Polski-Dubbing.pl • Zobacz wątek - Halina Wodiczko - dialogistka

Strona główna forum Tworzenie dubbingu Twórcy dubbingu

Forum poświęcone twórcom dubbingu: reżyserom, dialogistom, dźwiękowcom, montażystom itd.

Halina Wodiczko - dialogistka

Postprzez Zbigniew Dolny » 3 mar 2013, o 14:36

Halina Wodiczko
(20.04.1933)

.Obrazek
Halina Wodiczko (fot. Maciej Grochala maj 2013 r.)

Pracę w Studiu Opracowań Filmów rozpoczęłam w roku 1972.
Wcześniej, zanim zatrudniono mnie na etacie, opracowałam kilka filmów dokumentalnych. Miały zapewne sprawdzić moją przydatność do pracy, do której nie miałam żadnego zawodowego przygotowania. Jedynie studia na wydziale Biologii i Nauki o Ziemi, ukończone w 1956 r. stanowiły merytoryczne „zaplecze” do opracowywania dokumentów. Tą bowiem dziedziną twórczości filmowej miałam się zająć w SOF-ie. Wymagało to nieco szerszej wiedzy z zakresu nauk ścisłych niż ta, z którą opuszczało się szkołę średnią .
Po studiach, których program obejmował fizykę, chemię, fizjologię, anatomię, a także geologię i paleontologię łatwiej mi było mierzyć się z tematami z tych dziedzin nauki niż gdybym miała za sobą studia humanistyczne.
Nie znaczy to, że ze wszystkim mogłam sobie poradzić sama. Mimo, że były to filmy popularno naukowe, często musiałam korzystać z pomocy konsultantów. I ten właśnie etap pracy nad filmem był najciekawszy i pozostawił wspaniałe wspomnienia. Poznałam wielu ciekawych, często niezwykłych ludzi. Rozmowy z nimi wybiegały daleko poza tematy filmów, których polską wersję opracowywałam. Nie zapomnę spotkań z nieodżałowanymi, przedwcześnie zmarłymi Wandą Rutkiewicz i Andrzejem Zawadą przy opracowywaniu wielu filmów o wyprawach w Himalaje czy z wybitnym astronomem prof. Włodzimierzem Zonnem. Wieloletnia współpraca z prof. Maciejem Gliwiczem i prof. Krzysztofem Dmowskim przy filmach przyrodniczych przerodziła się z czasem w przyjaźń..
Dziś, gdy większość wątpliwości możemy wyjaśnić z pomocą internetu, dziwić może grono profesorów, którzy poświęcali swój cenny czas na tak – wydawałoby się – mało ważną działalność. Ale w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych filmy dokumentalne realizowane przez Anglików, Francuzów, Hiszpanów czy Amerykanów, przed którymi cały świat stał otworem, u nas były ważnym źródłem wiedzy, wymienianym na przykład przez uczestników olimpiad. Widzowie tych filmów, w krajach w których powstawały, mieli u siebie niemal w każdym kiosku bogaty wybór czasopism popularno-naukowych. W naszym kraju egzemplarze tych periodyków można było znaleźć w bibliotekach niektórych instytutów naukowych, ale w domach prywatnych jedynie u osób, które miały szczęście dostać paszport i przywieźć do Polski pojedyncze ich egzemplarze. Toteż takie cykle filmów angielskich, francuskich, włoskich, hiszpańskich jak „Świat, który nie może zaginąć”, kilka serii filmów Jacques’a Cousteau, „Mała encyklopedia zwierząt”, „Poznajmy je lepiej”, „Dzikie horyzonty”, „Prywatne życie roślin”- Sir David’a Attenborough’a i setki innych filmów z jego udziałem stanowiły – zwłaszcza dla młodzieży - ważne pozycje programów telewizyjnych.

.Obrazek.Obrazek
Jeden z moich ulubionych seriali przyrodniczych do którego polski tekst napisała Halina Wodiczko - "Miłośnicy zwierząt" Geralda Durrella.

Dziesiątki innych seriali oraz tysiące pojedynczych filmów były cennym elementem programów telewizyjnych. Dlatego też tak ważna była troska o to, by interpretacje rozmaitych zjawisk, były jasno i przystępnie formułowane a przede wszystkim by do komentarzy nie wkradł się żaden błąd. Niestety w oryginalnych tekstach było ich wcale nie mało i to czasem tak kardynalnych jak: „Kazachstan to ojczyzna Kozaków”, czy „...w 1963r. Amerykanie wylądowali na Księżycu” [film z serii „Ratujmy planetę” prod.BBC(!)]

Osobny rozdział stanowiły filmy o sztuce.
Źródłem największych wzruszeń była dla mnie zawsze muzyka. Już w czasie studiów, jak i po ich zakończeniu pracowałam najpierw w chórze Filharmonii Narodowej, później w Zespole Kameralnym Muzyki Dawnej i w końcu w Towarzystwie Chopinowskim. Toteż z wielką radością opracowywałam filmy muzyczne - biografie takich mistrzów jak Yehudi Menuhin, Dawid Ojstrach, Herbert von Karajan, Ditrich Fischer- Discau, słynny choreograf i tancerz Maurice Béjart, którego wzorcowe „Święto wiosny” Igora Strawińskiego miałam szczęście oglądać w Holandi, tak jak i samego mistrza w balecie do muzyki Arnolda Schenberga.
Z równą przyjemnością opracowywałam komentarze do filmów z innych dziedzin sztuki. Były wśród nich zarówno filmy biograficzne jak i poświęcone kierunkom i stylom w architekturze, malarstwie, muzyce, filmie. Poszerzały one moja wiedzę i stwarzały okazje do poznania wielu ciekawych osób - tym razem - historyków sztuki, dziedziny, która zawsze była mi bliższa niż ta, której poświęciłam kilka lat studiów.
Decyzja wyboru tego kierunku okazała się jednak słuszna gdy znalazłam się w bardzo trudnych dla mnie latach za granicą i postanowiłam jakiś czas tam pozostać. Jako biolog, mogłam pracować w laboratoriach analitycznych w przychodniach i szpitalach. Pracy nie trzeba było szukać. W Skandynawii, gdzie się znalazłam, chętnych przyjmowano z otwartymi rękami. Praca w szpitalu, kontakt z pacjentami, a także korzystanie z najnowocześniejszego sprzętu – to były zupełnie nowe doświadczenia. Wiele musiałam się nauczyć, żeby lepiej zrozumieć funkcjonowanie ludzkiego organizmu. Anatomię człowieka zdawałam na pierwszym, lub drugim roku studiów. Po 15 latach niewiele zostało mi w pamięci. Te nowe doświadczenia ułatwiły mi potem opracowywanie komentarzy takich znakomitych seriali filmowych jak: „Niewiarygodna podróż w głąb ludzkiego ciała”, „Cudem urodzone”, „Walka o życie”, „Siła ludzkiego instynktu”, „Ludzki umysł” i wielu innych filmów z dziedziny dotyczącej pracy naszego organizmu, zaburzeń w jego funkcjonowaniu i metod ich usuwania.

.Obrazek.Obrazek
"Odbicia w lustrze" reż.Rezso Szoreny, W 1977 roku robiłyśmy razem dosyć przeciętny dramat węgierski „Odbicia w lustrze”. Iza tak doskonale dobrała obsadę aktorską z Jadwigą Jankowską-Cieślak, Barbarą Wrzesińską i Zbigniewem Zapasiewiczem, że zarówno film jak i dubbing zebrały doskonałe recenzje. Praca z Izą była bardzo ciężka, ale widać było ile ona w to wkłada serca i jak wytrwale dąży do założonego celu. Już po pierwszym obejrzeniu filmu wiedziała dokładnie, jakiego głosu poszukiwać i jak głosem zbudować daną postać. Często przekładało się to na wygląd zewnętrzny danego aktora. Aktor mający taką a nie inną posturę zagra dobrze rolę którą zagrał inny o zbliżonych warunkach zewnętrznych. Iza zawsze wytrwale szukała wymarzonego aktora i zwykle znajdowała takiego. - wspomina Halina Wodiczko.

Jak wspomniałam na wstępie, moim głównym zajęciem w Studiu miało być opracowywanie komentarzy filmów dokumentalnych - głównie dla telewizji. Zaledwie kilka opracowanych przeze mnie filmów tego typu weszło na ekrany kin. Najlepiej utkwił mi w pamięci film o wyprawie na Antarktydę Jean-Jacques’a Cousteau i film "Wspomnienia z przeszłości" o Denikenie, w którym przedstawiał on rzekome dowody, mające uzasadnić słuszność jego nonsensownych teorii.
Oprócz godzinnych komentarzy kinowych, zaczęłam z czasem robić „układkę” czyli dubbingować filmy fabularne. Pierwszym – o ile dobrze pamiętam – był film produkcji radzieckiej „Kochany drapieżnik” Agasiego Babayana. Reżyserem wersji polskiej był Jerzy Twardowski. Drugim bardzo dobrym filmem - również produkcji radzieckiej była „Minuta milczenia” Igora Szaratowa, którego polską wersję reżyserowała Izabela Falewiczowa. Później przyszła kolej na filmy dla dzieci, wśród nich kilka odcinków z serii „Pszczółka Maja”, „Pippi w krainie Taka-Tuka” i „Lucky Luke”. Kilka kolejnych filmów kinowych zupełnie zniknęło z mojej pamięci. Widocznie nie były warte zapamiętania. Dopiero w 1975 r opracowałam ciekawy film produkcji węgierskiej „Odbicia w lustrze” w reżyserii Rezsö Szörény’ego. Reżyserem wersji polskiej była – jak poprzednio - Izabela Falewiczowa.

.Obrazek.Obrazek
Dwa kadry z filmu "Kochany drapieżnik".

Gdy w roku 1998 SOF zakończyło swoją działalność byłam już na emeryturze, ale jeszcze kilkanaście lat pracowałam na zlecenia redakcji filmowej drugiego programu TVP oraz różnych studiów, których powstało wtedy bardzo wiele. Nadal opracowywałam komentarze filmów dokumentalnych, ale także dialogi wielu serii filmów dla dzieci oraz filmy fabularne w wersji tzw.„szeptanki”.
Na koniec kilka słów na temat techniki opracowywania komentarzy obcojęzycznych.
W pierwszych latach pracowałam na taśmie 35–ciomilimetrowej. Na dwudziestu klatkach taśmy filmowej, poprzedzających wejście lektora, pisałam numer kolejnego akapitu. Gdy w czasie nagrania numer ukazywał się na ekranie dawałam sygnał lektorowi; na jego pulpicie zapalało się czerwone światełko. Warto zaznaczyć, że filmy nagrywane były dziesięciominutowymi aktami bez możliwości przerwania. Najmniejsza pomyłka lektora w ostatnich sekundach dziesiątej minuty oznaczała powtórkę nagrania całego aktu.
W materiałach, które przychodziły z Zachodu obraz był nagrany na taśmie 16-tomilimetrowej. Zawierały one także ton międzynarodowy czyli taśmę z muzyka i efektami dźwiękowymi bez komentarza. Efekt opracowania polskiej wersji był dzięki temu o wiele lepszy. Nie trzeba było wyciszać nadmiernie ścieżki dźwiękowej, tzn. lektora oryginalnej wersji a wraz z nim muzyki i efektów, żeby polski lektor był lepiej słyszalny. Ponadto z uwagi na fakt, że przetłumaczone zdanie jest czasem krótsze lub dłuższe od oryginalnego, usunięcie lektora obcojęzycznego pozwalało polskiemu lektorowi rozpocząć dany akapit wcześniej lub później, żeby jak najdokładniej zsynchronizować tekst z obrazem.

.Obrazek.Obrazek
Interesujący dramat obyczajowy "Minuta milczenia".

Ogromne ułatwienie mojej pracy przyniósł zakup znakomitej aparatury nagraniowej. Na sali nagrań, pod ekranem znajdował się licznik. Po zamontowaniu liczników na stołach montażowych skończyło się pisanie numerków na taśmie filmowej.
Dalszym ogromnym ułatwieniem był wprowadzony w 1986 roku magnetowid oraz umieszczenie kodu czasowego na taśmie filmowej. Odtąd już tylko spisywało się cyferki, oznaczające kolejne wejście lektora. Początkowo do mojej dyspozycji był tylko jeden magnetowid, który znajdował się w gmachu Telewizji na Placu Powstańców. Chętnych do korzystania z niego było wielu, więc trzeba się było wcześniej zapisywać. Można było popracować dwie, trzy godziny. Potem były też do dyspozycji magnetowidy w Redakcji Opracowań Filmowych na Woronicza, aż do czasu gdy znalazły się one obok telewizorów w bardzo wielu polskich domach. Dziś już mało kto o nich pamięta. Wszelkie funkcje aparatury służącej dotychczas do opracowywania polskiej wersji zagranicznych filmów przejął komputer. Możliwość umieszczenia - na jednym ekranie monitora – obrazu i tekstu filmu jednocześnie stwarza wielki komfort pracy.
Komputer jest w dodatku źródłem ogromnego wachlarza informacji, choć nie zawsze do końca można na nich polegać. Uważam, że w pewnych przypadkach rola konsultantów jest nadal bardzo ważna. I cieszę się, że Telewizja Publiczna do dziś jej nie kwestionuje.

.Obrazek.Obrazek
"Pippi w kraju Taka-Tuka" Reżyser: Zofia Dybowska-Aleksandrowicz
Dialogi polskie: Halina Wodniczko
Teksty piosenek: Zbigniew Stawecki
Operator dźwięku: Jerzy Januszewski
Montaż: Henryka Meldner
Kierownik produkcji: Tadeusz Simiński

W moim długim życiu pracowałam w wielu zawodach. Już pod koniec studiów otrzymałam etat w Laboratorium Ochrony Roślin w Ministerstwie Rolnictwa. Był to raczej manewr ratowania się przed nakazem pracy, który mógł mnie rzucić gdzieś na koniec Polski. Praca była strasznie nudna, wiec gdy tylko zagrożenie minęło uciekłam z Laboratorium i przez kilka miesięcy uczyłam biologii w szkole. Gdy pojawiła się możliwość powrotu do muzyki, która – jak wcześniej wspomniałam - była dziedziną mi najbliższą, natychmiast z niej skorzystałam. Już w czasie studiów pracowałam w chórze Filharmonii Narodowej i zdałam państwowy egzamin, który dał mi prawo uprawiania tego zawodu. Tym razem był to Zespół Muzyki Dawnej. Po dwóch latach wyszłam za mąż i wyjechałam zagranicę. Bardzo szybko zaczęłam pracować w laboratorium analitycznym w szpitalu najpierw w Reykjaviku a potem w Uppsal, w Szwecji. Po powrocie do Polski, po krótkim epizodzie pracy w Służbie Zdrowia, otrzymałam etat w Towarzystwie Chopinowskim. Byłam więc znowu w kręgu muzyki, ale poza Konkursami Chopinowskimi, które były niezapomnianym wspaniałym przeżyciem praca była nudna, papierkowa. Gdy więc padła propozycja od redaktor naczelnej SOF-u Elżbiety Łopatniukowej, mojej koleżanki ze studiów, (z którą jestem spowinowacona) nie wahałam się ani chwili. I wreszcie znalazłam swoje miejsce! Dopiero po kilkunastu latach pracy w SOF-ie wyjechałam na rok do Nowego Jorku. Po powrocie oczywiście wróciłam do pracy i pozostałam w SOF-ie do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego, co miało miejsce w roku 1993.

Patrząc dziś z dystansu na moje działania zawodowe nie mam wątpliwości, że najwięcej wzruszeń i radości dał mi kontakt z żywą muzyką, a największą satysfakcję, poczucie bezdyskusyjnego sensu tego co robię przynosiła mi praca w szpitalach. Ale najcenniejsza dla mnie samej, poszerzająca moją wiedzę, pobudzającą do myślenia, do refleksji i przynosząca wiele radości była praca nad filmami. Do dziś z wielką radością witam każdą propozycję.

(luty 2013)
Ostatnio edytowano 10 gru 2013, o 21:49 przez Zbigniew Dolny, łącznie edytowano 1 raz
Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
 
Posty: 383
Dołączył(a): 15 gru 2011, o 01:28

Re: Halina Wodiczko - dialogistka

Postprzez A.K. » 19 sie 2013, o 08:45

Dzisiaj w TVP Kultura o 16:45 zostanie wyemitowana powtórka filmu dokumentalnego o mężu pani Haliny Wodiczko - Bohdanie (dyrygencie i dyrektorze Teatru Wielkiego w Warszawie) w którym również wystąpiła pani Halina.
A.K.
Pierwszy mikrofon
 
Posty: 383
Dołączył(a): 30 lip 2012, o 22:25


Powrót do Twórcy dubbingu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość