Polski-Dubbing.pl • Zobacz wątek - Grażyna Dyksińska-Rogalska - Dialogistka

Strona główna forum Tworzenie dubbingu Twórcy dubbingu

Forum poświęcone twórcom dubbingu: reżyserom, dialogistom, dźwiękowcom, montażystom itd.

Grażyna Dyksińska-Rogalska - Dialogistka

Postprzez Zbigniew Dolny » 24 mar 2016, o 09:30

Grażyna Dyksińska-Rogalska
(ur. 15 października 1946 w Warszawie)

.Obrazek
Grażyna Dyksińska-Rogalska w fotografii Macieja Grochali.

POCZĄTKI

Był lipiec 1969 rok, pamiętny rok w dziejach ludzkości - człowiek po raz pierwszy wylądował na Księżycu. Transmisję z tego wydarzenia oglądałam w Szwecji, gdzie spędzałam moje ostatnie studenckie wakacje. Nie były to oczywiście wakacje tylko praca od siódmej rano w szkółce doświadczalnej przy zbieraniu owoców. Po trzech miesiącach za zarobione pieniądze wyruszyliśmy (ja i mój przyszły mąż) zwiedzać Europę. Dotarliśmy do Francji do mojej przyjaciółki, która mieszkała w Paryżu. I tam otrzymałam wiadomość z Warszawy od mojego ojca, że mam szansę na ciekawą pracę, zgodną z moim wykształceniem, w Studiu Opracowań Filmów. Ukończyłam właśnie polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim oraz Szkołę Języka Angielskiego Metodystów. Jeśli się zdecyduję, to powinnam szybko wracać. Wtedy Studio kojarzyło mi się z miejscem, dokąd jeździł mój ojciec na tzw. komisje artystyczne. I tak zaczęła się moja życiowa przygoda z SOF-em, która trwała do końca istnienia Studia. Miałam szczęście zaczynać pracę w czasach największego rozkwitu SOF-u. Dubbingowane były wtedy znakomite filmy fabularne i seriale telewizyjne. Oczywiście było też sporo propagandowych gniotów np. NRD-owski serial „Krupp und Krauze”, o złym kapitaliście i wyzyskiwanym robotniku. Wtedy dialogiści starali się stanąć na wysokości zadania. Po prostu twórczo zmienialiśmy niestrawne fragmenty dialogów z szacunku dla polskiego widza.

.Obrazek

Warto wspomnieć, że nie była to moja pierwsza praca związana z filmem. Jako studentka zajmowałam się nagrywaniem prelekcji do kin.W tamtych czasach często w kinach wybitne filmy były poprzedzone prelekcją. Pamiętam, jak nagrywałam teksty krytyka filmowego Leona Bukowieckiego na wielkim magnetofonie Melodia, ćwicząc z uporem poprawną wymowę obcych nazwisk reżyserów i aktorów. Potem były jeszcze dwa epizody filmowo-telewizyjne: statystowanie w „Lalce” Wojciecha Hasa oraz udział w telewizyjnym programie satyrycznym Krzysztofa Teodora Toeplitza pt. „Słownik wyrazów obcych”. Program ten szedł w TVP ponad rok. Każde hasło było ilustrowane filmowymi scenkami, w których niekwestionowaną gwiazdą był znakomity krakowski aktor Zdzisław Leśniak. Były to oczywiście zajęcia dorywcze.

Przyszłam do Studia pod koniec 1969 roku na staż, który trwał 3 miesiące. Wówczas dyrektorem SOF-u był Antoni Kupiec. Nadchodził właśnie czas przełomu w metodzie pracy dialogistów. Zdążyłam jeszcze poznać pracę w zespole. W słynnej sali C w Alejach Niepodległości (uwiecznionej później w „Człowieku z marmuru” Andrzeja Wajdy) siedziało 2 dialogistów i układało tekst pod kątem literackim i synchronicznym do ukazujących się na ekranie fragmentów filmu pociętego na sklejki. W sali panował mrok, tylko mała lampka oświetlała pulpity dialogistów. Przetłumaczone i opracowane dialogi naczytywała ciepłym głosem aktorka Alina Bukowska. Była to metoda czasochłonna i nie przetrwała próby czasu, gdyż wraz z rozwojem telewizji przybywało filmów do dubbingowania. Dialogiści zaczęli pracować samodzielnie przy stołach montażowych.

Obrazek
Obrazek

Najpierw pisałam komentarze do filmów dokumentalnych. Mój pierwszy film pt. „Listy z Terrasson” wydał mi się strasznie nudny. Nie mogłam doczekać się filmów z akcją, z żywymi dialogami. Wkrótce okazało się, że studia filologiczne są przede wszystkim bogactwem wiedzy teoretycznej, a faktyczną umiejętność pisania dobrych dialogów zdobywa się w praktyce. Trafiłam pod skrzydła Krystyny Albrecht, znakomitej dialogistki, od której wiele się nauczyłam. Była wymagająca, nawet surowa, ale otoczyła mnie, świeżo upieczoną dialogistkę, nieco zagubioną wśród starszego i doświadczonego grona redaktorów, opieką i obdarzyła przyjaźnią.

Bezcennym dopełnieniem pracy nad tekstem były spotkania adiustacyjne z Elżbietą Łopatniukową, naczelną redaktor Studia. Wnikliwa, uważna, bezbłędnie wyczuwała każdą sztuczność dialogów. Dzięki temu jej uwagi były tak trafne.

.Obrazek
Krystyna Albrecht, Elżbieta Łopatniukowa, Halina Wodiczko, Katarzyna Dziedziczak, Grażyna Dyksińska-Rogalska, Ewa Kępińska, Ewa Choba, Krystyna Uniechowska, Joanna Kimkiewicz, Maria Etienne. Warszawa Rok 2004

Filmy, które utkwiły mi w pamięci z pierwszych lat pracy w SOF-ie wiązały się zwykle z jakimiś wydarzeniami, osobistymi przeżyciami. W 1976 roku pracowałam (razem Krysią Albrecht i Janem Moesem) nad dubbingiem angielskiego serialu pt. „Wojna i pokój” w reżyserii Johna Davies’a. Reżyserem wersji polskiej była Zofia Dybowska-Aleksandrowicz. Serial składał się z 20 odcinków. Tempo pracy było nadzwyczajne, bo pierwsze odcinki były już emitowane w telewizji. W takiej sytuacji kompletnie nie myśli się o sobie. Byłam wtedy w ostatnim miesiącu ciąży. Do wieczora omawiałam z Elżbietą Łopatniukową tekst. Potem Ela odwiozła mnie maluchem (Fiat 126P) do domu. Wbił mi się w pamięć każdy przejazd przez torowisko – Rakowiecka, Nowowiejska, Aleje Jerozolimskie... Następnego dnia nad ranem urodził się mój syn – Marek.

Ważnym etapem pracy dialogisty była współpraca z reżyserem. Spośród grona reżyserów SOF-u najmilej wspominam Marię Piotrowską, Marię Olejniczak i Izabellę Falewiczową. Wprawdzie praca z Izą wymagała anielskiej cierpliwości, bo Iza była precyzyjna do bólu i drążyła każdy szczegół, ale jej wnikliwość budziła szacunek. Pamiętam, jak ślęczałam godzinami w starym BUW-ie (dawna Biblioteka Uniwersytecka) nad historycznymi dokumentami, żeby sprawdzić wszystkie dostępne fakty i daty, które dotyczyły czechosłowackiego filmu pt. „Brzetysław i Jitka”. Otóż okazało się, Iza Falewiczowa miała rację. Reżyser oryginału pomylił w tej średniowiecznej opowieści ważną datę. W polskiej wersji zostało to poprawione. Czapki z głów!

.Obrazek
Na zdjęciu: Grażyna Dyksińska-Rogalska, Joanna Klimkiewicz, Mieczysława "Misia" Kucharska, Iza Falewiczowa i Zbigniew Dolny (fot. Maciej Grochala).

Jednym z moich pierwszych samodzielnych dubbingów był western, nie pomnę już tytułu. Reżyserem wersji polskiej był Jerzy Twardowski. Wiąże się z tym filmem pewien przykry dla mnie incydent. W czasie kolaudacji okazało się, że w trakcie nagrań reżyser zmienił poprawną odmianę nazwiska: córka generała Kingsley’a, na niepoprawną – córka generała Kingsley. Naiwnie sądziłam, że reżyser przyzna się, że to on dokonał tej zmiany. Ale tak się nie stało. Wszystko poszło na moje konto.To mi uzmysłowiło, jakie jest miejsce dialogisty w szeregu.

NABIELAKA 15

Część SOF-u mieściła się na Dolnym Mokotowie w pobliżu Łazienek przy ulicy Nabielaka 15. Była to enklawa ciszy i spokoju w porównaniu ze Studiem w Alei Niepodległości. Tu pracowali, rzec można od zawsze, redaktorzy napisowi: Stanisław Ułłowicz, Stanisław Olszewski, Bogdan Paszkiewicz, Andrzej Miłosz, Włodzimierz Kozłowski, Jerzy Grabowski, Stefan Mroczek. My dubbingowcy (same panie z wyjątkiem Jana Moesa) zajmowaliśmy kilka przechodnich montażowni. Ale nikt nie narzekał. Bliskość bujnej zieleni Parku Łazienkowskiego, gdzie wiosną można było wyskoczyć na spacer, by przewietrzyć głowę, działała kojąco. Życie towarzyskie napisowców i dubbingowców kwitło w holu. Koło południa wszyscy wylegali ze swoich dziupli na drugie śniadanie. Były to miłe, wspólne chwile wytchnienia.
Na Nabielaka była też bardzo pomocna biblioteka ze sporym zbiorem słowników i encyklopedii, łącznie z najbardziej prestiżową anglojęzyczną Encyklopedią Britanicą.
Gros znakomitych dubbingów kinowych i telewizyjnych powstało właśnie tu, w pokoikach, w których 90% powierzchni zajmował stół montażowy. Tutaj pracowałam nad dialogami polskimi do takich filmów fabularnych jak: „Kto się boi Virginii Woolf,” w reżyserii Mike’a Nicholsa, z Elizabeth Taylor i Richardem Burtonem w rolach głównych, w polskiej wersji - Aleksandra Śląska i Mieczysław Voit, „Śmierć w Wenecji” Luchina Viscontiego wg noweli Tomasza Manna, z przejmującą muzyką Gustava Mahlera, w roli głównej Dirk Bogarde, w wersji polskiej Edmund Fetting, czy „Zimowa opowieść” Williama Szekspira. W latach 80-tych cykl niemal wszystkich sztuk Szekspira, zrealizowany przez BBC w formie spektakli teatralnych, został zdubbingowany w Studiu Opracowań Filmów. Przy wybitnych filmach nieodzowna była współpraca z konsultantem, to był prawdziwy urok naszej pracy. Poznałam wtedy panią Annę Staniewską, która zajmowała się w PIW-ie dramatem elżbietańskim, a w szczególności dramatami Szekspira. Pamiętam jej niewielkie mieszkanie przy ulicy Foksal, dokąd jeździłam omawiać tekst „Zimowej opowieści”. Mieszkała w starej, przedwojennej kamienicy na ostatnim piętrze, tuż obok redakcji PIW-u. Każde spotkanie z panią Anną, budziło we mnie podziw dla jej fachowości i słuchu językowego. Do dziś zachowałam maszynopis z jej poprawkami.
Czasem współpraca z konsultantem przeradzała się we współpracę w innej dziedzinie. Tak stało się w przypadku Jerzego Siemasza, konsultanta filmów anglojęzycznych, z którym miałam przyjemność pracować nad wspólnym przekładem sztuki Woody’ego Allena „Zagraj to jeszcze raz, Sam”. (Premiera miała miejsce w Teatrze Studio w Warszawie w 1986 roku, reżyserem był Adam Hanuszkiewicz, w roli głównej wystąpił Wojciech Malajkat) Sztuka grana jest do dziś przez teatry w całej Polsce. (Wydana drukiem przez Wydawnictwo Phantom Press w 1993 w serii Biblioteka Mistrzów).

.Obrazek

DUBBING CZY NAPISY

Po latach pracy pisania dialogów do filmów dubbingowanych, miałam możliwość zdobycia nowej umiejętności – sztuki opracowywania napisów. Moim nauczycielem był Stanisław Olszewski, znakomity napisowiec z wieloletnim doświadczeniem. Zaczynałam oczywiście od trzeciorzędnych „dzieł”, żeby wreszcie doczekać się takich filmów jak: „Rain man”, „Frantic”, „Fisher King”, czy „Tango i Cash”. Mogłam teraz porównać te dwie formy opracowań. Bardziej odpowiadał mi dubbing. Dawał większą swobodę autorowi dialogów, był mniej „techniczny”.

.Obrazek
ZAiKS, Zarząd Sekcji Autorów Dzieł Filmowych i Telewizyjnych. Od lewej strony: Janusz Rzeszewski, Grażyna Dyksińska-Rogalska, Feliks Falk, Ilona Łepkowska, Andrzej Miłosz.

BAJKI

Filmy animowane dla dzieci były dla nas­ niewyczerpanym źródłem pracy, a w latach 90-tych i później stały się pozycją dominującą. W SOF-ie dubbingowane były zarówno filmy pełnometrażowe jak i seriale. Najlepsze z nich przeszły do historii. Chociażby „Pszczółka Maja” ze słynną piosenką Zbigniewa Wodeckiego, czy „Smerfy” z niezapomnianym Gargamelem w wykonaniu Wiesława Drzewicza. Serial „Smerfy”, jeden z najsłynniejszych seriali na świecie, miał swoją premierę w TVP w w 1987 roku. Przypadł mi w udziale pierwszy odcinek. Na tym etapie podejmuje się zwykle istotne decyzje dotyczące wersji polskiej. Pamiętam, jak wspólnie z Mariuszem Arno Jaworowskim, zastanawialiśmy się, czy dla niebieskich ludków wymyślić zupełnie nową polską nazwę, czy pozostać przy anglojęzycznym oryginale: Smurfs. Zostały smerfy. To z kolei pociągało za sobą stworzenie zabawnych neologizmów typu: smerfnąć, zasmerfować, smerfny itp. Obawialiśmy się trochę reakcji purystów językowych, ale niepotrzebnie. Z czasem zwroty te zaczęły żyć własnym życiem w popkulturze.
Wydaje się, że pisanie dialogów do bajek nie ma odniesienia do bieżącej sytuacji politycznej. Historia z dubbingiem kinowym filmu pt. „Charlie Brown i jego kompania” temu przeczy. Było to w czasach PRL-u, w 1978 roku. Reżyserem wersji polskiej była Zofia Aleksandrowicz - Dybowska, ja pisałam dialogi. Film ten powstał na podstawie słynnego amerykańskiego komiksu Charlesa Schulza „Peanuts” (Fistaszki). Mali bohaterowie (Charlie Brown, pies Snoopy i reszta maluchów) jadą na letni obóz, gdzie przeżywają burzliwe przygody. Jedna z dziewczynek, Patty, ogłasza wybory komendantki żeńskiego obozu i choć każda z dziewczynek dostaje po jednym głosie, Patty ogłasza swoje zwycięstwo, po czym pada zdanie: U nas panuje pełna demokracja! (zwrot ten powtarzał się przy kolejnych głosowaniach). Zbyt oczywiste były skojarzenia z naszą „demokracją”, więc już po nagraniu wersji polskiej, uznano, że trzeba to nieco złagodzić.

.Obrazek
Zdjęcie z kotem to rysunek z autografem słynnego Williama Hanny, amerykańskiego twórcy filmów animowanych, którego poznałam w 1986 roku w Polsce. Pracował z Josephem Barberą. W 1957 otworzyli studio pod nazwą Hanna-Barbera. W latach 70-tych dubbingowaliśmy w SOF-ie jego serial "Między nami, jaskiniowcami", (Flintstonowie)

ROK 1998

Niestety nie udało nam się przetrwać w niepodległej Polsce. Konkurencja wolnorynkowa, ograniczenia biurokratyczne, a może brak determinacji z naszej strony, sprawiły, że SOF przestał istnieć w 1998 roku. Dialogiści z SOF-u zaczęli współpracować z prywatnymi firmami oraz z TVP. Od tej pory, już jako wolny strzelec, zajmowałam się głównie dubbingiem filmów dla dzieci. Choć zdarzył mi się również bardzo trudny film historyczny pt. „Niepochowany” Marty Meszaros. Główną rolę zagrał Jan Nowicki. Jest to opowieść o ostatnich 2 latach życia węgierskiego premiera Imre Nagy'a skazanego na karę śmierci. Film zawierał autentyczne przemówienia Nagy'a wplecione w fabułę. Sporo wysiłku wymagało tzw. naczytywanie długich przemówień z jednoczesnym śledzeniem synchronu. Wtedy zatęskniłam za czasami, kiedy pracowaliśmy parami.


PORTRET RODZINNY W TLE

Z pewnością wpływ na wybór mojego zawodu miał mój dom rodzinny. Zarówno rodzice, jak i moje dwie siostry, byli związani z kinem, filmem lub telewizją. Mój ojciec, jeszcze przedwojenny działacz społeczny i publicysta, zabiegał na łamach prasy o szerszy dostęp do kultury środowisk wiejskich. Pisał także scenariusze do filmów krótkometrażowych. Mama pracowała w firmie, która w latach 60-tych stworzyła sieć własnych kin w Warszawie (Delfin, Mewa, Albatros, Świt) oraz w mniejszych miejscowościach. Zajmowała się między innymi doborem repertuaru filmowego. Jedna moja siostra, historyk sztuki, była dziennikarką telewizyjną, a druga kierownikiem produkcji filmowej. Jej życie zawodowe to niemal historia kina polskiego. Współpracowała z wieloma wybitnymi reżyserami przy takich filmach jak „Lalka” Wojciecha Hasa, „Krajobraz po bitwie” Andrzeja Wajdy, „Zazdrość i medycyna”, „Zaklęte rewiry” Janusza Majewskiego, „Europa” Larsa von Triera czy serialu „Dom” Jana Łomnickiego. Nic więc dziwnego, że przy rodzinnym stole opowieści z planu filmowego były na porządku dziennym. Nawet nasz ukochany „wielorasowy” pies Tobek miał „rodowód” filmowy. Trafił do nas za sprawą aktorki Barbary Brylskiej, która szukała chętnych na szczeniaki od swojej suczki wśród ekipy filmowej.

MIŁOŚNIK DUBBINGU
Lata istnienia Studia Opracowań Filmów w Warszawie i Łodzi wraz z całym jego dorobkiem pozostałyby zapewne rozproszone w naszych wspomnieniach, powoli odchodząc w niepamięć, gdyby nie pewien miłośnik dubbingu z Gdańska. Energia i pasja Zbigniewa Dolnego sprawiły, że tak się nie stało. Chwała mu za to. To on spisał dzieje polskiego dubbingu od czasu jego powstania jeszcze przed Drugą Wojną Światową po czasy współczesne. Częścią tej pracy stały się nasze wspomnienia.
Grażyna Dyksińska-Rogalska (marzec 2016)
ObrazekObrazek
Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
 
Posty: 381
Dołączył(a): 15 gru 2011, o 01:28

Re: Grażyna Dyksińska-Rogalska - Dialogistka

Postprzez Erykos123 » 13 kwi 2018, o 23:02

Wspaniały opis ;)

pożyczka przez internet
Erykos123
Stremowany amator
 
Posty: 1
Dołączył(a): 13 kwi 2018, o 23:01


Powrót do Twórcy dubbingu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość