Polski-Dubbing.pl • Zobacz wątek - Benefis Witolda Sadowego

Strona główna forum Tworzenie dubbingu Twórcy dubbingu

Forum poświęcone twórcom dubbingu: reżyserom, dialogistom, dźwiękowcom, montażystom itd.

Benefis Witolda Sadowego

Postprzez Zbigniew Dolny » 4 cze 2012, o 07:46

Benefis Witolda Sadowego.
fot. Zofia Szuster

.Obrazek

W poniedziałek, 14 maja 2012, w Teatrze Powszechnym odbył się benefis nestora teatralnych scen warszawskich - Witolda Sadowego.
Miałem zaszczyt być zaproszonym na ten wzruszający hołd złożony sędziwemu aktorowi, w wieczór, który na długo zapadnie w pamięć.

.Obrazek.Obrazek

Witold Sadowy (urodził się 7 stycznia 1920 roku) jest znanym aktorem teatralnym, filmowym i dubbingowym, dziennikarzem, kronikarzem teatrów Warszawy i autorem popularnych wspomnień - pożegnań publikowanych na łamach "Gazety Wyborczej".
Debiutował na scenie pierwszego powojennego Teatru Miasta Stołecznego Warszawy, 8 maja 1945 roku. W niewyobrażalnie ciężkich warunkach, w zrujnowanym teatrze lecz przy entuzjazmie grających aktorów i wdzięcznej publiczności wystawiono wtedy "Burmistrza Stylmondu" Maurice'a Maeterlincka. Witold Sadowy zagrał rolę Florysa.

Benefis aktorski pana Witolda odbył się w tym samym teatrze, na tej samej scenie, na której debiutował 67 lat i 7 dni temu.

Teatr na tę uroczystość został udekorowany ponad 70 ogromnymi koszami pełnymi konwalii. Oszałamiający zapach tych kwiatów nadawał specjalnego uroku temu wieczorowi.
Na początku, w części oficjalnej, odczytano listy gratulacyjne od prezydenta Bronisława Komorowskiego, od prezydenta Warszawy Hanny Gronkiewicz - Waltz, udekorowano jubilata Medalem Pamiątkowym "Pro Masovia". Mowę ku czci wygłosili: prezes ZASP Olgierd Łukaszewicz, Listy gratulacyjne odczytali Teresa Lipowska i Tomasz Marzecki .
Część artystyczną rozpoczął brawurowo Wiesław Ochman. Następnie mogliśmy podziwiać prawdziwe gwiazdy kina, estrady i teatru :
Adrianna Godlewska wykonała walc minutowy Chopina, śpiewali : Barbara Krafftówna, Irena Santor i Jerzy Połomski. Teksty z książek Witolda czytali : Zofia Kucówna i Marek Barbasiewicz. Teresa Lipowska i Emilia Krakowska wykonały skecze kabaretowe. Halina Kunicka zaśpiewała piosenkę (jej debiut kinowy) z filmu "Szatan z 7 klasy". Piosenkę bliską sercu p. Witolda - który niegdyś grał w przedstawieniu teatralnym "Szatan z 7 klasy" wg. Kornela Makuszyńskiego.

.Obrazek
Witold Sadowy i : Teresa Lipowska (pierwszy rząd od prawej), Wiesław Ochman, Marek Barbasiewicz, Lidka Sadowa, Ignacy Gogolewski (drugi rząd z lewej strony), Robert Gliński (drugi rząd, 6 z lewej strony) i wasz sprawozdawca - Zbigniew Dolny (trzeci rząd, pierwszy z prawej strony).

Wielkim odkryciem tego wieczoru, odkryciem dla mnie - gdyż nie oglądam polskich seriali i nie bywam w warszawskich teatrach (mieszkam w Gdańsku), był występ „przyszywanej wnuczki” p. Witolda - Lidki Sadowej. Piękna, młoda kobieta, jestem pewien, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy, wykonała kapitalnie piosenkę .” Jak Pan się trzyma” z Kabaretu Starszych Panów z nowymi słowami napisanymi specjalnie na ten wieczór przez Marka Robaczewskiego , który jest jednym z najwybitniejszych reżyserów pracujących obecnie w dubbingu. Wszyscy znamy jego wielki przebój "Wyginam śmiało ciało" z filmu "Madagaskar". To on jest autorem polskich słów. Reżyserował także wersje polskie do takich filmów jak kultowe "Miasteczko Halloween", "Mary Poppins" czy "Smerfy". I oprócz tego iż jest reżyserem obdarzonym słuchem absolutnym, jest aktorem, tłumaczem i autorem tekstów piosenek.
.Obrazek.Obrazek
Na zdjęciach: Lidka i Witold Sadowi, obok Barbara Krafftówna.
.Obrazek
Prowadzący wieczór - Krzysztof Szuster, Irena Santor i Witold Sadowy.

Wieczór był dla mnie, jako kronikarza "Polskiego Dubbingu", okazją do spotkania się i porozmawiania z ludźmi którzy pracowali przy dubbingu: z Tomaszem Marzeckim - jednym z najpopularniejszych aktorów dubbingowych ("Opowieści z Narnii", "Złoty kompas", "Charlie i fabryka czekolady"...)
z Ireną Santor - w rozmowie z nią wspomniałem, że właśnie tego samego dnia wspominaliśmy ją i jej piosenki z filmu Walta Disneya "Kopciuszek" w rozmowie z p. Markiem Kuczyńskim - jednym z najstarszych i najwybitniejszych operatorów dźwięku, pracującym w dubbingu.
Wielbiciele polskich wersji doskonale znają Marka Barbasiewicza czy Teresę Lipowską, która użyczała swego głosu w takich hitach jak "101 Dalmatyńczyków" i "Krowy na wypasie".

Niezapomniany i zabawny występ dał też wielki aktor - Ignacy Gogolewski. Kiedy prowadzący wieczór, Krzysztof Szuster - zapowiedział go - p. Ignacy wstał , otworzył drzwi i prawie wyszedł z sali. Wśród widzów zapadła konsternacja.
Pan Ignacy odwrócił się i ze słowami: "Spokojnie, bez paniki, musiałem tylko rozprostować kości i się rozbujać" , po kilku schodach wszedł na scenę i po mistrzowsku odczytał tekst "ku czci" napisany dla Witolda Sadowego przez nieżyjącą już aktorkę, malarkę i pisarkę - Lucynę Legut.

.Obrazek
..Obrazek

Ramą tego wieczoru był film, nakręcony specjalnie na tę okazję, przedstawiający przejażdżkę pięknym , starym powozem zaprzężonym w pięć koni, powożonym przez Krzysztofa Szustera w towarzystwie pana Witolda i Lidki Sadowej po Warszawie . Odwiedzili w ten sposób wszystkie warszawskie teatry w których grał Pan Witold. Benefisant na żywo opowiadał i komentował obrazy pojawiające się na ekranie. Mogliśmy zobaczyć teatry, lub miejsca w których one się mieściły, a w których występował: Teatr Mały, Muzyczny Dom Wojska Polskiego, Rozmaitości, Komedia, Jaskółka, Teatr Polski, Nowy, Teatr Nowej Warszawy, Ateneum, Klasyczny (Studio), a skończyło się na Teatrze Stołecznym Miasta Warszawy, czyli aktualnie Teatrze Powszechnym im. Zygmunta Hubnera, gdzie dyrektoruje najbardziej ceniony przeze mnie, obok Marka Lechkiego, reżyser - Robert Gliński. Obaj ci panowie odznaczają się idealnym słuchem i, co jest naprawdę rzadkie wśród polskich reżyserów filmowych, przywiązują ogromną wagę do dźwięku w filmie.
.Obrazek

Ten blisko czterogodzinny wieczór zakończył występ Chóru i Baletu Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca "Mazowsze".
Jestem pod wrażeniem ogromu pracy i efektów jakie przyniosła praca pana Krzysztofa Szustera, który wymyślił, zorganizował i wyreżyserował ten benefis ku czci swego wielkiego przyjaciela Witka.
Oczywiście nam imię i nazwisko: Krzysztof Szuster mówi wiele - p. Krzysztof reżyserował wiele polskich wersji językowych do takich filmów jak: "Niekończąca się opowieść", "Czarodziejski kogucik", "Złota panna", "Zimowa pani" czy "Tajemnica starego strychu".
Myślę, że już niedługo uda mi się zamieścić na naszym forum dłuższy wywiad z p. Krzysztofem na temat dubbingu.
.Obrazek
Po skończonym benefisie czekał na nas bankiet gdzie i ja tam byłem, i szampana za zdrowie p. Witka piłem.

Wychodząc z Teatru (trzeba przecież było jeszcze zdążyć na nocny pociąg do Gdańska) podszedłem do dwóch pań, pytając o drogę do Dworca Wschodniego. Jakież było moje zdumienie kiedy jedną z nich okazała się Barbara Horawianka. Oczywiście nie mogłem przepuścić takiej okazji i porozmawiać z nią o dubbingu. "Byłam specjalistką od podkładania głosu pod taką szwedzką aktorkę..." - May Britt Nilsson ( w "Letnim śnie" Bergmana ) - "Ach kiedy to było? Koniec lat 50 tych. Dużo dubbingowałam też w latach 60 tych".

Dziękuję serdecznie Panu Krzysztofowi za zaproszenie i wspaniały wieczór pełen wrażeń. Dość powiedzieć, że siedziałem w trzecim rzędzie od sceny, tuż za Witoldem Sadowym, między Robertem Glińskim, Franciszkiem Pieczką i Sławomirą Łozińską.

.Obrazek.Obrazek
Zofia Kucówna, Krzysztof Szuster i Teresa Lipowska.
Wszystkie fotografie zamieszczone w tym artykule wykonała Zofia Szuster.
Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
 
Posty: 374
Dołączył(a): 15 gru 2011, o 01:28

Re: Benefis Witolda Sadowego

Postprzez Zbigniew Dolny » 11 lut 2016, o 11:44

.Obrazek
25 stycznia 2016 w Instytucie Teatralnym w Jazdowie odbyła się promocja najnowszej, piątej już książki Witolda Sadowego "A życie toczy się dalej". Benefis i promocje książki przygotował nasz dobry znajomy - reżyser dubbingowy - pan Krzysztof Szuster. I my też byliśmy na to spotkanie zaproszeni.

.Obrazek

Witold Sadowy urodził się w 1920 roku. Debiutował jako aktor tuż po wojnie, w maju 1945 roku, w pierwszym powojennym Teatrze m. st. Warszawy rolą Florisa w "Burmistrzu Stylmondu" Maurice’a Maeterlincka. Potem był aktorem innych warszawskich teatrów: Polskiego, Nowego, Nowej Warszawy, Młodej Warszawy, Klasycznego, Studio i Rozmaitości.Debiutował w filmie "Zakazane piosenki" rolą skrzypka zastrzelonego przez podziemie, później grał m. in. w "Zezowatym szczęściu" Munka, "Pogoni za Adamem" czy serialu "Wielka miłość Balzaka". Po raz ostatni wystąpił na scenie w roku 1989 w roli Feldmarszaka w "Gałązce rozmarynu" Zygmunta Nowakowskiego. W latach 80. XX wieku rozpoczął działalność jako felietonista i kronikarz życia teatralnego w „Życiu Warszawy". Teksty o teatrze publikował także w „Ekspresie Wieczornym”, „Kronice Warszawy”, „Życiu na Gorąco” i nowojorskim „Nowym Dzienniku”, a do dziś jego wspomnienia o zmarłych artystach ukazują się w „Gazecie Wyborczej". Jest autorem czterech książek: "Teatr, plotki i aktorzy. Wspomnienia zza kulis" (1994), "Za kulisami i na scenie" (1995), "Ludzie teatru. Mijają lata, zostają wspomnienia" (2000) oraz "Czas, który minął" (2009).

.Obrazek.Obrazek
Na stronach książki Witolda Sadowego znaleźć można wspomnienie i o Hance Bielickiej i o Zygmuncie Kęstowiczu.

A oto jak prace w dubbingu z panem Witoldem wspomina Krzysztof Szuster:
"... Innym razem zaprosiłem do udźwiękowienia dużej kreskówki - Witolda Sadowego, mego przyjaciela z teatru, starszego ode mnie o 40 lat.
Wituś wrócił do studia po jakichś 25 latach. Wyraźnie podniecony już na korytarzu złapał mnie za rękaw: Krzysiu co ja gram ? A ja na to - Starego Grzyba! - i pędzę nie czekając na jego reakcję na nagranie. W swoim czasie Wituś wszedł na salę nagrań - wyczułem mały dystans. Witek ponownie zadał bardzo serio pytanie - panie reżyserze kogo mam grać.
Starego Grzyba - odpowiadam z uśmiechem. Witek usztywnił się. Zwróciłem się do realizatora -
Zdzisiu puść panu Witkowi jego postać. I na ekranie pojawia się gangster - stary grzyb muchomor, niezwykle barwna i ważna w filmie postać. Cała sala i sam Wituś - wybuchamy śmiechem.
Do dziś Witek pogodnie wspomina - Krzysiu obsadziłeś mnie po warunkach.
A kiedy już w bardzo dojrzałym wieku złapał się za pióro, stał się nie
tylko „strażnikiem pamięci”, ale także trafnym komentatorem „nowych”
teatralnych trendów i otaczającej nas rzeczywistości. Jeśli prześledzi się
jego życie, to wszystko przychodziło później niż u normalnych śmiertelników.
Szatana z siódmej klasy zagrał z powodzeniem w czterdziestej wiośnie.
Jadwiga Chojnacka jest autorką powiedzonka z tamtych lat. Wołała
na niego – „szatan ... z czterdziestej siódmej klasy”.

.Obrazek.Obrazek
Jest i wspomnienie o Wandzie Majerównie i Zofii Jamry.

"A życie toczy się dalej" to wspaniała książka - pisana trochę jako dziennik i zbiór felietonów o tych których znamy z kina, teatru czy dubbingu. Na ponad 560 stronicach autor kreśli barwne portrety swoich przyjaciół. Są tu barwne wspomnienia o Stefanie Jaraczu, Arnoldzie Szyfmanie, Hance Bielickiej, Irenie Kwiatkowskiej, Zofii Kucównie, Krzysztofie Kołbasiuku czy Krzysztofie Kolbergerze. Każda strona to zbiór anegdot i barwnych wspomnień o tych których znamy i o tych którzy może mniej znani, zostali już zapomniani - a były to wspaniałe postaci naszego teatru. Książka jest ilustrowana wieloma niezwykle cennymi, unikatowymi fotografiami.Gorąco polecam.

Kiedyś pięknie o Witoldzie Sadowym napisała Lucyna Legut:

"Sadowy cud prawdziwy! Nigdy się nie zmienia!

Inni już dawno zmarli, on pisze o nich wspomnienia.

Każdy chce być uwieczniony w jego wielkim dziele.

Musisz żyć, Witku, wiecznie - wołają przyjaciele.

Kto będzie dla nas pisał te piękne nekrologi?

Dla Ciebie każdy aktor kochany jest i drogi.

Wiem o tym, rzekła wróżka, ta z owiniętą szyją,

że dzięki Sadowemu aktorzy wciąż żyją".

W posłowiu Witold Sadowy pisze:
"... Kiedy po raz kolejny przeczytałem tę książkę, szykując ją do druku, doszedłem
do wniosku, że często piszę w niej o odejściu. A ja wcale o tym
nie myślę. Nie wybieram się jeszcze na tamten świat, którego nie znam.
Czuję, że mam jeszcze wiele do zrobienia. Stale brakuje mi czasu. Po
prostu, pisząc niektóre rozdziały, czułem się nie najlepiej. Ale to nie
powód, aby zaraz umierać. Ci, którzy mnie nie znają, mogą pomyśleć,
że jestem ponurakiem, a przede wszystkim pesymistą. A przecież to
nie ma nic wspólnego z prawdą. Skończyłem wprawdzie 96 lat, ale
nigdzie mi się nie śpieszy. Zwłaszcza w zaświaty. Wciąż rozpiera mnie
energia i chęć tworzenia. Wszyscy mi tego zazdroszczą. Nie wyglądam
na swoje lata, a głowa funkcjonuje mi fantastycznienie. Godzinami
siedzę przed komputerem. Chodzę niemal codziennie do teatru, opery
i do filharmonii. Na mój widok ludzie, nawet mi nieznani z nazwiska,
podchodzą do mnie, ściskają dłonie i uśmiechają się życzliwie. Gratulują
wyglądu i dziękują za to, co piszę. Choć piszę nie dla wszystkich,
bo to nie beletrystyka. Piszę dla ludzi teatru i tych, którzy teatrem się
interesują. Najpierw pisuję do prasy codziennej, a potem z tych tekstów
powstaje książka, która zostanie dla potomnych. Jerzy Kisielewski
nadał mi nawet tytuł „Strażnika pamięci”, z czego jestem dumny i za
co mu w tym miejscu dziękuję..."
I jeszcze warto by dodać, że wydawcą książki jest Krzysztof Szuster przy merytorycznym
wielkim wsparciu Instytutu Teatralnego. Panu Krzysztofowi bardzo dziękujemy za zaproszenie wieczór z autorem.

Zbigniew Dolny luty 2016
Zdjęcia z promocji książki Witolda Sadowego wykonała Maria Wilma - dziękujemy.
.Obrazek

.Obrazek

.Obrazek

.Obrazek

.Obrazek

.Obrazek
Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
 
Posty: 374
Dołączył(a): 15 gru 2011, o 01:28


Powrót do Twórcy dubbingu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość