Polski-Dubbing.pl • Zobacz wątek - Jerzy Januszewski - operator dźwięku

Strona główna forum Tworzenie dubbingu Twórcy dubbingu

Forum poświęcone twórcom dubbingu: reżyserom, dialogistom, dźwiękowcom, montażystom itd.

Jerzy Januszewski - operator dźwięku

Postprzez Zbigniew Dolny » 23 kwi 2013, o 21:12

Jerzy Januszewski

.Obrazek
Jerzy Januszewski w SOF 1996 r.

Urodziłem się w 1934 roku w Warszawie. W 1939 roku poszedłem do szkoły podstawowej a po dwóch miesiącach zacząłem się uczyć na tajnych kompletach domowych. Po Powstaniu Warszawskim, ponieważ nasz dom na ul. Puławskiej był kompletnie zniszczony, przeprowadziliśmy się do Łodzi i tu chodziłem do prywatnej szkoły Zimowskiego. Później były inne szkoły państwowe i liceum na ulicy Narutowicza. Nasze liceum było przez ścianę ze Szkołą Filmową na Targowej 63. W 1953 roku zrobiliśmy sobie studniówkę przed maturą. Na tę studniówkę wpadła milicja. Aresztowano nas. Dlatego, że wtedy studniówka kojarzyła się władzom z burżuazyjnym, kapitalistycznym zwyczajem a także, jak okazało się później, obok nas była mała uliczka, pasaż na której stał gipsowy pomnik ZMP i tej nocy ktoś ten pomnik wysadził.. Podejrzenie padło na nas. Po tygodniu dzięki jakimś dojściom, rodzicom udało się wydobyć mnie z paki. Jednak to nie było koniec konsekwencji tego wieczoru: nie dopuszczono mnie do matury. Musiałem iść do pracy którą wskazał mi U.B. Najpierw pracowałem w radiostacji która zagłuszała sygnał radiowy Wolnej Europy i Głosu Ameryki. Praca polegała na tym, że chodziłem z miotłą i biegałem do pobliskiego sklepu po pół litra.
Później udało mi się dostać do szkoły dla dorosłych gdzie zdałem maturę w 1954 r. Po maturze przeniosłem się do Warszawy, na Politechnikę Warszawską, na wydział łączności. Egzamin zdałem celująco, niestety niedługo po rozpoczęciu studiów opiekun naszego rocznika z ramienia ZMP odkrył, że mam rodzinę za granicą. Postawiono mnie przed ultimatum: albo zostaję relegowany z uczelni albo przenoszę się na jeden z dwóch wydziałów jakie dano mi do wyboru: komunikację lub wydział sanitarny.
Naradziliśmy się z moim kolegą z Powstania, Andrzejem Styczyńskim z którym rozpoczęliśmy tam studia, co robić?
Poszliśmy zobaczyć co to takiego ten wydział sanitarny. Okropność: praca w kanalizacji, w dodatku studiowały tam same brzydkie dziewczyny.
Wybraliśmy komunikację. Okazało się, że jest to dziwny wydział, który nie wiadomo po co utworzono. Wydział ogólnokształcący, przygotowujący do budowy lotnisk, kolei, transportu itd. Ale przy okazji była tam elektronika i inne ciekawe katedry. W 1960 r uzyskałem tytuł magistra.
Jeszcze w szkole zaczęto nazywać mnie "Mixą' bo już od połowy lat 50-tych byłem szczęśliwym posiadaczem niemieckiego magnetofonu Nora (zresztą pochodzącego z szabru). Byłem wtedy jedną z nielicznych osób w Polsce która miała magnetofon. Nocami nagrywałem nadawane na falach długich przez Głos Ameryki audycje jazzowe Willisa Conovera i przekazywałem je różnym znajomym, m. in. muzykom z pierwszego polskiego zespołu jazzowego Melomani. Dla nich nagrywałem te audycje, więc z muzyką jazzową byli oni wtedy na bieżąco. W 1956 roku nagrywałem też na ten magnetofon pierwszy Festiwal Jazzowy w Sopocie. Miałem wtedy już swój pierwszy stół mikserski, który zresztą sam sobie zbudowałem.

Kiedyś spotkałem znajomą mojej ciotki, panią Henrykę Biedrzycką, która pracowała w Studio Opracowań Filmów i dzięki niej rozpocząłem pracę w dubbingu. W SOF zacząłem pracować już w 1959 roku. Najpierw jako asystent Marka Kuczyńskiego a później Zdzisława Siweckiego.
Przez długi czas byłem asystentem Marka Kuczyńskiego od którego nauczyłem się mnóstwa rzeczy. To Marek Kuczyński nauczył mnie pracy kompresorowej. W Stanach Zjednoczonych już dawno używano tej metody nagrań ale to on był pionierem tej metody w Polsce i to z doskonałym skutkiem.
Na czym to polegało? Bardzo często zarzucano wielu polskim filmom wyświetlanym w kinach, że dialogi są niezrozumiałe, natomiast te nasze dubbingi były świetnie nagrane i co ważne - doskonale rozumiane przez widownię. Nasze nagrania śmiało mogły konkurować z nagraniami Polskiej Kroniki Filmowej która dysponowała najnowszym wówczas sprzętem do nagrań. Kronika filmowa posiadała tzw G.B.Kalee, czyli urządzenia elektroniczne które miały dynamikę nagrań 60 decybeli, czyli odstęp dźwięku od szumów był bardzo duży i jakość tego dźwięku była dużo lepsza. My natomiast dysponowaliśmy sprzętem polskiej produkcji F.B.T. Dzięki staraniom naszych techników i tym kompresorom wyciągaliśmy na tym sprzęcie maksymalnie 50-53 decybele i otrzymywaliśmy bardzo soczysty i dobry dźwięk i co najważniejsze - dialog był w pełni zrozumiały. Do tego dochodziła nasza technika nagrań. Nagrywaliśmy wtedy na żywo z tzw. planami. W skrócie polegało to na tym, że w studio nagrywało się z dwóch mikrofonów, jeden był skierowany na aktora drugi w stronę przeciwną. Różnice pomiędzy tymi dwoma mikrofonami dawały nagrania uzyskane w różnych wnętrzach. Kiedy aktor na ekranie obracał się tyłem, wtedy dominował mikrofon tylni a na tym przednim zmniejszało się ilość dochodzących dźwięków. W ten sposób otrzymywało się odpowiednie plany dźwiękowe, odwrócenia tyłem, przejścia, oddalenia, pogłos dużej sali itd. Teraz jest to bardzo prosta sprawa bo są do tego odpowiednie pluginy w komputerze. Jest plugina "małe wnętrze", "duże wnętrze" itp. Wtedy wszystko robiliśmy ręcznie. Była to też taka typowo polska cecha wyróżniająca dubbing, byłem w wielu studiach dubbingowych w Niemczech, Francji, Czechach i nigdzie nie stosowano tam planów dźwiękowych. Dźwięk u nich był płaski i wydobywał się jakby z jednego miejsca. Trochę planów robili Anglicy ale nie w takim wymiarze jak u nas. Można powiedzieć, że było to takie nasze hobby, robiliśmy to bardzo dokładnie i starannie. Było to trudne, gdyż wtedy nagrywało się na tzw. sklejki i w danej scenie mogło brać udział kilku aktorów a my mieliśmy tylko dwie taśmy zapisujące dźwięk. Na pierwszej taśmie zapisywało się główne, te najtrudniejsze dialogi w wykonaniu czołowych aktorów a druga taśma to były tzw. drugie dialogi które były tłem lub tzw. gwarami, ewentualnie dogrywki pierwszych dialogów. To wszystko nagrywało się na jednej sali na jeden, dwa lub góra trzy mikrofony. Była to bardzo ciężka praca wymagająca niezwykłego skupienia. Oczywiście było to okupione dużym stresem, nagrania musiały być perfekcyjnie wykonane, gdyż często nie można było wnosić żadnych poprawek. Najwyżej podczas przegrania można było albo przybliżyć albo zmienić barwę dźwięku ale nie można już było zmienić planów. Plany były już zrobione na nagraniu.

.Obrazek.Obrazek
.Obrazek.Obrazek
Wspaniały, włoski serial według "Odysei" Homera wyreżyserowany przez Francesco Rossiego a w polskiej wersji dubbingowej przez Zofię Dybowską-Aleksandrowicz. W rolach głównych występowali tu Bekim Fehmiu, Irena Papas i Renaud Verley. Operatorem dźwięku był Jerzy Januszewski.

Na początku lat 60-tych Marek Kuczyński zrobił fantastycznie niezwykle trudny film Disneya "Kopciuszek". Byłem wtedy asystentem przy nagrywaniu tego filmu. Nagrania były bardzo skomplikowane bo w filmie było sporo dialogów wypowiadanych przez myszki które mówiły przyspieszonymi głosami jak gdyby głosami na wysokich obrotach. Do nagrań trzeba było ściągnąć elektrownię polową, ustawialiśmy ją na podwórku i dzięki tej elektrowni maszyny chodziły na innej częstotliwości i na wolniejszych obrotach. Mogliśmy na tej wolno przesuwającej się taśmie nagrać dialogi wypowiadane przez aktorów, co później odtwarzało się z normalną prędkością 24 klatek/sek i uzyskiwało przyspieszone głosy myszek. Po latach okazało się, że film ten zdobył pierwszą nagrodę u Disneya jako najlepszy zagraniczny dubbing na świecie do "Kopciuszka". Wystosowano dla naszej ekipy zaproszenie na wizytę w Studiach Disneya w USA, ale ... zaproszenie to nigdy do nas nie dotarło. Dotarło natomiast do dyrektorów Filmu Polskiego skąd trzech panów z Dyrekcji pojechało do Stanów zbierać laury.
Obok Marka Kuczyńskiego operatorem dźwięku był u nas pan Roman Błocki. Starszy już pan, który przeżył ciężko wojnę. Najpierw pracował jako technik w F.B.T. w biurze filmowym, potem przyszedł do nas. Dubbing go wciągnął i pracował ze świetnymi wynikami. Najlepszym jednak był Zdzisław Siwecki. Absolwent studiów muzycznych miał wspaniałe wyczucie dźwięku. Filmy przez niego opracowywane były w sposób mistrzowski. Natomiast pierwszym operatorem, jaki był u nas w studio gdy je otwierano, był pan Bolesławski, który pracę w dubbingu zaczynał jeszcze w Łodzi. Po latach dołączyła do nas Ala Hojnacka. Absolwentka studiów muzycznych, przyszła z filmu fabularnego gdzie robiła seriale dla dzieci, m.in. serial "Janosik".

.Obrazek.Obrazek
Dwa kadry z dramatu francuskiego "Życie, miłość, śmierć" w reż Claude Lelouch'a , reżyseria wersji polskiej Jerzy Twardowski.

Pod koniec lat 60 po nagraniu już kilkunastu filmów otrzymałem tytuł operatora dźwięku trzeciej kategorii. Moim filmem dyplomowym był film "Życie, miłość, śmierć" dramat Claude Leloucha, reżyserowany w dubbingu przez Jerzego Twardowskiego. Film został bardzo dobrze przyjęty przez komisję techniczną, otrzymałem ocenę najwyższą z możliwych, czyli 6.
Z Jerzym Twardowskim zrobiłem jeszcze amerykański western komediowy "Był sobie łajdak", doskonałą rosyjską ekranizację sztuki Szekspira "Król Lir", czeską komedię obyczajową "Kapryśne lato", westernową komedię "Był sobie łajdak" z Kirkiem Douglasem i bardzo dobrze przyjęty dramat "Dwoje na huśtawce" z Shirley MacLaine i Robertem Mitchumem. Pamiętam jaką trudnością było dobranie odpowiedniego głosu do dosyć naturalistycznego, "drewnianego" sposobu gry Mitchuma. W naszym filmie zrobił to świetnie Tadeusz Jastrzębowski. Shirley MacLaine dubbingowała Barbara Wrzesińska. Film potem cieszył się dużym powodzeniem w kinach i zebrał dobre recenzje. Dużym przeżyciem były nagrania do "Nocy iguany" Johna Hustona z całą plejadą naszych polskich gwiazd: Tadeuszem Bartosikiem, Lucyną Winnicką, Hanną Skarżanką i Haliną Kossobudzką.
Z Marią Olejniczak robiłem komedię czeską "Straszne skutki awarii telewizora", rosyjski film dla dzieci "Szpieg wyszedł z morza", z Henryką Biedrzycką jako asystent pracowałem nad filmem "Kto sieje wiatr" Stanleya Kramera i francuskim "Życiem małżeńskim".
Z Sewerynem Nowickim, naszym ówczesnym dyrektorem robiłem ciekawy film szpiegowski "Kim pan jest doktorze Sorge?", włoską "Bitwę o Algier", francuskiego "Nieznanego zdrajcę" i amerykański film "Czarny mustang" - pamiętam jaką przyjemnością była praca nad tym filmem. Świetni aktorzy, których pracę obserwowałem z przyjemnością to Czesław Byszewski, Jan Świderski i Teodor Gendera.
Najwięcej jednak filmów nagrałem z Zofią Dybowską-Aleksandrowicz. Były tu i włoska komedia "Lala",francuski "Umrzeć z miłości" gdzie debiutował w dubbingu Krzysztof Kolberger, seriale "Elżbieta, królowa Anglii", dwie serie "Pogody dla bogaczy", "Sześć żon Henryka Ósmego", włoskie ekranizacje "Eneidy" i "Odysei", jak "Dzieła Wszystkie Szekspira" - Teatr BBC i wiele wiele innych.

.......Obrazek
Zofia Dybowska-Aleksandrowicz i Jerzy Januszewski w SOF rok 1973.

Prywatnie przyjaźniłem się z Zosią i często chodziliśmy na przedstawienia do Szkoły Teatralnej w Warszawie. Razem omawialiśmy opracowywane filmy. Śledziliśmy debiuty i tam Zośka znajdowała różnych obiecujących młodych ludzi których później zapraszało się do nas na nagrania. Zośka miała mieszkanie na Starym Mieście i tam zbierała się młodzież ze Szkoły Teatralnej, tam też odbywały się różne spotkania. Debiutowali u Zośki tacy później znani aktorzy jak: Piotr Fronczewski, Andrzej Seweryn, Krzysztof Kolberger i Krzysiek Kołbasiuk który później współpracował ze mną w Sonice jako reżyser dubbingu. Dubbing to była doskonała szkoła aktorstwa i oni chętnie do nas przychodzili.
Doskonałym też w pozyskiwaniu dla nas aktorów był nasz kierownik produkcji. Dystyngowany, miły Tadeusz Siemiński w elegancki sposób potrafił namówić każdego aktora na pracę u nas.

Początkowo filmy które opracowywaliśmy dla kinematografii, otrzymywaliśmy z kopiami zawierającymi tzw. dźwięk międzynarodowy. Była to muzyka, efekty dźwiękowe, tła itd. Otrzymywaliśmy to na oddzielnej taśmie. Później jednak naszej kochanej Ojczyźnie Ludowej zabrakło pieniędzy i zaczęto sprowadzać filmy bez dźwięku międzynarodowego i tu rozpoczęły się ogromne trudności. Musieliśmy z kopii oryginalnej wycinać fragmenty oryginalnej muzyki, dorabiać wszystkie efekty synchroniczne, dorabiać tła, które przecież były przerywane dialogami. Niektórzy koledzy te króciutkie fragmenciki sklejali w pętle i puszczało się to przez całą scenę. Ja natomiast sam sobie nagrywałem tła. Gdziekolwiek wyjeżdżałem zabierałem magnetofon i nagrywałem różne dźwięki - ulice, kawiarnie, ptaki, morze, rzeka itd. W taki też sposób robiłem dźwięk międzynarodowy do "Rodziny Straussów". Była to niezwykle ciężka i wyczerpująca praca. Większość utworów Straussów, bo było ich kilku, nie była znana W Polsce więc non stop siedziałem w Instytucie Austriackim gdzie specjalnie dla mnie sprowadzano wszystkie płyty z muzyką Straussów. Uczyłem się tych utworów na pamięć. Nie mogliśmy bazować na nagraniu oryginalnym gdyż często w połowie utworu aktorzy prowadzili dialogi. Więc część bez dialogów zostawialiśmy z oryginalnej ścieżki dźwiękowej a później musiałem dograć ciąg dalszy z płyty. Trzeba było dobrać odpowiednią prędkość obrotu płyty - miałem specjalny gramofon, że mogłem regulować prędkość utworu - przegrywałem to na taśmę, ciąłem i potem na to nagrywaliśmy dialogi. W niektórych miejscach można było usłyszeć te przejścia ale dzięki tej metodzie mogliśmy zdubbingować ten serial.

.Obrazek.Obrazek
Kadry z serialu "Pogoda dla bogaczy".

Z "Pogodą dla bogaczy" było już łatwiej, mój kolega ze Stanów przysłał mi płytę z muzyką do tego serialu.
Tak więc byliśmy poniekąd zmuszeni do robienia prawie całej ścieżki dźwiękowej do dubbingowanych przez nas filmów, łącznie z dźwiękiem międzynarodowym.
Któregoś dnia ja z Zosią zostaliśmy wezwani do Dzielnicowego Komitetu Partii. Od towarzysza z Partii usłyszałem: "... no wiecie towarzyszu, ale wy zarabiacie tam więcej niż dyrektor..."
W tym czasie zarabiałem 14 tys złotych a dyrektor 7. Odpowiedziałem, że z chęcią mogę towarzysza nauczyć robić dźwięk międzynarodowy i będzie miał szansę zarabiać tyle co ja. Zośka tłumaczyła się ilością filmów które robiła. Ale przecież inni również byli non stop obłożeni robotą. ".. no ale wiecie, rozumiecie, przyjdzie do was nasza koleżanka która będzie redaktorką..". No i przyszła, nie znała żadnych języków ale pracowała.
- Co innego redaktor a co innego reżyser - odpowiadam - reżyser robi film na sali z gotowym już tekstem. Tekstem, który jest bardzo ciężko ułożyć do dubbingu, a który był u nas robiony doskonale.
Ktoś gdzieś napisał na Forum dubbingowym, że dialogiści u nas nie znali żadnych języków - jest to nieprawda, znali języki doskonale. Znali francuski, angielski, niemiecki, rosyjski - ale nie na tym rzecz polegała, polegało to na tym, że tłumaczenie filmu które otrzymywaliśmy z Filmu Polskiego, było tłumaczeniem surowym bez żadnych niuansów językowych. I oni dopiero z tego tłumaczenia robili treść, mało tego, musieli jeszcze to ułożyć na wargi, na tyłówki, akcentówki i musieli się ciężko napracować by ten tekst był zrozumiały dla polskiego widza, by przeniósł idee tamtego filmu i by to wszystko "kłapało" w ustach naszych aktorów po polsku. Była to bardzo ciężka praca.

Na początku mojej pracy w dubbingu opracowywaliśmy dźwięk pracując na odpowiednio przyciętych fragmentach filmu sklejonych w tzw. pętle. Obraz z zapętlonej taśmy filmowej a dźwięk z taśmy magnetycznej 6,5 mm. Każda sklejka, ta z obrazem i dźwiękiem miała zaznaczony start, tzw pług (wydrapany ślad) a więc można było równocześnie wystartować projektor i magnetofon. Magnetofon rejestrował w miarę synchronicznie dźwięk nagrywany na sali. Nagrywało się kilka wersji danej sceny. Później reżyser wybierał tę, która była najlepsza. Zaznaczało się ją i później przepisywało wybrane odcinki sklejek na taśmę optyczną. Wtedy już można było tą taśmę wywołać i zmontować pod obraz. Każda taka operacja na taśmie z dźwiękiem mnożyła poziom szumów i trzasków. Była to bardzo ciężka i pracochłonna metoda. Kiedy pod koniec lat 50-tych przeszliśmy od taśm magnetycznych 6,5 mm do pracy na taśmie 35 mm - można było mówić o znacznym ułatwieniu pracy i o poprawie samego dźwięku. Później nadeszły lata gdy pracowaliśmy na amerykańskim systemie Magnatech, gdzie główki magnetofonu zapisujące dźwięk chodziły za projektorem i można było już proces nagrywania zatrzymać w dowolnym momencie i cofać obraz i dźwięk . Czyli można było grać w przód i w tył. Można już było nagrywać całymi aktami i co ważne nagrywać na kilka taśm. Można było cofnąć i z powrotem wejść z zapisem po jakimś słowie. Można było grać po jednym aktorze jak i po kilku aktorów. Było to o dużo łatwiejsze i szybsze.

......Obrazek
Jerzy Januszewski podczas pracy rok 1978. ( W tle "Magnateck")

Kolejna rewolucja jaka czekała nas, operatorów dźwięku, było nadejście magnetowidów. Jak wiadomo film na taśmie celuloidowej kosztował dużą sumę pieniędzy a z nadejściem pierwszych magnetowidów mieliśmy już dwucalową taśmę ampexowską z jedną ścieżką dźwiękową monofoniczną. Takie to filmy zaczęły coraz częściej przychodzić do TV na początku lat 70-tych i mieliśmy problem co z tym teraz zrobić. Zaczęto te filmy przegrywać na taśmę filmową 16 mm, ale co z dźwiękiem? W Poltelu zaczęto robić jakieś próby ale to nie wychodziło. Wtedy ja z kolegą z TVP wymyśliliśmy metodę udźwiękowiania tych filmów. W studiach S.O.F. były projektory i magnetofony na taśmę 16 mm, w TVP mieli stary i nieużywany telerekording, który też chodził na 16 mm. Można już było film przegrać z tej dwucalowej taśmy ampexowskiej na telerecording. Dźwięk zaś nagrywaliśmy na osobną taśmę magnetofonową 16 mm. Teraz trzeba było wymyślić synchronizację dźwięku z obrazem. Jak po nagraniu dubbingu z powrotem obraz i dźwięk synchronicznie połączyć na tej ampexowskiej, oryginalnej taśmie. Musieliśmy zmazać tą ścieżkę oryginalną i wgrać polski dubbing. Siedzieliśmy nocami w Telewizji i wykombinowaliśmy metodę sygnałów początkowych, które nam synchronizowały te urządzenia. Dzięki temu po kryzysie pierwszych lat 70-tych, kiedy otrzymywaliśmy coraz mniej filmów do dubbingowania dla kin, zaczęliśmy robić coraz więcej dla TVP. Była to zupełna innowacja. Nikt wcześniej przed nami tego nie robił, Niemcy coś próbowali ale po 10 minutach nagrania rozchodził im się dźwięk z obrazem. Nam natomiast udawało się nagrywać synchronicznie 1,5 godzinne filmy. Filmy które ja opracowywałem, osobiście nadzorowałem przegranie ich na ampexa w TVP. Chciałem mieć pewność, że odpowiednio dopilnuje się startu obu taśm i tym samym nie zniszczy się naszej wielotygodniowej pracy.

W roku 1968 do SOF wkroczył NIK który przez prawie 9 miesięcy sprawdzał każdy papierek. Oczywiście nie bez powodu - urzędnicy z Centrali musieli wygryźć naszego dyrektora Seweryna Nowickiego i zrobić miejsce dla swojego protegowanego. Jednak, okazał się on być dobrym dyrektorem. Bardzo dbał o dubbing i potrafił zdobywać na niego pieniądze. Ponieważ był z PSLu bardzo dbał o kina wiejskie. Stworzył ekipy objazdowe które wyświetlały filmy w Wiejskich Domach Kultury i remizach strażackich. Później kiedy nastał dyrektor Garbacz, nie miał on już takiego umocowania w strukturach władzy i nie potrafił zdobywać funduszy na naszą pracę. Zaczęto robić zaledwie ok 20 filmów do kinematografii, w większości filmy dla dzieci. Natomiast w latach 60-tych opracowywaliśmy naprawdę dobre filmy dla dorosłych.
Musieliśmy zacząć kombinować gdzie by tu znaleźć pracę i stąd wziął się dubbing telewizyjny. Telewizja zapewniła nam dużo pracy, dobrej pracy, ale niestety za marne pieniądze. Wejście magnetowidów zapewniło nam front robót - zrobienie kopii filmowej na taśmie 35 mm specjalnie do dubbingu kosztowało sporo pieniędzy, natomiast nasza metoda współpracy telerekordingu z taśmą 16 mm była o wiele wiele tańsza.

.Obrazek.Obrazek
Opowieść o dzikim koniu - "Czarny mustang" wyreżyserowanym w polskiej wersji językowej przez Seweryna Nowickiego.

W 1980 roku opracowywaliśmy dubbing do rosyjsko-polskiego filmu "Krach operacji Terror". Film opowiadał o pracy towarzysza Dzierżyńskiego jako szefa komunikacji transportu. Zdjęcia nakręcano w ZSRR, polski dźwięk u nas w SOF i później przegrywaliśmy to w Moskwie. Tak się złożyło, że niektóre sceny uległy zniszczeniu u nich w laboratorium i trzeba było je nagrać ponownie. Między innymi scenę dziejącą się w więzieniu na Łubiance. Było tam więzienie kobiece. Dzierżyńskiego grał Krzysztof Chamiec. Spotkała nas tam zabawna przygoda. Pojechaliśmy na zdjęcia do więzienia, tego dnia mieliśmy nagrywać dwie sceny. Około godziny 14 chcieliśmy wyjść na obiad, wtedy okazało się, że kierownik produkcji załatwił nam przepustkę na wejście do więzienia ale zapomniał o przepustce na wyjście. Chcieliśmy wyjść ale strażnik był niewzruszony - propuska niet!
Wyrobienie przepustki, przy ich stylu pracy to godzina albo i dwie. Na to Chamiec, jeszcze w przebraniu Dzierżyńskiego, w jego mundurze rzekł twardo: "A ja wyjdę!" i skierował się wprost na strażnika. Ten osłupiał, zmienił mu się wyraz twarzy, zaczął się prężyć, zasalutował i otworzył kratę. Chamiec wyszedł. Później zadzwonił do nas z miasta, że jest już na obiedzie i pije wódeczkę.
Przegranie filmu było przed samym stanem wojennym. Ponieważ miałem już film opracowany i znałem go na pamięć, więc przegrałem go w dwie godziny. Reżyser rosyjski, z którym pracowałem i z którym się zaprzyjaźniłem, złapał się za głowę.
- U nas się tak nie robi! Tak tu nie można! U nas się robi jeden akt dziennie - taką mamy normę.
Więc posadziliśmy asystenta, który przychodził na ósmą rano i puszczał po kolei te akty, a my w tym czasie zwiedzaliśmy Moskwę.
Moskwa robiła wtedy straszne wrażenie. Mieszkaliśmy w centrum miasta w hotelu "Rosija" i stamtąd jechaliśmy do Mosfilmu metrem. Zawsze zakładaliśmy się: kto pierwszy zobaczy ładną dziewczynę. Często zakład był nie rozwiązany z powodu... braku ładnych kobiet. Dziś jak pojedzie się do Moskwy, to jest to Europa, wielki świat, ale wtedy...
Któregoś dnia poproszono mnie na jakieś szkolenie do Ostankina, ich stacji telewizyjnej. Dojechałem tam i pytam w czym mnie chcą przeszkolić? To nie wy będziecie szkoleni ale to pan będzie szkolił nas - usłyszałem. Okazało się, że Rosjanie zakupili w Jugosławii aparaturę ampexowską, rozebrali to na części pierwsze, skopiowali i w jednej ze swoich fabryk wyprodukowali (oczywiście nielegalnie) z setkę takich ampexów, ale nie wiedzieli jak na nich pracować. Jak za ich pomocą udźwiękowić i dubbingować filmy. Chcieli się dowiedzieć jak my to robimy. Przez kilka dni próbowałem ich tego nauczyć. Finał był taki, że ich szef kiedy zobaczył ile pracy to wymaga, pokiwał głową i stwierdził, że to za dużo roboty - będziemy to robić w szeptance.
I robili - wyglądało to tak: puszczano film a dialogi naczytywało z ośmiu aktorów, nawet dobrych aktorów rosyjskich, dobranych według klucza - kiedy mówił staruszek jego kwestie czytał starszy aktor, kiedy na ekranie był młody aktor - czytał młody aktor, jak była młoda kobieta - czytała młoda aktorka itd. Robiono to pseudo synchronicznie, zbliżano się do synchronu ale pod spodem było słychać dźwięki oryginalne. Kiedy to usłyszałem złapałem się za głowę - no, nieźle ich wyszkoliłem!
Jednak zapłacono mi za każdy dzień okrągłą sumkę 70 rubli za które mogłem kupić sobie masła, artykułu deficytowego w Polsce. Zakupiłem więc całą skrzynkę masła, zapakowałem w pudło od filmów które ostemplowano mi w Mosfilmie i tym sposobem udało mi się przewieźć je przez granicę. Masło którego nie było w Polsce a w sklepach były puste półki i dostać można było tylko ocet. Takie to piękne były czasy.
Kilka dni później ogłoszono stan wojenny. Zamknięto studio i zaczęły się rządy naszego wodza Jaruzelskiego.
Na krótko przed Bożym Narodzeniem wyciągnięto mnie z domu w skarpetkach. Zawieziono mnie do TVP i towarzysze wojskowi kazali mi zgrać Flintstonów by można było to wyemitować na święta. Zabrałem od nas ze Studia taśmę z Flintstonami i pojechałem z nią na Woronicza. To co zobaczyłem przypominało sceny z filmów wojennych. Absolutny kocioł.
Aby zapisać ten film na Ampexie trzeba było najpierw odnaleźć taśmę ampexowską z oryginałem. Udałem się do magazynu i to co tam zobaczyłem mogło przyprawić o atak serca. Wiele taśm zniszczonych, puste półki - niektóre prawie całkowicie opróżnione, np. te gdzie były taśmy z zapisanymi Teatrami TV. Zgroza. Taśmy te zabierano z magazynu i nagrywano na nich audycje propagandowe w wojskowym studio na Mokotowie. Udało mi się jedynie uratować serial "Rodzina Straussów" który ukryłem gdzieś na zapleczu magazynu. Taki to był wkład gen. Jaruzelskiego w kulturę polską.

..Obrazek.Obrazek
Dwa kadry z serialu "Rodzina Straussów".

Jednym z ostatnich dubbingów nagranych przeze mnie był serial "Mahabharata" wyreżyserowany przez Marię Piotrowską. Bardzo trudny ale z dobrym wynikiem.
Ostatnim filmem dubbingowanym w SOF przed jego rozwiązaniem była francusko-polska produkcja "Les Milles" ("Pociąg do wolności"). Dobrze zrobiony dramat wojenny o komendancie obozu dla Niemców i Żydów któremu udało się ich wyekspediować pociągiem na wybrzeże, skąd mogli wyjechać do Stanów, dzięki czemu przeżyli wojnę. Film był bardzo złożony, grało w nim dużo aktorów a nagrywaliśmy go w małym studio na Nabielaka. Mieliśmy już wtedy trochę lepszy sprzęt - wtedy ze Szwajcarii przywiozłem specjalne magnetofony które współpracowały z magnetowidami. Emitowały one time kode (kody czasowe) które były porównywalne z kodami magnetowidów. Obraz z video rzutowaliśmy na ekran za pomocą specjalnego trzy lampowego rzutnika.
Kiedy na premierę tego filmu przyjechał do Warszawy francuski aktor grający tam główną rolę, pamiętam, że był bardzo zadowolony z naszego dubbingu i bardzo nas komplementował. Dialogi - zresztą doskonałe, napisała Maria Etienne a reżyserowała go Ewa Kopaczewska.

Niedługo potem przeszedłem na emeryturę, ale nie siedziałem bezczynnie w domu. Wspólnie z kolegami zbudowaliśmy Studio Sonica, które wpierw mieściło się w pałacu Lubomirskich, przed Ogrodem Saskim. W piwnicach tego pałacu mieliśmy swoje studio i było to już studio cyfrowe. Nie były to jeszcze komputery jakie mamy obecnie - a takie urządzenia dla kompozytorów, do tworzenia muzyki. Na nich robiliśmy nasze pierwsze dubbingi. Później przenieśliśmy się na Mokotów gdzie mieliśmy już trzy sale nagrań i sprzęt najnowszej generacji. Tu też nagrywaliśmy różne filmy dla dzieci z Joanną Wizmur i Krzysztofem Kołbasiukiem. Były to niezłe filmy, profesjonalnie wykonane z planami i dobrą układką. Później odszedłem ze studia. Powodem było pogarszanie się jakości naszej pracy - górę wzięły pieniądze i szybkość wykonania dubbingu. Kiedy teraz śledzę te nowe dubbingi, oczywiście nie te najważniejsze - kinowe, to widzę, że zrobił się u nas wszędzie taki niemiecki dubbing. Wszystko na jednym planie, byle jak i byle szybko. No i nie zawsze jest to po polsku. Kiedyś w TV słyszę jak jeden gość mówi: "półtorej kilometra". O rany mówię, co to jest?
Na takie perełki można się teraz natknąć w dubbingu. Teraz już przyjęło się robić teksty byle jak, byle zgadzało się na długość. Z tego co widzę - to dobre dubbingi robi się teraz w Starcie, mają dobrych redaktorów i robią tam układki, co w dzisiejszych czasach jest coraz rzadsze. Zgadzają im się kłapy i jest po polsku. Mają też dobrych operatorów dźwięku którzy umieją operować dźwiękiem.
Na początku lat 90-tych kiedy mieliśmy bardzo mało pracy z dubbingiem do polski weszła reklama. Z Alą Hojnacką dubbingowaliśmy zagraniczne reklamy co nie było łatwą pracą. Szczególnie ciężko mieli konsultanci muzyczni którzy dbali o stronę muzyczną naszych opracowań. Pierwszym naszym konsultantem był Marek Klimczuk, mąż Joanny Wizmur. Później Marek zaczął pracować jako reżyser dubbingu i robi całkiem dobre dubbingi. Niedawno oglądałem w TVP świetnie wyreżyserowany przez niego serial "Pingwiny z Madagaskaru".
W Sonice robiłem jeszcze "Laboratorium Dextera" i serie Poirotów dla C+.

Komputery dają duże możliwości. Można na nich uzyskać różne bardzo ciekawe efekty. Kiedy do kin wszedł dźwięk Dolby Sorround musieliśmy się nauczyć opracowywać dubbing w tym systemie. Jeden z moich młodszych kolegów zabrał się za to i robi dziś te dubbingi w sorroundzie z doskonałym rezultatem. Minęły już te lata najbardziej pracochłonne, z dużą odpowiedzialnością, z dużym stresem przy pracy. Teraz praca jest łatwiejsza, tym niemniej trzeba się nad nią skupić i nie robić błędów. Teraz trudniejszą i bardziej odpowiedzialną pracę ma kierownik produkcji. To on musi notować te wszystkie nagrania, spisywać kody, wiedzieć w którym miejscu jaki gra aktor. Słowem musi mieć cały film w małym paluszku. Natomiast operator nagrywa, ma wszystko gotowe, ma wyznaczone już kody, kogo na której ścieżce nagrać itd. Nie ma tu żadnych planów, musi dbać tylko by nagranie było czyste i czytelne. Później dopiero przy przegraniu przepuszcza się to dopiero przez różne pluginy.`
Teraz jeszcze pracuję czasami jako konsultant przy różnych pracach związanych z nagrywaniem dźwięku. Szkoda tego starego dubbingu - to była fajna praca.
.Obrazek.Obrazek
Amerykański dramat psychologiczny "Dwoje na huśtawce" z Shirley MacLaine i Robertem Mitchumem doczekał się dwóch opracowań dubbingowych - wersja kinowa (1972 r.) w reżyserii Jerzego Twardowskiego z Tadeuszem Jastrzębowskim i Barbarą Wrzesińską, z Jerzym Januszewskim jako operatorem dźwięku i wersja telewizyjna wyreżyserowana przez Zofię Dybowską-Aleksandrowicz z Jerzym Kamasem i Jadwigą Jankowską-Cieślak (1981r).

Jerzy Januszewski (kwiecień 2013 r.)
Ostatnio edytowano 31 maja 2018, o 13:12 przez Zbigniew Dolny, łącznie edytowano 8 razy
Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
 
Posty: 381
Dołączył(a): 15 gru 2011, o 01:28

Re: Jerzy Januszewski - operator dźwięku

Postprzez Dezerter » 23 kwi 2013, o 23:38

Jest to przykre, jak TVP potraktowała w stanie wojennym zbiory które przechowywała w archiwach. W tych warunkach, jakie były, należą się Panu Januszewskiemu wyrazy uznania, że ocalił przed wykasowaniem dubbing do Rodziny Straussów, który to TVP zrekonstruowała w latach 90-tych.

Pan Januszewski rozwiał też wątpliwości co do tego amerykańskiego westernu o którym kiedyś pisałem (kolekcjoner kiedyś nagrał amerykański western z dubbingiem z TVP w latach 80-tych na VHS,kilka lat później chciał odebrać kasetę z domu rodzinnego, ale okazało się, że rodzice miesiąc wcześniej robiąc porządki wyrzucili wszystkie jego kasety VHS na śmietnik). Można przypuszczać, że chodziło właśnie o ten western Był sobie łajdak, no chyba, że TVP do 1989 roku zdubbingowała jeszcze jakiś amerykański western.
Obrazek
Avatar użytkownika
Dezerter
Pan Jarosław
 
Posty: 3073
Dołączył(a): 14 gru 2011, o 22:59

Re: Jerzy Januszewski - operator dźwięku

Postprzez Klapek » 30 kwi 2013, o 10:13

Czasy Pana Jerzego mineły, teraz już się tak nie pracuje. To nad czym się kiedyś pracowało przez cały tydzień robi się w kilka godzin, bo jest Pro Tools ale i całej ekipie zależy na tym żeby jak najszybciej nagrać najwięcej odcinków serialu bo wtedy się tylko to kalkuluje przy obecnych stawkach.
Tylko kierownik produkcji albo mąż kierowniczki produkcji mógłby napisać że ma najwięcej pracy przy dubbingu. Obsadę robi reżyser dubbingu, tłumacz ma oryginalny skrypt w wordzie i nanosi polski tekst, kierownik produkcji wklepuje postać do programu zliczającego liczbę wersów i nr strony na której sie pojawia postać, bierze potem telefon i dzwoni po aktora, potem przygotowuje umowę do podpisania przez artystę. Realizator dźwięku nagrywa, montuje i zgrywa i to siłą rzeczy trwa najdłużej.
Klapek
Stremowany amator
 
Posty: 6
Dołączył(a): 30 kwi 2013, o 09:44

Re: Jerzy Januszewski - operator dźwięku

Postprzez Zbigniew Dolny » 30 kwi 2013, o 11:22

Ad Klapek - masz najzupełniej rację, teraz to są zupełnie inne czasy - dlatego właśnie tak dokładnie odpytuję byłych pracowników SOFu jak to wtedy się pracowało byśmy mieli pojecie z jakimi trudnościami mieli wtedy do czynienia. Ile to kosztowało pracy.
Swoją drogą dzisiaj robi się to chyba za szybko, brak czasu na dogłębniejszą pracę reżysera z aktorem, brak czasami fantazji by poszukać aktora mniej znanego który by nas zaskoczył i uwiódł... no tak ale to wszystko z braku czasu i... pieniędzy... wiem. wiem... można by o tym dużo gadać..
Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
 
Posty: 381
Dołączył(a): 15 gru 2011, o 01:28

Re: Jerzy Januszewski - operator dźwięku

Postprzez ポッテロ » 30 kwi 2013, o 12:43

Zbigniew Dolny napisał(a):Swoją drogą dzisiaj robi się to chyba za szybko, brak czasu na dogłębniejszą pracę reżysera z aktorem, brak czasami fantazji by poszukać aktora mniej znanego który by nas zaskoczył i uwiódł...


Ale to akurat niekoniecznie musi być wina reżysera – być może reżyser znalazł pod postać X aktora, który by nas zaskoczył i uwiódł, ale po castingu okazało się, że producent do roli wybrał jednak Boberka czy innego Ciołkosza i reżyser w tym momencie może tylko położyć uszy po sobie i pracować z takim wyrobnikiem. Nie wiem, jak to drzewiej bywało, ale przypuszczam, że za komuny reżyserzy sami decydowali o obsadzie, a nie, jak dzisiaj, z reguły organizują casting, zapraszając najbardziej ich zdaniem pasujących do roli aktorów, a decyzja jest podejmowana w Stanach. No i niestety, Amerykanie czasem tragicznie się mylą.
Hey hey let’s go 喧嘩する
大切な物をprotect my balls
僕が悪いso let’s fighting
Let’s fighting love
Let’s fighting love
Avatar użytkownika
ポッテロ
Pan Sowa
 
Posty: 2894
Dołączył(a): 15 gru 2011, o 01:56
Lokalizacja: Rybnik

Re: Jerzy Januszewski - operator dźwięku

Postprzez AtoMan » 30 kwi 2013, o 14:42

Warto przeczytać ten wywiad, bo porusza m.in. sprawę castingów.

Ale faktem jest, że przy dubbingu telewizyjnym często wszystko robi się na szybko i nie ma czasu na rozwodzenie się nad niuansami roli - inna sprawa, że często takowych po prostu nie ma, bo np. studio robiące masówki dubbingowe dubbinguje masówki animowane.
Obrazek :mowi: https://youtu.be/8_E_5D3hekc lub https://youtu.be/4c-0ZbEHhGg
Avatar użytkownika
AtoMan
Dubbingpedia.pl
 
Posty: 1514
Dołączył(a): 15 gru 2011, o 01:42

Re: Jerzy Januszewski - operator dźwięku

Postprzez A.K. » 30 cze 2013, o 15:23

Witam
Ostatnio przeczytałem gazetę ''Życie na gorąco'' gdzie w cyklu ''Co u nich słychać'' znalazł się artykuł o pani Karinie Szafrańskiej (aktorce filmowej i dubbingowej, pierwszej spikerce TV Polsat) w której dowiedziałem się że to ona jest założycielką Studia Sonica co mnie zdziwiło gdyż czytając wywiad z panem Jerzym Januszewskim dowiedziałem się że to pan Jerzy wraz z kolegami założył te studio.
A.K.
Pierwszy mikrofon
 
Posty: 384
Dołączył(a): 30 lip 2012, o 22:25


Powrót do Twórcy dubbingu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość