Polski-Dubbing.pl • Zobacz wątek - Lucky Luke i sprawa śląska

Strona główna forum Opinie Artykuły

Informacje prasowe związane z dubbingiem

Lucky Luke i sprawa śląska

Postprzez Kretes96 » 24 sie 2015, o 11:45

[podpis] ROZMAWIAŁ BARTOSZ T. WIELIŃSKI
GW Katowice nr 13, wydanie z dnia 16/01/2004ROZTOMAJTY, str. 11


Rozmowa z Mirosławem Neinertem

Lucky Luke i sprawa śląska
Bartosz T. Wieliński: Nie uwierzysz: dwa dni temu przez przypadek przełączyłem telewizor na "Fox Kids", kanał z filmami dla dzieci. Leciała akurat westernowa kreskówka "Lucky Luke". Nagle okazało się, że dobrze znam głos, który dobiega zza kadru...

Mirosław Neinert: Ha! Złapałeś mnie. Podkładam głos pod kreskówki już od kilku lat i świetnie się przy tym bawię. "Lucky Luke" to jeden z moich ulubionych filmów.

Zaraz, zaraz. To nie była zwyczajna kreskówka. Lucky Luck spotkał na swojej drodze Szkotów i oni... mówili po śląsku!

- A jak mieli mówić? Szkoci nawet po angielsku mówią inaczej niż reszta świata, zwyczaje też mają dziwne. Tłumacz przetłumaczył moje kwestie na polski, dostałem scenariusz do ręki. Siadłem przed mikrofonem w studiu. Na monitorze wyświetliły się pierwsze kadry bajki. Jednak coś mi w tym wszystkim do końca nie grało. W polskiej wersji Szkoci niczym się nie wyróżniali...

I tak narodził się "tyn stary Szkot Maklojd"?

- Dokładnie, bo przecież Ślązacy mają ze Szkotami sporo wspólnego. Nie dość, że mówią inaczej, to są takim specyficznym środowiskiem, które trudno zrozumieć ludziom z zewnątrz. Na dodatek mają specyficzny stosunek do pracy i pieniędzy. No, może Ślązacy nie są aż tak skąpi jak Szkoci. W Szkocji za to robią lepszy alkohol niż u nas. Jednak to drobiazgi. Chodziło mi o to, by jakoś pokazać te podobieństwa. Nagle wpadł mi do głowy pomysł, by zacząć mówić po prostu po śląsku. No i udało się. Szkoci niby mówią po polsku, ale jednak inaczej.

Potrafisz błyskawicznie przestawić się z polskiego na śląski?

- Pewnie. W końcu wychowałem się w Chorzowie Starym. Po śląsku mówię od dziecka. Języka uczyło mnie podwórko. To była tradycyjna śląska dzielnica robotnicza. Kto nie mówił po śląsku, był Gorolem i regularnie dostawał po zębach. Sam widzisz, że miałem do nauki sporą motywację.

Często zdarza się, że zmieniacie scenariusz i dodajecie do kreskówki coś od siebie?

- Dość często. Tutaj chodzi w końcu o to, by dzieci miały frajdę. Gdy coś da się powiedzieć jeszcze śmieszniej, to nie mamy zahamowań. Im bardziej mamy szalone pomysły, tym lepiej. Kiedy ja i mój kolega z teatru Korez Darek Stach mamy dobry dzień, to często zdarza się, że sami pękamy ze śmiechu. Jest tylko jedno ograniczenie: ruchy ust animowanej postaci. Musimy tak mówić, by zmieścić się w czasie między otwarciem a zamknięciem animowanej buzi.

Czy dzieci rozpoznają Twój głos?

- To może wydać się dziwne, ale tak. Oprócz Lucky Luke'a podkładałem głos pod kilka innych kreskówek, między innymi pod Wunschpunscha. W tej kreskówce udźwiękowiam niejakiego Pana Robala, takiego ciemnego typka. Pewnego razu odwiedziłem znajomych. Gdy przywitałem się z ich małymi dziećmi, te wykrzyknęły ze zgrozą: "Pan Robal!".

Można by złośliwie powiedzieć: poważny aktor zajmuje się kreskówkami dla dzieci.

- To wcale nie tak. Kreskówki wcale nie są tylko dla dzieci. W samym tylko "Lucky Lucku" aż roi od nawiązań do konwencji filmowych czy historii. Czasami wydaje mi się, że to aż za skomplikowane dla nastolatków. Najznamienitsi aktorzy zajmują się udźwiękowianiem kreskówek. Ja wcale nie uważam się za poważnego aktora, a gdy podkładam głos, dobrze się bawię. To jest najważniejsze.

Mirosław Neinert jest aktorem i dyrektorem katowickiego teatru Korez. Od trzech lat razem z kolegami ze śląskich teatrów udźwiękowia kreskówki dla firmy Iz-Text w katowickim studiu Supra Film. Filmy emituje telewizja Fox Kids

Lucky Luke (Szczęśliwy Luck) narodził pod koniec lat 40. w Belgii. Maurice de Bevere, rysownik używający pseudonimu "Morris", chciał najpierw nakręcić westernową kreskówkę. Niestety, wytwórnia filmowa, która miała się podjąć tego zadania, zbankrutowała. Rysownik postanowił więc zrealizować swój pomysł w formie komiksu. W 1947 r. Lucky Luke zaistniał na łamach tygodnika "Spirou". Od tego czasu opowieść o samotnym kowboju Luke'u, jego koniu i psie, a także o wchodzącej mu w drogę bandzie Daltonów urosła do rangi kultowego symbolu. W końcu spełniło się marzenie "Morrisa". Lucky Luke zagościł na ekranach telewizorów, a nawet stworzono o nim grę komputerową.
Kretes96
Pierwszy mikrofon
 
Posty: 125
Dołączył(a): 4 lut 2012, o 15:20

Powrót do Artykuły

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość