Polski-Dubbing.pl • Zobacz wątek - Jan Moes - dialogista

Strona główna forum Tworzenie dubbingu Twórcy dubbingu

Forum poświęcone twórcom dubbingu: reżyserom, dialogistom, dźwiękowcom, montażystom itd.

Jan Moes - dialogista

Postprzez Zbigniew Dolny » 25 paź 2012, o 21:26

Jan Moes
(ur. 3 czerwca 1928 w Sprowie)

Po wojnie studiowałem Handel Morski w Wyższej Szkole Handlu Morskiego w Gdyni. Znałem dobrze język francuski i angielski. Moi dobrzy znajomi, Jerzy Bednarczyk, który był redaktorem naczelnym w Centrali Wynajmu Filmów i pracujący tam Andrzej Miłosz, skontaktowali mnie z panem Zwonimirem Ferićem, który zakładał wówczas Studio Opracowań Dialogowych na Alei Niepodległości 159.
Studio było jeszcze w budowie, kiedy rozpocząłem pracę 1 stycznia 1956 roku.
Do pracy przyjmował mnie dyrektor Zwonimir Ferić, niezwykły fachowiec, specjalista od spraw językowych.
Roboty budowlane trwały a mnie skierowano na naukę zawodu do Łodzi, do Studia Opracowań Dialogowych, które tam istniało już od 1949 roku na ulicy Traugutta. Dyrektorem i jednym z reżyserów był tu pan Seweryn Nowicki, przedwojenny współpracownik PATa - Polskiej Agencji Telegraficznej. Sybirak pochodzący z Irkucka. Później pan Seweryn Nowicki przeniesie się do Warszawy gdzie zastąpi na fotelu dyrektorskim Zwonimira Ferića, który zajmie stanowisko kierownika produkcji do kinematografii.

.Obrazek
Jan Moes zagrał kilka epizodów w filmach telewizyjnych i kinowych, tu jako narzeczony hrabiny (Iwona Bielska) w filmie "Grzechy dzieciństwa" wg. noweli Bolesława Prusa.

Redaktorami, którzy wprowadzali mnie w tajniki zawodu w łódzkim Studio była pani Krystyna Bilska, Janina Balkiewiczowa i Jan Czarny. To oni zajmowali się tu pisaniem dialogów do opracowywanych filmów. Jak sama nazwa Studia wskazywała, naszą główną domeną pracy był dialog. Tłumaczyliśmy dialogi filmowe i dopasowywaliśmy go przy pomocy tzw układki, synchronicznie i artykulacyjnie pod obraz w filmie.
Kiedy wróciłem do Warszawy, pierwszymi osobami które tam spotkałem był pan Jerzy Kowalski - kierownik administracyjny i pani Henryka Meldner, montażystka która montowała nagrane teksty polskie i synchronizowała je na taśmie filmowej. Później do pracy przyjęto dialogistki: panią Elżbietę Łopatniukową - wspaniałą osobę, która jest kimś szczególnym jako zjawisko i Krystynę Uniechowską. Były to panie, które doskonale znały język polski.
Filmy opracowywaliśmy na podstawie surowego tłumaczenia, które nam przysyłano z Centrali Wynajmu Filmów, albo też wykonywaliśmy surowe tłumaczenia we własnym zakresie. Później ubieraliśmy to w w formę literacką i synchroniczną.
W 1956 roku Stowarzyszenie Autorów ZAIKS uznało naszą pracę za twórczą i objęło ochroną praw autorskich.
Naczelnym redaktorem w SOF był Jerzy Bednarczyk a później Elżbieta Łopatniukowa.

Praca nasza wyglądała w ten sposób, że na sali projekcyjnej wyświetlano nam taśmę filmową podzieloną na tzw. sklejki. Kolejno ponumerowane kawałki filmu wielokrotnie zatrzymywane, cofane a dialogista mając przed sobą surowe tłumaczenie filmu, dopasowywał i podrzucał, proponował różne wersje tekstu, aż to wszystko zgodziło się pod względem literackim i synchronicznym z oryginałem. By sprawdzać synchron na miejscu, zapraszano dwoje aktorów, którzy kolejno naczytywali kwestie. Na sali, w czasie układania i opracowywania dialogów, był też obecny dźwiękowiec i reżyser.

Reżyserzy zajmowali się głównie nagrywaniem, prowadzeniem nagrania na sali z aktorami. To było ich główne zadanie. Postacią bardzo lubianą i barwną był pan Seweryn Nowicki. Miał swoje ulubione powiedzonka i anegdotki. Ponieważ znał dobrze rosyjski częstował nas często różnymi opowieściami ze szczególnym sposobem wysławiania. Miałem do niego słabość i dużą sympatię. Barwną postacią był też niezwykle inteligentny i dociekliwy Jerzy Twardowski. Często żartowaliśmy z jego szczególnego upodobania do pań, aktorek o obfitych kształtach, które często angażował do dubbingu.
Często robiliśmy filmy z języków nie znanych przez nas. Nie znając języka rosyjskiego robiłem rosyjską adaptację "Wieczoru trzech króli" Szekspira. To było jeszcze w Łodzi.

.Obrazek.Obrazek
Dwa kadry z rosyjskiej adaptacji "Wieczór trzech króli" Szekspira do której dialogi polskie pisał Jan Moes.

Zanim przyjęto mnie do pracy w Studio mówiło się o dubbingu do pierwszego zachodniego filmu wprowadzonego na nasze ekrany, o "Murach Malapagi". Podawano to jako przykład ingerencji cenzury w tkankę tekstową. Przerabiano tam bohaterów filmu, którzy byli gangsterami, czy też niezbyt świetlanymi postaciami na bohaterów wojennych. Odpowiednio preparowało się teksty dla odbiorcy kinowego.
Wtedy główną naszą pracą było opracowywanie filmów dla kin, później dopiero w połowie lat 60-tych zaczęliśmy robić filmy dla telewizji.
Jednym z filmów, który szczególnie zapadł mi w pamięci, był debiut Sidneya Lumeta "12 gniewnych ludzi". Nad tekstem pracowałem wtedy wspólnie z Włodzimierzem Kozłowskim, moim kolegą, który zwykle opracowywał napisy do filmów. Film ten był niezwykle trudny w ułożeniu. Akcja jego rozgrywała się w jednym pokoju, w bliskich planach i polegała na dialogu. Musieliśmy bardzo się nabiedzić by polski dialog był dobry, potoczny, pasujący do sytuacji, do sceny i czytelny, słyszalny dla widza w kinie.

.Obrazek.Obrazek
Dwa kadry z filmu Sidneya Lumeta "12 gniewnych ludzi".

Innym filmem o podobnym stopniu trudności była słynna "Anatomia morderstwa" Otto Premingera. Z seriali, których później sporo robiłem dla TVP, wryła mi się w pamięć praca nad "Sagą rodu Paliserów".
Pod koniec mojej pracy w Studio wszedł w życie uproszczony system pracy nad dialogiem. Do nagrywania tekstów nie wynajmowano już aktorów, tylko lektora i czytało się opracowywany dialog na bieżąco, synchronicznie z obrazem.
Czasami udzielałem się jako lektor w dubbingu, nagrywaniu tzw. gwar czy też grałem malutkie epizodziki w kilku filmach. Krzysztof Nowak Tyszowiecki zaangażował mnie do takiej malutkiej rólki w ekranizacji "Grzechów dzieciństwa" Bolesława Prusa. Nie przywiązywałem jakiejś większej wagi do tego i niechętnie udzielałem się w tej materii.
W dubbingu pracowałem prawie do końca 1988 roku, wtedy przeszedłem na emeryturę. Jednak jeszcze przez wiele lat pracowałem nawet intensywnie dla prywatnych studiów na umowy o dzieło.
Parokrotnie się zdarzyło, że będąc za granicą, mając propozycję pozostania, rezygnowałem z emigracji bardzo sobie ceniąc pracę w SOF, chociaż z biegiem lat poziom płac w SOFie zbliżał się niepokojąco do poziomu płac sprzątaczek. Tak mówiliśmy wśród naszych kolegów i koleżanek. Lubiłem tę pracę. Jeszcze teraz czasami śni mi się ona po nocach. Chętnie popisałbym sobie nawet te jednogłosowe spikerki, którymi się zajmowałem w ostatnich latach, zanim popsuł mi się wzrok.
Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
 
Posty: 383
Dołączył(a): 15 gru 2011, o 01:28

Powrót do Twórcy dubbingu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość