś dzień w archiwum wytwórni Walta Disneya.

Po przekształceniu w 1949 roku Wytwórni Filmowej Wojska Polskiego w Łodzi na Wytwórnię Filmów Fabularnych zorganizowano w niej dział opracowań napisowych i dźwiękowych. W 1954 roku powołano Studio Opracowań Filmów Dźwiękowych w Warszawie, dwa lata później zmieniono nazwę na Studio Opracowań Filmów. Równolegle w Łodzi istniał oddział SOF. Po roku 1990 powstały prywatne studia, jak np. Master Film, Kobart, Sonica, Eurocom, Paanfilm, EnBeEf, Start International Polska.

W Studiu Opracowań Filmów zdubbingowano kilka tysięcy tytułów znanych i cenionych z rzetelności i jakości polskich wersji, m.in. Koń, który mówi, Belfefor, czyli upiór Luwru, Ja, Klaudiusz, Elżbieta, królowa Anglii, Saga rodu Forsyte’ów (i Pallisserów), Pogoda dla bogaczy, Dwunastu gniewnych ludzi, Piotr I, szekspirowskie dzieła z cyklu „Teatr Telewizji na świecie”, Piękna i Bestia, Król lew, Aladyn, Pocahontas, Toy Story i wiele, wiele innych.

Obecnie nikt już chyba w kraju nie pamięta, że kiedyś dubbingowano filmy kinowe nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Na dobrą sprawę ten rodzaj opracowania rozwinął się wraz z eksplozją telewizji w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

Często zapomina się o tym, że to właśnie redaktorzy tworzą podstawy dobrego dubbingu. Dopiero na osnowie tekstu realizatorzy i aktorzy kreują dźwiękową wizję polskiej wersji. Niekwestionowanym liderem w zakresie opracowań redakcyjnych jest Elżbieta Łopatniukowa, która przez wiele lat była redaktorem naczelnym Studia Opracowań Filmów. Jej dialogi są żywe, zawsze osadzone w polskich realiach, dowcipne, pogłębione, no i niesamowicie synchroniczne. Jeśli idzie o reżyserię, tu najlepsze były i są panie: Zofia Dybowska-Aleksandrowicz (tragicznie zmarła w 1989 r.) – to ogromne wyczucie i intuicja, Maria Piotrowska – to bezbłędne obsady i najwyższe noty u Disneya, Izabela Falewiczowa – to perfekcja i profesjonalizm.

Aktorzy stanowią odrębny rozdział w dubbingu. Wielu wybitnych i sławnych odtwórców zapisało się cudownymi kreacjami w tej dziedzinie sztuki filmowej i telewizyjnej. Wspomnę tylko niektóre nazwiska (i filmy), bo nie sposób wymienić wszystkich: Władysław Hańcza – Koń, który mówi, Aleksandra Śląska – Anna Karenina i Elżbieta, królowa Anglii, Zdzisław Tobiasz – Saga rodu Forsyte’ów, Stanisław Brejdygant – Ja, Klaudiusz, Jerzy Radziwiłowicz – Hamlet, Jerzy Kamas – Henryk VIII, Jan Englert – Henryk IV, Marek Kondrat – Ryszard III, Danuta Szaflarska – Julio, jesteś czarująca... Ciągnąć można by tak długo i długo.

Warto wspomnieć o polskim wkładzie w dubbing międzynarodowy (sic!) Otóż przedstawicielem wytwórni Walta Disneya do spraw opracowań na Europę Wschodnią i Rosję jest Mariusz Arno Jaworowski, który sprawuje nadzór artystyczny nad obcymi wersjami disneyowskimi filmów od Odry po Kamczatkę.

Jak to się robi?

Procedura realizacji dubbingu składa się z dwóch podstawowych etapów: pierwszy to tłumaczenie i opracowanie redakcyjne tekstu, drugi to nagranie studyjne i zgranie (mix). Kanwą dubbingu jest tzw. układka, czyli synchroniczne ułożenie polskiego tekstu – na podstawie tłumaczenia – pod usta aktora wypowiadającego na ekranie kwestie w języku oryginalnym. Czynność tę wykonuje redaktor-dialogista. Tekst musi, a przynajmniej powinien być tak dopasowany do „kłapów” (ruchu warg), aby nie tylko zgadzał się synchron na początku i końcu zdania, lecz również samogłoski zamknięte i otwarte oraz spółgłoski-wargówki zgrywały się z oryginałem. Oczywiście nie jest możliwe idealne zsynchronizowanie polskich dialogów z niepolskim obrazem, ale przy dużej wprawie i talencie realizatorów można osiągnąć mistrzostwo.

Należy pamiętać, że nasz język jest trochę mniej precyzyjny od języka angielskiego (z nim bowiem najczęściej dialogiści mają do czynienia) i ponadto jest dłuższy w dialogach o 20-30%. Dlatego redaktorzy muszą się nieźle napocić, aby „upchnąć” polski tekst w krótkie angielskie odzywki. Jeżeli więc nie można wszystkich słów zmieścić w „kłapach” na ekranie i nie można też skrócić dialogu, wówczas pewne kwestie pisze się na offie, czyli w momencie kiedy twarz aktora jest odwrócona do ekranu tyłem bądź nie jest widoczna. Poza „czystymi” dialogami w arsenale językowym redaktorów pozostają do wykorzystania tak zwane reakcje; nie artykułowane dźwięki, które umiejętnie i z umiarem stosowane pozwalają na ożywienie i ubarwienie dialogu, a także synchroniczne spasowanie z ruchem ust. Istotne są także w tekście – zakreślone specjalnym znakiem stanową ważną informację dla aktorów i ekipy nagraniowej.

Po zakończeniu układki następuje przejęcie jej przez reżysera na wspólnym posiedzeniu z autorem polskiego tekstu. Dzisiaj praktycznie zwyczaj ten został zarzucony ze względu na pośpiech w nagraniach. Z reguły dzieje się tak, iż reżyser czyta sobie dialogi synchronicznie do obrazu (w slangu: „naczytywanie pod obraz”) i gdy ma jakieś wątpliwości, komunikuje się z redaktorem, by je rozstrzygnąć. Zdarza się czasem, że w trakcie nagrań dialogi szwankują, wtedy wszelkie zmiany, jeżeli dotyczą kluczowych spraw, powinny być uzgadniane z dialogistą. Reżyser nie powinien samowolnie zmieniać tekstu. Przy zmianie mniej ważnych partii dialogiści nie upierają się, szczególnie jeśli propozycje wychodzą od aktorów, oni bowiem dobrze czują żywy dialog.

Z nagraniami w dubbingu rzecz ma się podobnie, jak przy realizacji postsynchronów, gdzie aktorzy podkładają głos pod swój celuloidowy wizerunek. Jednakże w przypadku postsynchronów aktorzy pamiętają klimat sceny, swoje reakcje i tekst wypowiadany przed kamerą. W sali nagrań powtarzają ów tekst korygując jedynie te fragmenty, które na planie filmowym wypadły słabiej.

W dubbingu natomiast aktorzy muszą na nowo wczuć się w kreowaną postać i tak dostosować somatopsychiczną strukturę swego głosu, aby jego barwa, głębia i czucie zlały się z postacią na ekranie. Zanim jednak aktorzy staną przed mikrofonem, reżyser robi obsadę, czyli poszukuje odtwórców, których warunki głosowe będą pasowały do charakteru i wyglądu filmowych bohaterów. Niektórzy producenci lub dystrybutorzy życzą sobie akceptacji obsady i żądają próbnych nagrań.

Najsurowszym egzaminatorem w tym względzie jest Buena Vista International (dystrybutor Walta Disneya), której specjaliści z Burbank w Kalifornii sprawdzają propozycje obcych odtwórców z głosami amerykańskich aktorów użyczających swoich głosów disneyowskim postaciom. Zagraniczne teksty głosów muszą idealnie współbrzmieć z głosami Myszki Miki, Kaczora Donalda, Goofy’ego, Dżinna czy siostrzeńców Donalda. Z doświadczenia wiem, że nie ma tu żadnej taryfy ulgowej. Wyjątkowo zdarzają się odstępstwa, np. z powodu bardzo trudnej roli, jak to było w przypadku Dżinna w filmie Aladyn, gdzie zgodzono się na pewne odejście od pierwowzoru (w amerykańskiej wersji Robin Williams, w polskiej Krzysztof Tyniec).

W sali nagrań reżyser „prowadzi” aktorów i kieruje całością prac, montażysta zaś czuwa nad synchronem. Znanych i dobrych aktorów trudno się reżyseruje – choć bywają wyjątki – ponieważ są to mocne osobowości i ponadto mają własną wizję kreowanej postaci, która czasami ściera się z wizją reżysera.

Nie wszyscy aktorzy mają predyspozycje dubbingowe. Cóż to znaczy? Aktor musi mieć znakomity słuch, refleks, wyczucie dialogu oraz elastyczny, wielofunkcyjny głos. Jeżeli odtwórca przed kamerą wypowie po klapsie kwestię z kilkusekundowym opóźnieniem, to właściwie nic się nie stanie, akcja toczy się dalej. Zupełnie inaczej wygląda sprawa przed mikrofonem: aktor musi wejść precyzyjnie w „kłapy”, ponieważ rozminięcie się z synchronem jest nie do przyjęcia. Dobry montażysta wychwyci trzyklatkowy asynchron, czyli 1/8 sekundy. Są świetni aktorzy, którzy nie potrafią podkładać głosu, i są także błyskotliwi dubbingowcy, których twarzy nikt nie zna.

Po nagraniach odbywa się montaż dźwięku, czyli poprawienie ścieżki z dialogami w celu wyeliminowania asynchronów. Bowiem podczas nagrań nie wszystko idealnie się spasuje, niekiedy aktor dobrze zagra, ale mało synchronicznie, wówczas – jeśli jego słowa są wypowiedziane we właściwym rytmie – zachowuje się je, lekko przesuwając „w dół” lub „w górę”, czyli przyspieszając albo opóźniając dialog.

Ostatnią fazą jest zgranie, zwane także przegraniem lub miksem. Polega ono na zgraniu we właściwych proporcjach dialogów z muzyką i efektami dźwiękowymi. Zajmuje się tym operator w obecności reżysera.

Oszczędności i straty

Od wielu już lat toczona jest wojna pomiędzy zwolennikami narracji jednogłosowej i dubbingu. „Szeptanka” (inaczej voice over) jest środkiem zastępczym i prowizorycznym. W krajach wysokorozwiniętych jedynymi sposobami opracowania obcych filmów są dubbing (Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania) oraz napisy (Skandynawia). Czytający lektor, poza filmami i programami dokumentalnymi, jest tam nieznany.

Jakie są przyczyny rozwoju i opanowania rynku telewizyjnego i wideomediów przez narrację jednogłosową? „Szeptanka” przyjęła się powszechnie w byłych tzw. demokracjach ludowych jako szybki i tani środek adaptacji językowej zagranicznych filmów. Główne więc powody jej stosowania leżą po stronie ekonomicznej, bowiem ten sposób jest tańszy od wielogłosowych wersji dźwiękowych (w granicach od dziesięciu do kilkunastu razy). Natomiast podnoszone przez niektórych argumenty za opracowaniem lektorskim w płaszczyźnie pozaekonomicznej, jak np. możność słuchania aktorów w oryginale czy przyzwyczajenia telewidzów, są zasłoną dymną, ponieważ przy technice voice over poziom oryginalnej ścieżki jest tak obniżony, że przy dudniącym głosie narratora jest ona praktycznie niesłyszalna. Słuchając zdubbingowanego filmu widz nie traci nic, albowiem cała warstwa dźwiękowa jest zachowana w identycznych proporcjach jak w pierwowzorze.

Jednakże całej winy za „szeptankowy” sposób przedstawiania filmów nie można zrzucić na ekonomiczną stronę zagadnienia, byłoby to zbytnim uproszczeniem; w ubogich latach sześćdziesiątych większość seriali i znaczna część filmów była emitowana w naszej telewizji w dubbingu. Nie ulega wątpliwości, że dzisiejsza telewizja, zresztą nie tylko publiczna, znajduje się w znacznie lepszej sytuacji finansowej niż tamta gomułkowsko-sokorska. Nieszczęście polega między innymi na tym, że przez wiele lat, szczególnie od załamania się dubbingu po stanie wojennym, spora część odbiorców przyzwyczaiła się do monotonnego głosu lektora i dubbing wprawia ich w niemałe zakłopotanie.

Oczywiście nie każdy film nadaje się do zdubbingowania, w tej materii należy wykazać odpowiednie wyczucie i umiar. Arcydzieła dziesiątej muzy cenionych reżyserów, np. I. Bergmana, F. Felliniego czy L. Buñuela, wręcz nie wypada zaadaptować dźwiękowo w pełnej wersji po polsku. To samo odnosi się do musicali. Seriale natomiast aż proszą się o dubbing. Telewidzów i nadawców tv trzeba przekonywać do wyboru właściwszej formy opracowania używając argumentów, jak chociażby ten, że w „szeptance” głos lektora-intruza zagłusza warstwę dźwiękową filmu, zwłaszcza w scenach nastrojowych, gdy narrator, swoim często niskim głosem, zarzyna delikatny klimat dialogu. Każdy film z dużą ilością tekstu jest przez lektora zagadany, ponieważ musi on nadążyć z przeczytaniem tego, co jest wypowiadane przez kilkadziesiąt postaci. Z tego też względu konieczne są w tekstach skróty, w przeciwnym bowiem razie lektor miałby poważne kłopoty z przeczytaniem wszystkich kwestii.

Dubbing można porównać do literackiego tłumaczenia książki, zaś „szeptanka” jest swego rodzaju brykiem ze względu na dokonywane cięcia w tekście, jego styl i sposób prezentacji. Mówiąc bardziej obrazowo: jedzenie można spożywać na papierowej tacce za pomocą plastikowych sztućców (narracja jednogłosowa) oraz na zastawie serwisowej (dubbing). Osobiście jestem zwolennikiem konsumowania strawy duchowej, i nie tylko duchowej, w sposób cywilizowany.

We wspomnianej „wojnie” na razie wygrywa ponury głos lektora i jego zwolennicy, ale wszystko wskazuje na to, że dubbing, jako zalecona przez zachodnich dystrybutorów najwłaściwsza forma opracowania, opanuje polskie media wizualne.

Za pełnym opracowaniem dźwiękowym przemawiają nie tylko przywołane powyżej argumenty, ale także zwykły interes. Z tym, że korzyści czerpane z niego pojawią się nie od razu, gdyż wszystko co dobre i trwałe wymaga inwestycji. W dubbing warto więc inwestować, o czym nie trzeba przekonywać tych wszystkich, którzy decydują o dystrybucji i emisji filmów w tej właśnie formie. Jest kilka powodów, dla których ta inwestycja jest opłacalna.

Pierwszy, leżący w płaszczyźnie niematerialnej, to kształtowanie kultury języka polskiego (edukacja przez zabawę w filmach dla dzieci, kultywowanie poprawności lingwistycznej oraz pełnowartościowy odbiór warstwy dźwiękowej). W tym miejscu muszę podkreślić, że dialogi w dubbingu są cyzelowane przez pieczołowity dobór słów, czego nie uświadczy się raczej w pośpiesznej i skrótowej „szeptance”.

Drugim powodem opłacalności inwestowania w dubbing jest płaszczyzna ekonomiczna. Wszystkie telewizje emitujące filmy dla dzieci i młodzieży w wielogłosowej wersji dźwiękowej zdobywają widownię teraz i na przyszłość, ponieważ ci młodzi widzowie staną się kiedyś dorosłymi telewidzami o określonych preferencjach i przyzwyczajeniach. Dalej nie muszę już tłumaczyć, że tzw. oglądalność przekłada się dzisiaj skutecznie na reklamową mamonę.

Trzeci powód opłacalności płynący z tej formy udźwiękowienia to zyski dla środowiska artystycznego, telewizyjnego i filmowego. Rozszerzenie skali omawianego przedsięwzięcia przyczyniłoby się niewątpliwie do rozwoju i konkurencyjności firm działających na tej niwie, dałoby to dodatkowe profity oraz doświadczenia twórcze aktorom, producentom, dystrybutorom i realizatorom. Warto więc zastanowić się głębiej, czy w poruszanej tu problematyce opierać się na tanim rozwiązaniu, jakim jest udźwiękowienie jednogłosowe (potwierdza się reguła, że to, co tanie, jest marnej jakości) czy też na droższym, ale solidnym opracowaniu w formie dubbingowej, które jest sprawdzoną inwestycją.

¹ Od redakcji polski-dubbing.pl: Przekonanie, jakoby Królewna Śnieżka była pierwszym filmem dubbingowanym na język polski, jest tyleż powszechne, co błędne. Zbigniew Dolny opracowując Historię polskiego dubbingu dotarł do informacji o filmach, które na język polski były dubbingowane już na początku lat 30., jak np. amerykańska Parada Paramountu czy niemiecki Ulubieniec bogów. Ponadto, z odnalezionych w późniejszym czasie informacji wynika, że reżyserem polskiej wersji Królewny Śnieżki był Ryszard Ordyński, zaś głównej bohaterce głosu użyczała Maria Modzelewska.

 

Dubbingowe premiery
W kinach:
  • Był sobie pies
  • Logan: Wolverine
  • Piękna i Bestia
  • Wrota bohaterów
  • Wszystko albo nic
  • Azyl

Najbliższe premiery:

  • Power Rangers (24 marca; kino)
  • The Lodge (27 marca; Disney Channel)
  • Wkręceni-Nakręceni (27 marca; Disney XD)
  • Pan Żaba (21 kwietnia; kino)
  • Strażnicy Galaktyki vol. 2 (5 maja; kino)
  • Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara (26 maja; kino)
  • Zielona szkoła (16 czerwca; kino)
  • Transformers: Ostatni Rycerz (23 czerwca; kino)
  • Spider-Man: Homecoming (14 lipca; kino)
  • Valerian i miasto tysiąca planet (20 lipca; kino)
  • Mikołaj w każdym z nas (24 listopada; kino)
  • Paddington 2 (29 grudnia; kino)
  • Wielka wyprawa Oskara (2017; kino)

Filmy które można obejrzeć online z dubbingiem w usłudze VOD:

Ostatnio na forum
No posts were found
Logowanie