Rok 1956

Możliwość pisania postów bez rejestracji.

Moderator: Zbigniew Dolny

Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
Posty: 392
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:28

Rok 1956

Post autor: Zbigniew Dolny » 29 lut 2008, o 22:22

Rok 1956
-------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------
DUBBING ROKU
1. Klub Pickwicka (The Pickwick papers) - W. Bryt. 1952 r. reż. Noel Langley
reż. dubb.: Seweryn Nowicki

Pickwick - James Hayter - Stanisław Łapiński,
Winkle - James Donald - Karol Podgórski,
Tupman - Alexander Gauge - Zbigniew Filus,
Snodgrass - Lionel Murton - Józef Dwornicki,
Jingle - Nigel Patrick - Artur Młodnicki,
Rachela Wardle - Kathleen Harrison - Helena Wilczyńska,
Pani Hunter - Joyce Grenfell - Maria Malicka,
Adwokat Buzfuz - Donald Wolfit - Janusz Ziejewski,
Pani Bardell - Hermione Baddeley - Hanna Winczewska-Brochocka,
Sam Weller - Harry Fowler - Włodzimierz Skoczylas,

.Obrazek.Obrazek.Obrazek
.Obrazek.Obrazek.Obrazek
.Obrazek.Obrazek.Obrazek

"...Autor scenariusza i reżyser w jednej osobie wiele wysiłku włożył w ten film. Przez dwa lata pisał scenariusz szukając odpowiedniej formy oddania tego, co w książkach najważniejsze: postaci "anioła w kamaszach i z okularami", jak pana Pickwicka określił jego sługa Sam Weller. Z mnóstwa wątków, scen, epizodów wybrał te, które dotyczą Pickwicka w konflikcie z panem Jingle - sowizdrzałem, będącym pełnym przeciwieństwem zażywnego anioła. Materiał skomponował w siedmiu epizodach: od spotkania pickwickowców z Jinglem i zatargu z dr. Slammerem, poprzez pobyt członków klubu w posiadłości pana Wardle oraz ucieczki Jingle'a z siostra gospodarza, poprzez aferę wdowy Bardell, sąd nad Pickwickiem i jego pobyt w więzieniu, po jego wyzwolenie i pomoc okazaną skruszonemu Jingle. Trafnie wybrane epizody skojarzył jak mógł najlepiej, tu trochę przyciął, tu połączył odległe sceny, tu coś zmienił dla jasności rysunku - nigdzie jednak nie odstępując od książki. Według zachowanych sztychów zbudował na terenie atelier i okolic całe fragmenty ówczesnego Londynu oraz innych wymienionych w książce miejscowości. Dobrał najlepszych aktorów sceny angielskiej, starannie dbając, aby przy pomocy charakteryzacji i kostiumu, jak najbardziej upodobnili się do ilustracji Seymoura i Phiza... "
[Aleksander Jackiewicz, FILM nr. 29, 22 lipiec 1956]

"Pan Pickwick mówi po polsku"

.Obrazek.Obrazek
James Hayter czyli pan Pickwick [na lewo] mówi po polsku głosem Stanisława Łapińskiego

"Ponieważ "Klub Pickwicka" jest filmem dobrym, ponieważ jest od początku do końca filmem dialogowym, którego nie sposób bez dubbingu pokazywać w kraju nie mówiącym po angielsku - wszystko wskazywałoby na to , iż Centrala Wynajmu Filmów puści "Klub Pickwicka" na nasze ekrany... z napisami. Czy jednak zwyciężyła logika, czy też stało się to przez przypadek - dość, że film zdubbingowano i oglądaliśmy go w polskiej wersji językowej.

To zgoła niecodzienne wydarzenie warto w kilku słowach omówić, zastanawiając się, rzecz jasna, nie nad rewelacyjną decyzją CWF, lecz nad samym dubbingiem "Klubu Pickwicka".

Reżyser dubbingu Seweryn Nowicki miał z pewnością wiele kłopotów z dobraniem - może nie tytułowego bohatera - lecz pozostałych postaci "Klubu", jako że są to wszystko tzw. typki i typulki na ogół nie spotykane u nas.

.Obrazek.Obrazek
Oto po lewej stronie pan Tupman czyli Alexander Gauge, któremu głosu użyczył Zbigniew Filus.
.Obrazek.Obrazek
Lionela Murtona czyli pana Snodgrassa[na lewo] dubbingował Józef Dwornicki.

Stanisław Łapiński, jeden z nielicznych aktorów,który świetnie czuje dubbing i w kilku takich rolach błysnął wielkim talentem, ma idealne niemal warunki na Pickwicka. Toteż jego podwójne wcielenie aktorskie - raz w Dickensowskiego bohatera, raz w swego angielskiego kolegę Jamesa Haytera, który grał Pickwicka - można śmiało nazwać kreacją dubbingową. Nawet najzagorzalsi przeciwnicy dubbingu muszą chyba przyznać, iż słuchając kwestii pana Pickwicka zapominali, że to nie angielski aktor mówi z ekranu. Trudno o większy komplement dla aktora dubbingu.

.Obrazek.Obrazek
Z lewej strony James Donald jako pan Winkle. Mówił on z ekranu głosem Karola Podgórskiego.
.Obrazek.Obrazek
Służący pana Pickwicka, Sam Weller, którego grał Walter Fitzgerald[po lewej], mówił w polskiej wersji językowej głosem Włodzimierza Skoczylasa.

Dobrych odtwórców w polskiej wersji znaleźli panowie Tupman [Zbigniew Filus] i Snoodgrass [Józef Dwornicki]. Mniejsze szczęście natomiast miał znakomity sportsman pan Winkle. Niefortunnie raczej w tej roli obsadzony w tej roli Karol Podgórski nie mógł trafić we właściwy ton, co szczególnie raziło w chwilach, gdy nieco przerażony pan Winkle mówił jakimś niepotrzebnie piskliwym falsetem.
Z trudną raczej rolą pana Jingle'a dobrze sobie na ogół dawał radę Artur Młodnicki, aczkolwiek zdradzał niebezpieczne skłonności do szarżowania , nad którymi nie zawsze zdołał zapanować reżyser. Do reżysera też można
mieć pretensje o niefortunne obsadzenie Skoczylasa w bardzo charakterystycznej roli Sama Wellera. Polski aktor niewiele wydobył humoru z tej postaci i jego interpretacja roli często się kłóciła z oryginałem angielskim na ekranie. Zadziwiał natomiast świetnymi chwilami "trafianiem" w swego angielskiego kolegę Janusz Ziejewski jako adwokat Buzfuz, znakomity w sali sądowej. Bardzo udana rola dubbingowa.

.Obrazek.Obrazek
Oto adwokat Buzfuz czyli Donald Wolfit [na lewo]. Mówił po polsku głosem Janusza Ziejewskiego. Anglik zagrał rolę świetnie, ale polski aktor mu nie ustępował.


Szczęśliwie były obsadzone wszystkie role kobiece, wśród których wyróżniały się specjalnie: Helena Wilczyńska[jako Rachela Wardle], Maria Malicka[jako pani Hunter] i Hanna Brochocka [jako pani Bardell].

.Obrazek.Obrazek
Panią Bardell-wdowę, u której mieszkał pan Pickwick - grała Hermina Baddeley[zdjęcie na lewo]. Dubbingowała ją Hanna Winczewska-Brochocka.
.Obrazek.Obrazek
Miss Rachelę Wardle czyli angielską aktorkę Kathleen Harrison [na lewo] dubbingowała Helena Wilczyńska, która dobrze opanowała tę trudną rolę.


Zbyt mało uwagi zwrócił reżyser na wymowę nazwisk bohaterów. Kilku aktorów wymawia je fonetycznie, nieprawidłowo [np. nazwiska Tupman i Winkle], co bardzo razi widza znającego język angielski.
Przekład jest dobry i na szczęście dubbing nie ma błędów technicznych. Pocieszającą rzeczą jest dbałość o synchron [zgodność układu ust aktora na ekranie z polskim słowem]. Jako całość-dubbing udany..."
[Czesław Michalski, FILM nr. 33, 19 sierpień 1956]

.Obrazek

Film, absolutna perełka. Oglądany po latach robi doskonałe wrażenie. Każda najmniejsza rólka zagrana wyśmienicie. "Klub Pickwicka", "Wieczór trzech króli" i wiele, wiele innych - jaka to szkoda że nie istnieją w naszej pamięci, że telewizja nie wyświetla już takich filmów, że zostaliśmy pozbawieni istotnej części historii kina. I szkoda również, że przepadł dubbing do tego filmu, że już nigdy go nie obejrzymy i nie usłyszymy, a jest to prawdziwe osiągnięcie dubbingu. Usłyszeć Helenę Wilczyńską jako Helenę Wardle, ...ach, nie wspomnę już o innych aktorach. Szkoda że nie doceniamy osiągnięć polskich aktorów którzy pozostawili wspaniały ślad w historii polskiego dubbingu. [bytuch]

---------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------
2. Przygody dobrego wojaka Szwejka (Osudy dobrého vojáka Švejka) - CSRS 1955 reż. Jiri Trnka

- Artur Młodnicki, ...
.Obrazek.Obrazek.Obrazek
.Obrazek.Obrazek.Obrazek

"Kolorowy film rysunkowo-kukiełkowy oparty na słynnej powieści Jaroslava Haszka pod tym samym tytułem. Jest satyrą na austriacką armię z czasów cesarsko-królewskich.." [F]


"... Wielki artysta czeski Jirzi Trnka pokusił się obecnie o pokazanie Szwejkowych przygód środkami filmu kukiełkowego. Oglądamy dwie krótkometrażówki barwne: "W drodze do Budziejowic" i "Koniak".
Znakomite kukiełki Trnki mają to do siebie, że na ekranie pozostają zazwyczaj nieme: syntetyczne skupienie cech każdej postaci jest tak trafne i tak mistrzowsko wyrażone w rysach twarzy, ruchach i kostiumach lalek, że mogą one rozgrywać całe baśnie i poematy bez potrzeby uciekania się do dialogu. Wystarcza towarzysząca kukiełkom muzyka lub dyskretnie stosowany komentarz słowny.
Tu jednak komentarz towarzyszy bez przerwy kukiełkowemu Szwejkowi. Czytane słowo jest tym razem elementem prowadzącym akcję, natrętnie komentującym sytuacje, stale zastępującym repliki dialogowe....Jeżeli chodzi o komentarz polski czytany przez Artura Młodnickiego, to wydaje się, że brak mu przede wszystkim groteskowej szarży, która zbliżałaby słowo do kukiełkowych bohaterów. Poza tym słabe zróżnicowanie głosowe postaci wskazuje, że podział na kilka ról czytanych przez różnych aktorów byłby bardziej szczęśliwy... " [Zbigniew Pitera, FILM nr. 18, 6 maja 1956]
---------------------------------------------------------------------------------------

3. Sobór w Konstancji ( Jan Hus ) - CSRS 1955 reż. Otakar Vavra
reż. dubb.: Maria Olejniczak

Jan Hus - Zdenek Stepanek - Maciej Maciejewski

.Obrazek

"Film historyczny o życiu wielkiego reformatora czeskiego Jana Husa, który występował przeciwko możnowładztwu i wyższemu duchowieństwu.." [F]
"...swego rodzaju klasycznym wzorem tępego przerabiania filmu na notatnik agitatora, jest czechosłowacki "Sobór w Konstancji" reżyserii Otakara Vavry. I podobnych też uczuć, jak wtedy w "Szpaku" (kabarecie), doznawałem obecnie oglądając ten film i słuchając drętwych dialogów. Nie tylko zresztą ja. Jak jeden mąż widownia w kinie śmiała się w najmniej ku temu odpowiednich sytuacjach, film bowiem jest wyświetlany w polskiej wersji językowej i całą tę mowę-trawę każdy świetnie rozumie.
To oczywiście bardzo nieładnie śmiać się na filmie, którego bohaterem jest najtragiczniejsza postać reformacji i największy jej męczennik - Jan Hus. Nie z Husa wszelako ani z reformacji śmieją się ludzie, lecz z niezamierzonej parodii, jaka wyszła dzięki niestrudzonym czechosłowackim "redaktorom" i "poprawiaczom", różnym komisjom i kolegiom, które zapewne skreślały i dopisywały do scenariusza aż miło! Aż wyszedł z dramatu wulgarny kicz.
Torturowani przez papistów husyci prowadza w tym filmie długotrwałe i zawiłe dyskusje ideologiczne ze swymi katami - dyskusje, w których rzeczownik "lud" jest odmieniany przez wszystkie przypadki w liczbie pojedyńczej i mnogiej. Dobry król Wacław IV, król - można powiedzieć - demokrata z uświadomieniem politycznym, którego pozazdrościć mógłby mu niejeden sekretarz podstawowej organizacji partyjnej, również często zakłada "drętwą gadkę". Nawet na weselu pewnej chłopki, gdzie król występuje także jako kontroler zakładów gastronomicznych i bierze w obronę klienta-chłopa przed prywatnym właścicielem, który oszukuje i nalewa niepełne miarki wina, podobnie jak obsługa warszawskich kiosków kantuje na piwie. Główny bohater - Jan Hus jest "ustawiony" w scenariuszu jako pierwowzór księdza-patrioty.
Naiwności, uproszczenia lub wręcz bezsensy scenariusza można wymieniać długo...
Czy był potrzebny kosztowny dubbing "Soboru"? W ogóle ten film znalazł się chyba tylko przez nieporozumienie na naszych ekranach. Współczułem reżyserowi polskiej wersji językowej - Marii Olejniczak i polskim aktorom, że tyle serca i wysiłku włożyli w ten kicz."
[Czesław Michalski, FILM nr. 31, 4 sierpień 1957]

---------------------------------------------------------------------------------------

4. Przygoda w Złotej Zatoce ( Dobrodružství na Zlaté zátoce ) - CSRS 1955 reż. Břetislav Pojar
reż.dubb.- Seweryn Nowicki
dialogi: Janina Balkiewicz i Krystyna Bilska

Dziadek - Vladimír Hlavatý - Stanisław Łapiński,
Stryj Jakub - Ladislav Herbert Struna - Kazimierz Wichniarz,
oraz uczniowie szkół podstawowych w Łodzi

.Obrazek


- Film jest historią polowania na wielkiego szczupaka-rabusia, który sieje w wodach Złotej Zatoki spustoszenie, no i stanowi nie lada gratkę dla rybaka. Tego olbrzyma postanowił upolować ośmioletni Jurek, który wraz z dziadkiem mieszka nad Złotą Zatoka. Ponieważ Jurek jest małym zarozumialcem, gardzi kolektywem, a nawet nie chce się dzielić przyszłą sławą z własnym dziadkiem, doświadczonym rybakiem - szczupak nie daje się złapać. Dopiero gdy Jurek pojmie znaczenie kolektywu - ujmie z pomocą rówieśników groźnego rybiego pirata.
..."Złota Zatoka" jest wyświetlana w polskiej wersji językowej. Zważywszy dla jakiego widza jest ten film - nawet najzagorzalsi wrogowie dubbingu nie wypowiedzą mu chyba "świętej wojny". Pod względem technicznym dubbingowi nie można nic zarzucić, chociaż reżyser miał tu na pewno spore trudności zarówno z doborem, jak i ustawieniem licznych głosów dziecięcych. Teksty dialogów natomiast są wprost rozczulające w swej nieporadności. Dzieci rozmawiają sztucznym językiem dalekim od potocznego, używając sformułowań i budując zdania w sposób przypominający dialogi z odcinkowej powieści pióra niezgorszego grafomana. "Czy zauważyłaś, Marzenko że... " - zwraca się ośmioletni Jurek do swojej rówieśniczki. Tenże Jurek pełen smutku, że dziadek nie chce mu pożyczyć wędki, wzdycha: "Ale cóż... rad że ma sam".
Czyżby i twórcy tego dubbingu, tzn autor tekstu, redaktorzy, no i reżyser - byli radzi, że mają sami? ..Bo ja raczej nie...

[Czesław Michalski, FILM nr. 36, 9 wrzesień 1956]
--------------------------------------------------------------------------------------------

5. Wyprawa w przeszłość ( Cesta do pravěku ) - CSRS 1955 r. reż. Karel Zeman
reż. dubb.: Seweryn Nowicki
dialogi: Janina Balkiewiczowa, Krystyna Bilska i Jan Moes
dźwięk: Grzegorz Sielski
montaż: Krystyna Starostecka

Piotr - Josef Lukáš - J. Łuczak,
Jurek - Vladimír Bejval - Andrzej Nowicki,
Tomek - Petr Herrmann - K. Grzesik,
Janek - Zdeněk Husták - J. Jałowiecki, ...

.Obrazek.Obrazek.Obrazek

"... Czwórka chłopców odbywa podróż po dawno minionych epokach, zaczynając od lodowcowej, poprzez okres trzeciorzędu, drugorzędu, okres węglowy itd., przy czym wędrówka odbywa się w sposób wysoce ułatwiony: w czasie wakacji chłopcy wsiadają do łódki, płyną po jakimś jeziorze, napotykają nagle na zwały kry i - już są w epoce lodowcowej. Następują spotkania z prehistorycznymi zwierzakami, które wyglądają i ruszają się bardzo zabawnie i nieporadnie, a nasza czwórka, choć na widok różnych ichtiozaurów, brontozaurów i pteranodontów robi przerażone miny, to jednak w oka mgnieniu wszystko bezbłędnie i po szkolarsku komentuje. Każdemu odkryciu i zadziwieniu bohaterów towarzyszy co chwila okrzyk: "Chłopcy!" "Chłopcy!" "Chłopcy!" - aż do znudzenia.
Ale znudzenie spowodowane jest przede wszystkim brakiem scenariuszowej koncepcji, która by wszystkie etapy tej ślamazarnej wędrówki po niezwykłych lasach, bagnach, moczarach i jaskiniach połączyła jakąś nicią fabuły. Az prosi się, żeby film opowiadał o tych dziwach prehistorii poprzez emocjonujące zdarzenia, a nie stałe pokrzykiwanie i szkolne pogadanki chłopców..."
[Zbigniew Pitera, FILM nr. 50, 16 grudzień 1956]
Bardzo dziękuję panu Markowi Kopaczowi z Filmoteki Narodowej za spisanie z kopii filmowej "listy płac" naszych dubbingowców.

---------------------------------------------------------------------------------------------


6. Poemat pedagogiczny ( Piedagogiczeskaja poema - Педагогическая поэма ) - ZSRR 1955 reż. Aleksiej Maslukow, Mieczisława Majewska

.Obrazek.Obrazek.Obrazek
.Obrazek.Obrazek.Obrazek
"Ekranizacja powieści Antoniego Makarenki. Opowiada ona o trudnej pracy wychowawczej autora w pierwszych latach po rewolucji. Dzięki swej miłości do młodzieży odnosi on duże sukcesy.." [F]

"... Gorzej jest z filmem "Poemat pedagogiczny" - po 25 latach powtarzającym temat "Bezdomnych" reż. Mikołaja Ekka, jednego z pierwszych radzieckich dźwiękowców.
Przyznam się, że oglądając "Poemat pedagogiczny" przypomniałem sobie bez przerwy, z zaskakująca dokładnością, niemal scenę po scenie tamten znakomity, wstrząsający film - i po skończonej projekcji byłem skłonny napisać entuzjastyczną recenzję - ale z "Bezdomnych", bo "Poemat pedagogiczny" uleciał mi z pamięci zaraz po wyjściu z sali. W czasie projekcji wywoływał wspomnienia, ale nie przez analogie tylko przez kontrast.
Tak bardzo bowiem różnią się typy bezdomnych chłopców z filmu Ekka - niesamowite, przerażające - od malowniczych poprzebieranych obdartusów z "Poematu"; jakże ciekawszy i bardziej ujmujący w swej ukrywanej niepewności i mądrym sprycie był wychowawca Siergiejew w porównaniu do sztywnego, pewnego siebie, umundurowanego Makarenki; jak drżeliśmy o to, co się stanie z wysłanym po zakup prowiantów złodziejaszkiem z "Bezdomnych" i jak nieprzekonywające są reakcje młodocianego bandyty Karabanowa z "Poematu"; jak pożerali wzrokiem młodzi wykolejeńcy nakręcaną kolejkę, którą puszczał po stole Siergiejew, by poddać swym wychowankom myśl o budowie prawdziwej kolei - i jak często nadęte są pochody, marsze czysto ubranych, wymuskanych chłopców, zebrania, przemówienia i używana w nich argumentacja w "Poemacie"; jak zabrakło "Poematowi" szerszego realistycznego tła "Bezdomnych"..."
[Zbigniew Pitera, FILM nr. 38, 23 wrzesień 1956]
---------------------------------------------------------------------------------------------

7. Wieczór Trzech Króli ( Dwienadcataja nocz - Двенадцатая ночь ) - ZSRR 1955 r. reż. Jan Frid
reż. dubb.: Maria Olejniczak
dialogi: Janina Balkiewicz, Jan Czarny i Jan Moes

Viola - Klara Łuczko - Małgorzata Leśniewska,
Olivia - Ałła Łarionowa - Danuta Szaflarska,
Książę Orsino - Wadim Miedwiediew - Mirosław Szonert,
wuj Olivii - Michaił Janszyn - Stanisław Łapiński,
Andrzej - Georgij Wicin - Gustaw Lutkiewicz,
Malvolio - Wasilij Merkuriew - Janusz Ziejewski,
Festen - Bruno Freindlich - Zbigniew Jabłoński,
Maria - Anna Lisianska - Irena Orska,
Fabian - Sergiej Filippow - Jerzy Pichelski, ...

.Obrazek.Obrazek.Obrazek
.Obrazek.Obrazek.Obrazek

"Barwna ekranizacja znanej komedii szekspirowskiej pod tym samym tytułem. Jest to historia miłości młodej i pięknej dziewczyny do władcy fantastycznego kraju - Illirii. Dzięki przemyślnym fortelom udaje się wreszcie zdobyć serce księcia.." [F]

" J. Frid, realizator filmowej adaptacji "Wieczoru Trzech Króli", nie ma - niestety - nic do powiedzenia. Mimo wprowadzenia malowniczych plenerów z burzą na morzu i rozbiciem okrętu włącznie, komedia straciła na ekranie swój polot i wdzięk, swój poetycki blask. Dekoracyjne kostiumy i żywe barwy nie dodają lekkości aktorom, którzy jakoś nie mogą rozegrać się przed obiektywem - odnosimy wrażenie, że krępuje ich kamera, gasząc temperament, ...
Dubbing zrobiony dość poprawnie był tu na pewno potrzebny - tylko w ilu salach kinowych widz będzie go mógł zrozumieć..."
[Anna Przewłocka, FILM nr. 39, 30 wrzesień 1956]

Oglądany po latach, film nadal bawi. Solidne aktorstwo i dość zgrabnie sfilmowana sztuka Szekspira. W przeciwieństwie do recenzentki "FILM-u" uważam, że wartości dodał filmowi upływ czasu - po latach film wydaje się lepszy w oglądaniu niż w latach 50-tych. Doskonały polski dubbing - wtedy wydawał się dość "poprawny" - dziś widać z jaką maestrią został zrobiony. Każdy głos świetnie dobrany i idealny synchron. W wersji polskiej wyróżnia się, jak zwykle bezbłędna, Danuta Szaflarska dublująca partię Olivii.



-----------------------------------------------------------------------------------------------

8 .Był sobie król ( Byl jednou jeden král ) - CSRR 1955 reż. Bořivoj Zeman
reż.dubb.: Maria Olejniczak

król - Jan Werich - Stanisław Łapiński,
Itakdalej - Vlasta Burian - Aleksander Dzwonkowski,
Halina Mickiewiczówna, ...

.Obrazek

"Bajka o królu,który przegrywa ze swymi poddanymi spór o to, co jest ważniejsze: sól czy złoto. Główną rolę gra Jan Werich, znany z "Cesarskiego piekarza".." [F]

-"...Film jest wyświetlany w polskiej wersji językowej. Aczkolwiek dubbing jest tu daleki od doskonałości, przecież trzeba uczciwie przyznać, że szczęśliwie uniknięto kardynalnych błędów, które by dyskwalifikowały film. Czuję się nieco zażenowany, że muszę niejako w sensie pochwały podkreślić, że osiągnięto przy dubbingu tego filmu tak podstawowy warunek opracowania dialogowego, jakim jest synchronizacja. Poza nielicznymi momentami istnieje tu zgodność ruchu warg czechosłowackich aktorów na ekranie i dialogu polskiego.
Bardzo szczęśliwie obsadzono w polskiej wersji językowej dwie główne role męskie. Janowi Werichowi użyczył swego głosu Stanisław Łapiński, a Vlascie Burianowi - Aleksander Dzwonkowski. Obaj oni w misternej robocie aktorskiej "podkładania"własnego głosu pod mimikę i gest czechosłowackich kolegów pokazali [a raczej dali nam usłyszeć] jakimi są mistrzami dialogu.
Słuchając piosenki królewskiej córy w wykonaniu Haliny Mickiewiczówny - wcale nie dziwimy się, że królewna Śpiewanka jest wysokiego mniemania o własnym kunszcie i dochodzimy do wniosku, że po prostu marnuje się jako królewna. Niestety, tu i ówdzie słychać jakieś szumy, w niektórych scenach głos śpiewaczki jest matowy, ale o to należy mieć pretensję nie do Mickiewiczówny, lecz do operatora dźwięku.
Reżyser polskiego dubbingu bardzo zubożył film ignorując liczne efekty dźwiękowe. Czasami jest to nawet denerwujące. Np.ochmistrz stuka laską w podłogę, widać, że wali co siły, a tu cisza. Kucharzowi w więzieniu pada na ziemię szklanka - a tu cisza. Ponieważ nie widziałem, by leżał tam puszysty dywan - bardzo mnie to zaniepokoiło, bo pomyślałem sobie, że nagle ogłuchłem. Przykre wrażenie.
Niektóre postacie niczym duchy posuwają się zupełnie bezszelestnie, król brodzi w jakimś bajorku nie jak w wodzie, lecz jak w wacie, itd. Nie wydaje mi się, żeby te efekty były aż tak trudne do nagrania, iż w prymitywnych warunkach naszego dubbingu nie można by było się o wzbogacenie nimi filmu.
Nie mamy po prostu praktyki w dubbingu i dlatego boimy się wielu rzeczy. Za mało dubbingujemy filmów, w jaki zatem sposób mają nasi dubbingowcy nabyć doświadczenie w tej trudnej i niewdzięcznej pracy twórczej?...
"
[ Czesław Michalski, FILM nr. 16, 22 kwiecień 1956]
---------------------------------------------------------------------------------------------------

9. Błękitna Mewa ( Sinji galeb ) - Jug. 1953 reż. Branko Bauer
reż. dubb.: Julia Iberle

Ivo - Saud Rizvanbegovic - Ryszard Ostałowski,
Jurek - Tahosir Polanec - Edward Dobrzański,
Piotr - Darko Slivnjak - Jerzy Walczak,
Franek - Boris Ivancic - Eugeniusz Szewczyk,
Tomek - Radovan Vuckovic - Zofia Raciborska,
Lorenco - Antun Nalis - Emil Karewicz,
Pasko - Mladen Serment - Zbigniew Jabłoński, ...

.Obrazek
"Na łodzi "Błękitna mewa"kilku młodych przyjaciół wyruszyło na pełne morze. W czasie wyprawy mieli niezwykłe przeżycia: spotkali bandę przemytników i po walce ze zmiennym szczęściem pokonali ich.. " [F]

.Obrazek
"...Reżyser dubbingu - Julia Iberle w czasie pracy nad filmem produkcji jugosłowiańskiej "Błękitna mewa". Nikomu nie przyszło do głowy, aby zapytać czy pani Julia lubi morze i czy jej się film podoba. Po prostu była akurat jej" kolejka"..."
[Czesław Michalski, FILM nr. 29,22 lipiec 1956]

"Błękitna mewa" fruwa z powodzeniem na naszych ekranach.
Tutaj rzecz polega na tym, że ojciec małego bohatera filmu przegrał w karty pieniądze powierzone mu przez rybaków na zakup żaglowca. Chłopiec i jego koledzy wykradają więc rybacką łódź i chcą przy jej pomocy odrobić stratę. Zaczynają się przygody na morzu pełne nieprawdopodobieństw i zwykłych bzdur. Chłopcy zabierają statek przemytnikom, terroryzują kapitana, który po przełomie duchowym okazuje się całkiem sympatycznym facetem. Co więcej on jest właśnie owym karciarzem, który swego czasu ograł do nitki ojca bohatera.
Wprawdzie są w tym filmie bardzo aktualne dla nas aluzje gospodarcze: aby wyżyć, chłopcy wykorzystują piracki statek do zdecentralizowanego handlu przybrzeżnego, dzieląc zyski według zasad spółdzielczych - ale to oczywiście nie ratuje szmirowatej całości. Jest przy tym sporo bójek z bandytami, pogoni, trupem pada upozytywniony kapitan, tylko że wszystkie te efekty są jak strzelanina na wiwat - niczemu nie służą, sensu żadnego nie mają, są na poziomie najgorszych groszowych komiksów.
Źle jest, gdy filmy młodzieżowe, rezygnują z młodzieńczego romantyzmu na rzecz dorosłego bandytyzmu.
Rzecz jest przy tym zdubbingowana, a reżyser dubbingu jakby dla hecy popodkładał chłopcom dojrzałe męskie głosy, nie troszcząc się przy tym o to, że oprócz dialogu powinny być słyszalne z ekranu takie odgłosy, jak np. bicie kołkiem czy łyżką w pustą patelnię.
[Zbigniew Pitera, FILM nr. 45, 11 listopad 1956]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

10. Ja i mój dziadek ( Én és a nagyapám )- Węgry 1956 reż. Viktor Gertler
reż.dubb.: Julia Iberle

Dziadek - Gyula Gózon - Stanisław Łapiński,
Berti - Kálmán Koletár - Halina Jezierska,
Nauczycielka - Éva Ruttkai - Hanna Bedryńska,
Kralik - Samu Balázs - Władysław Hańcza,
Kasia Daru - Magda Vigh - Zofia Perczyńska,
Osoli - Gábor Balassa - Zofia Raciborska, ...

.Obrazek.Obrazek.Obrazek
.Obrazek.Obrazek.Obrazek
.Obrazek.Obrazek.Obrazek

"Młodociany bohater filmu często chodzi na wagary, a jego dziadek lubi zaglądać do kieliszka. O uwieńczonym powodzeniem "wychowaniu" dziadka i jego wnuczka opowiada ta kolorowa komedia dla młodzieży od lat siedmiu wzwyż.." [F]

"... Dość wątła pod względem fabularnym historyjka o dziadku-włóczędze, który nie może nigdzie zagrzać miejsca i otrzymać na dłużej pracy, bo lubi zaglądać do kieliszka - i o jego wychowanku-wnuczku przejmującym od swego opiekuna cechy niefrasobliwego włóczykija - przedstawia dzieje zbawczego "przełomu" obu bohaterów.
Całość rozgrywa się w dwóch konwencjach: fałszywie patetycznej - wtedy, gdy dzieciarnia z VII klasy z marsowymi minami i wiecowymi pozami buntuje się przeciwko niesfornym kolegom i gdy zbiórkę paru kilogramów złomu reżyser usiłuje przedstawić jako najwspanialsze przeżycie młodości, oraz w konwencji bardziej prostej i naturalnej - gdy reżyser pozwala dzieciakom grać siebie. Ta niejednolitość potraktowania tematu jest czasem nieznośna. Trudno darować reżyserowi, że ze swych sympatycznych uczniów usiłuje zrobić poważnych działaczy.
...Usprawiedliwiony w tym młodzieżowym filmie polski dubbing nie starał się ani trochę poprawić głosowo złych, przesadnie patetycznych scen. Widz odnosi wrażenie, że "pożyczone" węgierskim aktorom polskie głosy pogłębiają jeszcze sztuczność niektórych epizodów..."
[Elżbieta Smoleń-Wasilewska, FILM nr. 45, 11 listopad 1956]

Tak mało filmów dla młodzieży było w polskich kinach w latach 50-tych i wydawać by się mogło, że wreszcie jest! Pogodna, współczesna komedia dla młodzieży - niestety. Tak, chłopiec chodzi na wagary a dziadek pije i tylko zapomniano w tej króciutkiej recenzji dodać że "wychowuje", a może inaczej, resocjalizuje ich organizacja pionierska. Film kończy się piękną sceną, kiedy to dziadek z wnuczkiem wsiadają do pociągu pełnego pionierów i razem odjeżdżają w świetlaną, socjalistyczną przyszłość. Ponieważ, nie zapominajmy, jest to komedia to wnuczek - rozrabiaka siada na tylnych zderzakach odjeżdżającego pociągu...takie to były czasy. [bytuch]
--------------------------------------------------------------------------------------------------------

11. Pan inspektor przyszedł ( An Inspector calls )- W.Bryt. 1947 reż. Guy Hamilton
reż.dubb.: Seweryn Nowicki

Inspektor Poole - Alastair Sim - Zdzisław Mrożewski,
Arthur Birling - Arthur Young - Stanisław Łapiński,
Eric Birling - Brian Forbes - Ludwik Mikuć,
Eva Smith - Jane Wenham - Zofia Petri,
Sheila Birling - Eileen Moore - Aniela Świderska,...

.Obrazek.Obrazek.Obrazek

.Obrazek.Obrazek.Obrazek

.Obrazek.Obrazek
Alastair Sim jako inspektor Poole i Zdzisław Mrożewski
użyczający mu głosu w polskiej wersji językowej.

.Obrazek.Obrazek
Arthur Young jako Arthur Birling i Stanisław Łapiński, jego polski głos.

.Obrazek.Obrazek
Jane Wenham jako Ewa Smith i dublująca ją Zofia Petri.


"Oto rodzina fabrykanta Birlinga w czasie uroczystego obiadu z okazji zaręczyn córki z młodym arystokrata. Nieoczekiwana wizyta inspektora policji zakłóca przyjemne chwile. Na razie więc - to tylko teatr. Ale za chwile inspektor zażąda, by każdy z obecnych opowiedział, co go łączyło z Ewą Smith, młodą dziewczyną, która tego ranka popełniła samobójstwo. I wówczas realizator sięgnie po proste środki filmowe, cofnie czas i ukaże nam w kolejnych epizodach cały splot okoliczności, które doprowadziły dziewczynę do samobójstwa. Każdy w tym wytwornym towarzystwie zebranym przy uroczystej uczcie ma coś na sumieniu w stosunku do niej. I każdy po trosze czuje się, a przynajmniej czuć się powinien - odpowiedzialnym za śmierć tej "dziewczyny z gminu". Czy tylko zresztą jej, czy też może wielu takich jak ona? Na to pytanie jednak widz sam sobie odpowie, mimo że inspektor w tajemniczych okolicznościach zniknie przed przybyciem... prawdziwego inspektora.
...Rzecz jasna - jest to film dialogowy. Słusznie więc przygotowano polską wersję językową. Przekład jest tu staranny, znać dużą troskę zarówno o czystość języka, jak i o naturalnie brzmiący dialog. Reżyser polskiego opracowania Seweryn Nowicki jest doświadczonym dubbingowcem, toteż pod względem technicznym dubbingowi nic nie można zarzucić. Synchron, czyli zgodność ruchu warg aktora na ekranie z polskim tekstem, jest tu skrupulatnie przestrzegany, tło akustyczne i wszelkie efekty dźwiękowe-zachowane.
Jednak praca z aktorem budzi pewne zastrzeżenia.
Nie wszystkich wykonawców zdołał poprowadzić właściwie. Toteż młody Eric Birling w polskiej interpretacji Ludwika Mikucia wyraźnie kłóci się ze swym angielskim kolegą. Choć wspomniany wyżej synchron jest tu całkowity, to jednak czuje się polski głos "obok" angielskiej postaci.
Również nie zawsze trafia w swój angielski oryginał polska Ewa Smith, czyli Zofia Petri, niezbyt szczęśliwie w tej roli obsadzona. Właściwie tylko dwóch aktorów zdołało mnie przekonać, że Anglicy mówią po polsku: Stanisław Łapiński jako stary Mr. Birling i Zdzisław Mrożewski jako inspektor Pool. Obaj mieli kilka momentów wręcz doskonałych, świadczących o dużych możliwościach tych aktorów.
Z przyjemnością notuję pewną poprawę techniczną naszego dubbingu. Ale to jeszcze mało. Pod pojęciem dubbingu rozumiemy bowiem nie tylko synchron lecz również sztukę aktorską. To wymaga jednak żelaznej ręki reżysera, której w "Panu inspektorze"zabrakło...
"
[Czesław Michalski, FILM nr. 49, 9 grudzień 1956]

===================================================================================
W związku z pewnym artykułem

Będąc na łódzkim zjeździe korespondentów "Filmu" zwiedziłem Studio Dubbingowe. Wyniosłem stamtąd podziw dla mozolnej i precyzyjnej, w trudnych warunkach lokalowych prowadzonej pracy nad dubbingowaniem filmów, i szacunek dla zapału i widocznego umiłowania, z jakim pracownicy Studia odnoszą się do swojej specjalności zawodowej. Dlatego - mimo że nie jestem zwolennikiem dubbingu - ze zdziwieniem przeczytałem artykuł Jerzego Płażewskiego pt. "Niestety - jeszcze o dubbingu", zamieszczony w n-rze 213 "Życia Literackiego".
Nie jestem - podkreślam - zwolennikiem dubbingu, przede wszystkim dlatego, że pozbawianie aktorów ich własnego głosu uważam za okaleczenie w sensie po prostu fizjologicznym. Zgadzam się także z argumentami rzeczowymi, których nie brak we wspomnianym emocjonalnym artykule. Skoro jednak w wielu innych krajach Europy dubbing jest bardzo szeroko i z powodzeniem stosowany, to widocznie nowoczesna technika pozwala na skuteczne usuwanie niedomogów w tym sposobie przedstawiania filmów obcych. Dlaczego więc autor wspomnianego artykułu uznaje dubbing w Polsce za zbędny? Czy dlatego, że np. w kinach prowincjonalnych i objazdowych często szwankuje aparatura dźwiękowa - mamy rezygnować z dalszej pracy nad wzbogacaniem doświadczeń i osiągnięć łódzkiego Studia Dubbingowego?

Pragnę, aby krytycy filmowi walczyli z brakami w technice dubbingu, aby wskazywali sposoby ich usuwania, aby domagali się lepszych warunków pracy dla Studia Dubbingowego, ale - by nie gasili zapału jego pracowników.
Wierzę, że redakcja "Filmu" wspomni o tym skromnym pragnieniu... przeciwnika dubbingu.
Jan Masłowski (Kraków, ul Bohaterów Stalingradu 82)
[FILM nr. 12, 25 marzec 1956]
------------------------------------------------------------------------------------------------------
W drugim półroczu 1956 roku FILM zamieszcza kilka dużych artykułów poświęconym polskiemu dubbingowi. Prowadzącym ten temat jest Czesław Michalski. Choć teraz trudno zgodzić się z niektórymi tezami tych felietonów, przytaczam je w całości, gdyż doskonale obrazują "temperaturę" dyskusji dotyczącą dubbingowania filmów w 1956 r.
===================================================================================
PRECZ Z DUBBINGIEM!

"... Precz z dubbingiem zagranicznych filmów! Dzieło sztuki, jakim jest film, naruszacie przez dubbing w jednym z jego zasadniczych elementów, mianowicie w twórczości artystycznej. Do ciała zagranicznego aktora doczepiacie głos aktora polskiego. Dubbing niszczy klimat filmu. Kastrujecie sztukę. Ordynarny trick techniczny - dubbing razi nasze poczucie estetyki i to jest znacznie gorsze niż niezrozumiałość obcej mowy. Miłośników subtelności francuskiego dialogu i entuzjastów zwięzłości angielskiego - pozbawiacie rozkoszy delektowania się dźwiękiem tych języków.

Nie wiem, czy przytoczyłem wszystkie argumenty, którymi szermują wrogowie dubbingu, ale wydaje mi się,że podałem najważniejsze i najczęściej używane w dyskusjach. Albowiem u nas jeszcze ciągle się jeszcze dyskutuje na temat: czy dubbing jest w ogóle potrzebny, czy jest twórczością artystyczną, czy jest postępem w kinematografii.

Podkreślam, iż dyskutuje się o dubbingu i jego wartości w ogóle, unikając na ogół polemik o osiągnięciach [niestety - rzadkich] i porażkach [niestety-częstych] naszego dubbingu.

Te zasadnicze dyskusje mają jakiś posmak anachronizmu, ponieważ cały świat już dawno uznał i przyjął dubbing jako najlepszą formę artystycznego i treściowego tłumaczenia dzieła filmowego. Antagoniści dubbingu przypominają zaś wrogów światła elektrycznego, którzy przyznają wyższość lampie naftowej nad nieznanym sobie wynalazkiem Edisona. Najlepszy to dowód naszego zacofania w kinematografii, która - jak napisał kiedyś Władysław Kopaliński w "Życiu Warszawy" - w przeciwieństwie do samolotów odrzutowych nie przekroczyła jeszcze u nas jeszcze bariery dźwięku. Nasz widz nie zna dubbingu i bełkot dochodzący z głośnika nad ekranem gotów jest utożsamiać z tym wynalazkiem i opartą na nim twórczością artystyczną.

Nie można oczywiście mieć za złe widzowi, że jest wrogiem skandalicznej reprodukcji dźwięku w naszych kinach. Przekłada więc napisy nad dubbing, bo dzięki napisom zdoła sobie przyswoić choć częściowo treść filmu. Dubbing, który miał mu to ułatwić - znakomicie utrudnia u nas zrozumienie akcji.

Takie stanowisko widza kinowego, całkowicie zrozumiałe i słuszne, nie ma jednak nic wspólnego z potępianiem w czambuł dubbingu. Wydaje mi się,że wśród ludzi, którzy głośno protestują przeciwko dubbingowaniu filmów francuskich czy angielskich, najwięcej jest zwyczajnych snobów, chełpiących się swoja znajomością języków obcych, daleką zazwyczaj od doskonałości. Ilu jest ludzi np. w Warszawie, którzy doskonale rozumieją każdy zwrot i każdy idiom francuski lub angielski, którzy pojmą każdy cieniutki żarcik dialogu w tych językach - nie wiem. Może stu, może dwustu. Wiem jednak na pewno, że nie stanowią oni większości widzów kinowych. Ostatecznie ilu ludzi w Warszawie czyta literaturę w oryginale?

.ObrazekObrazek
Sceny ze zdubbingowanego w 1956 r. filmu prod. angielskiej "Klub Pickwicka"

Ale tego rodzaju opinie, jakie przytoczyłem na wstępie niniejszego felietonu, udało się przeciwnikom dubbingu przedstawić w niektórych czasopismach kulturalnych jako obowiązujące i posiać zamęt wśród miłośników filmu. Fatalna reprodukcja dźwięku w naszych kinach jest oczywiście wodą na młyn snobów - estetów i krytyków, którzy jeszcze ciągle nie pojmują decydującego znaczenia dramatycznego, jakie w filmie posiada dialog.

Widz jednak chce rozumieć film w całości. Jest dla niego rzeczą oczywistą - mimo iż nie potrafi tego, być może,teoretycznie uzasadnić - że film bez zrozumiałego i pełnego dialogu jest czymś połowicznym, czymś co uniemożliwia mu pełne przeżycie dzieła sztuki. Bez dialogu zostaje częściowo zatracona funkcja filmu jako sztuki i z tym zgodzi się chyba każdy, kto ma jakie takie pojęcie o dramaturgii.

Dźwięk w kinach swoją drogą, a niski poziom naszego dubbingu, zarówno poziom techniczny, jak i artystyczny - swoją. Mamy wprawdzie kilka przykładów dobrego dubbingu, ale złego jest bez porównania więcej.

Utarło się powiedzenie, że dobry dubbing jest wtedy, kiedy widz go w ogóle nie zauważa, gdy między sposobem interpretacji roli przez zagranicznego aktora, jego gestem i mimika a głosem polskiego aktora - nie wyczuwa się żadnej różnicy; gdy obraz i dźwięk w zdubbingowanym filmie stanowią doskonałą całość. Niestety, znakomitej większości dubbingowanych u nas filmów daleko do tego ideału.

Te momenty również w poważnej mierze wpływają na opinię widza o dubbingu jako o wymyślnym sposobie uprzykrzania mu odbioru dzieła ekranowego. Dodajmy do tego, iż z reguły kieruje się u nas do dubbingu najgorsze pod względem artystycznym filmy, ostatnie niemal szmiry, bądź filmy z tych czy innych względów w ogóle do dubbingu nie nadające się i że dobre i średnie filmy zdubbingowane od czasu istnienia u nas Studia Opracowań Dialogowych można policzyć na palcach jednej ręki. Przyczyny niepopularności dubbingu u nas wśród rzesz miłośników filmu będą wtedy jasne jak słońce.

Czy jednak oznacza to wszystko, że powinniśmy zarzucić dubbingowanie filmów lub ograniczyć się jedynie do dubbingu filmów dla dzieci? Takie głosy dość często słyszy się - i co ciekawsze - wśród ludzi, od których można by oczekiwać szerszego raczej spojrzenia na sprawy filmowe. Czy fakt, iż w Warszawie niedomaga komunikacja autobusowa może stanowić podstawę żądań, by wprowadzono w stolicy na niektórych odcinkach trakcję konną? Oczywiście-nonsens!

Musimy się domagać od kierownictwa naszej kinematografii, by porzuciło wreszcie beztroski stosunek do dubbingu. Jest wiele błędów organizacyjnych, które stosunkowo łatwo usunąć. Są inne, których usunięcie nastręcza sporo trudności. Ale jest rzeczą niewątpliwą, że trzeba coś zacząć robić, że trzeba zacząć myśleć, albowiem dotychczasowa zabawa w dubbing kosztuje nas ciężkie pieniądze, korzyści natomiast nie daje prawie żadnych.

O słabościach naszego dubbingu i o ciężkiej doli pracowników tej trudnej dziedziny twórczości filmowej - napiszę za tydzień..."
Czesław Michalski[Film nr. 27, 8 lipiec 1956]

==========================================================================
cd rok 1956 poniżej
Poszukuję filmów i seriali aktorskich do których polski dubbing powstał na zlecenie Canal+, TVP bądź Wizji Jeden. Poszukuję także taśm 16mm z filmami aktorskimi które otrzymały kinowy dubbing a który nie został nigdzie wydany. Dotyczy to produkcji wyświetlanych w kinach do lat 90.

Jeśli nagranie dubbingu jest na taśmie szpulowej to jestem w stanie przegrać go na DVD. Przegranie nośnika VHS lub taśmy 16mm nie stanowi problemu.

Sam staram się kolekcjonować polskie dubbingi do produkcji aktorskich i w swoich zbiorach mam wiele unikatów które nie są nigdzie dostępne. Z chęcią się wymienię za nagrania których nie mam a które mnie interesują. Proszę o kontakt na mojego maila:

dezerter_poczta@op.pl

Andrzej Androchowicz
Stremowany amator
Posty: 27
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:41

Post autor: Andrzej Androchowicz » 24 lip 2008, o 13:08

Dla Bytucha
Szanowny Panie,
dopiero od wczoraj jestem na stronie i muszę powiedzieć, że zachwyt miesza się z zazdrością. To, co Pan robi, jest wspaniałe, wielkie! Chylę czoła. Jesli można, z przyjemnością dołączę do rodziny rozkochanych w prawdziwym, profesjonalnym dubbingu. To sztuka przez wielkie "S". Wczoraj skontaktowałem się z Dezerterem (zakładam, że te wiadomości trafiają pod podany adres). Podobnie jak Zofia Dybowska-Aleksandrowicz pochodzę z Kalisza. W ostatnim czasie wspominałem o tej znakomitej reżyserce na łamach "Rocznika Kaliskiego" (tom XXX) i w 3. tomie "Słownika biograficznego Wielkopolski południowo-wschodniej ", do którego przygotowywałem biogramy wybitnych ludzi związanych ze sceną i ze srebrnym ekranem. Może coś z tych materiałów będzie można wykorzystać do uzupełnienia tej strony. Ponadto przejrzałem "Spis filmów" wydany przez FN w 1982 roku. Tam trafiłem na kilka filmów, które oznaczono jako dubbingowane, a których nie udało mi się znałeźć na stronie. Oto one [w nawiasach kwadratowych podano rok produkcji]:
Świat milczenia (Le Monde du Silence) - reż. Louis Malle, Jacques Cousteau, Francja [1956];
Wielka tajemnica (Le Grand Secret) - reż. Gerald Calderon, Francja [1959];
Ameryka oczami Francuza (L'Amerique Insolite) - reż. Francois Reichenbach, Francja [1960];
1914-1918 (14-18) - reż. Jean Aurel, Francja [1962];
Umrzeć w Madrycie (Mourir a Madrid) - reż. Frederic Rossif, Francja [1963];
Królewna w oślej skórze (La Peau d'un Ane) - reż. Jacques Demy, Francja [1970];
Dwanaście milionów Holendrów (Alleman) - reż. Bert Haanstra, Holandia [1963];
Japonia i miecz (Hihon no Senso) - reż. James Alexander Ross, Japonia [1963];
Olimpiada w Tokio (Tokyo Olympiad) - reż. Kon Ichikawa, Japonia [1965];
Wspomnienia Meksykanina (Memorias de un Mexicano) - reż. Salvador Toscano, Meksyk [1950];
Serengeti nie może umrzeć (Serengeti darf nicht sterben) - reż. Michael Grzimek, Bernhard Grzimek, NRF [1959];
Dni grozy i śmiechu (Days of Thrills and Laughter) - reż. Robert Youngson, USA [1961];
Komiczny świat Harolda LLoyda (Harold Lloyd's World of Comedy) - reż. Duncan Mansfield, USA [1962];
Trzydzieści lat śmiechu (Thirty Years of Fun) - reż. Robert Youngson, USA [1962];
Ostatni ludożercy (Bland Manniskoatere pan Nyn Quinea) - reż. Jens Bjerre, Szwecja [1956];
Mein Kampf (Den Blodiga Tiden) - reż. Erwin Leise, Szwecja [1960];
Ludobójcy (Krigsforbrytare) - reż. Ingmar Ejve, Tore O. Sjoberg, Szwecja [1961];
Wyzwanie (La Sfida) - reż. Francesco Rossi, Włochy [1958];
Olimpiada w Rzymie (La Grande Olimpiade) - reż. Romolo Marcellini, Włochy [1960];
Śledztwo skończone - proszę zapomnieć (L'instruttoria e chiussa: dimentichi!) - reż. Damiano Damiani, Włochy [1971];
W większości są to pełnometrażowe filmy dokumentalne, do których komentarz prawdopodobnie czytał aktor. Tak było w wymienionym cyklu amerykańskich składanek komediowych, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa.
Na zakończenie dwa błedy, które zauważyłem podczas dość pobieżnego, niestety, przeglądania strony. W kilku miejscach zauważyłem, że pisze Pan - Barbara Horowianka zamiast Horawianka. Błędnie jest także zapisany tytuł filmu Old Surechand z 1968. Powinno być Surehand.
Serdecznie pozdrawiam
Andrzej Androchowicz

Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
Posty: 392
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:28

Post autor: Zbigniew Dolny » 25 lip 2008, o 14:52

cd rok 1956
===================================================================================
O KIEPSKICH FILMACH-KIEPSKO DUBBINGOWANYCH

- Panie, co on powiedział?
- Nie wiem, nic nie rozumiem...
- A ona, ta blondyna, co ona chce od niego?
- Zdaje się, że robi mu wymówki, ale na pewno nie wiem.

Takie rozmowy na widowni w czasie wyświetlania filmu dubbingowanego są u nas na porządku dziennym. I pomyśleć że celem dubbingu jest ułatwienie odbioru filmu!

Na całym świecie napisy są już zanikającą formą tłumaczenia filmów. Wiele przodujących pod każdym względem kinematografii od dawna już stosuje dubbing do wszystkich filmów, nadających się do tego typu operacji, świat bowiem doszedł do prostego wniosku, iż napisy nie tylko rozbijają kompozycje obrazu, nie tylko męczą widza, ale i nie mogą nigdy oddać w pełni treści filmu, nie pozwalają na odbiór całości dzieła.

U nas jednak sprawa wygląda wręcz przeciwnie. Dubbing uniemożliwia zrozumienie treści filmu i denerwuje widza.

Czy wina leży wyłącznie po stronie aparatury dźwiękowej kina? W dużym stopniu - tak. Ale na niezrozumiałość dialogu ma również olbrzymi wpływ złe nagranie w studio i bynajmniej nie na ostatnim miejscu są przestarzałe, niewłaściwe metody i zła zbiurokratyzowana organizacja pracy dubbingowej oraz słabe na ogół przekłady dialogów.

W tych warunkach reżyser dubbingu i aktorzy mogą dać z siebie wszystko - rezultat będzie jednak opłakany. Wartość kilku dobrze zdubbingowanych u nas filmów, wyniki rzetelnej pracy kolektywu twórczego - w przeważającej mierze poszły na marne. Na marne również poszły i ciągle idą pieniądze, wydawane u nas na dubbing.

Zło zaczyna się u nas w Centrali Wynajmu Filmów. Stąd bowiem są filmy kierowane do dubbingu.

Niezbadane są jednak kryteria, na których opiera się Centrala decydując, jaki film ma być dubbingowany, a jaki trafi na ekrany z napisami. Nie chodzi nawet o jakieś logiczne uzasadnienie, lecz o zwykły tzw. chłopski rozum którego w decyzjach Centrali trudno się doszukać.

Czym można np. wytłumaczyć kierowanie do dubbingu sfilmowanych dla celów dokumentalnych spektakli teatralnych? Albo całkiem poważną sugestię [której na szczęście oparli się twórcy], by zdubbingować chińską... operę.Autentyczne,słowo daję!

Klasycznym niemal przykładem bezmyślności była decyzja opracowania napisów do szwedzkiego filmu o zwierzętach, pt. "Wielka przygoda". W oryginalnej wersji film ma mówiony komentarz, tzw.popularnie - speakerkę, oczywiście w języku szwedzkim. Kiedy film ten został zakupiony, Szwedzi - rozumując logicznie - początkowo nie przysłali poza muzyką żadnego dźwięku, uważali bowiem słusznie, że u nas będzie opracowany komentarz słowny w języku polskim. Nie znają naszej Centrali! Wymyśliła ona, że zafunduje widzowi polskiemu komentarz szwedzki i dołoży polskie napisy.

.Obrazek.Obrazek

Oglądając kopię naszego filmu "Młodość Chopina" z dubbingiem francuskim - można głowę dać że Śląska całe życie spędziła w Paryżu. Na zdjęciu: Aleksandra Śląska jako Konstancja Gładkowska w "Młodości Chopina"[na lewo] oraz francuska aktorka Raymonde Reynard, która we francuskiej wersji użyczyła Śląskiej swego głosu.

Może jednak skrzywdziłem Centralę Wynajmu Filmów, zarzucając jej brak logiki w podejmowaniu decyzji, jakie filmy kierować do dubbingu. Pewna logika tu jest. Do opracowania dialogowego idą najczęściej złe filmy.

Jest to jedna z tysiąca przyczyn niepopularności dubbingu wśród naszych widzów. Sprawa jednak jest o tyle zrozumiała, że tzw. Redakcja Opracowań Filmowych [napisy] jest komórką Centrali Wynajmu Filmów, zaś Studio Opracowań Dialogowych [dubbing] jest samodzielną komórką i z Centrala nie ma nic wspólnego. Bliższa ciału koszula, niż sukmana, prawda?

Gdy już taki bardzo kiepski film trafi do dubbingu - zaczyna sie tam bardzo kiepska robota. Tłumacz dostaje do ręki listę dialogową i robi tzw. surowe tłumaczenie. Nic go nie obchodzi czy słowa, które pisze, padną w przyszłości z ekranu. Dba jedynie o to, by przekład był zgodny z oryginałem i miał walory literackie - jeżeli, oczywista umie temu podołać. Być może, iż dialog wygląda pięknie w maszynopisie, ale nie ma nic wspólnego z językiem mówionym. Ludzie pióra, uprawiający np. twórczość radiową - dobrze znają te męki pisania tekstu "na mikrofon". Taki tekst i tekst do druku - to niebo i ziemia. Ale tłumacza dubbingu nic nie obchodzą te sprawy. Rzecz jasna, że synchron [zgodność układu warg aktora na ekranie z polskim słowem] może być tylko dziełem przypadku.

Synchron - to sprawa redaktora ze studia dubbingowego. Mając w ręku ów surowy przekład - opracowuje on wraz z reżyserem właściwy tekst dialogu. Trzeba dodać, że istnieje u nas nie znana na świecie zasada jak najwierniejszego trzymania się oryginału, która również jest jedna z przyczyn niskiej jakości naszego dubbingu.

Zdawałoby się, że najprostszą rzeczą byłoby powierzanie tłumaczenia listy dialogowej komuś, kto byłby w stanie od razu napisać potrzebne teksty, nienaganne zarówno pod względem literackim, jak i technicznym - jeżeli chodzi o ów nieszczęsny synchron. Po cóż te surowe przykłady? Tak, ale to byłoby zbyt proste jak dla nas. Może tak pracują Francuzi lub Włosi, ale my tych rzeczy nie lubimy, my musimy zawsze utrudniać sobie robotę.

Na całym świecie są tłumacze, literaci - którzy wyspecjalizowali się w tłumaczeniach dialogów filmowych do dubbingu. Są to ludzie, którzy znają i kochają film, świetnie się orientują w procesie dubbingu i wiele wiedzą o zasadach fonetyki. U nas jeszcze nikomu nie przyszło do głowy, by zainteresować czołowych tłumaczy pracą dla dubbingu.

Za tydzień napisze o innych jeszcze rażących błędach i niedomaganiach naszego dubbingu, które sprawiają, że dreszcz niepokoju wywołuje u każdego miłośnika filmu wiadomość, iż aktorzy francuscy przemówią z ekranu po polsku. Z jakąż zazdrością oglądałem kopię filmu "Młodość Chopina" z francuskim dubbingiem! Można głowę dać, że Śląska całe życie spędziła w Paryżu.

Czesław Michalski [Film,nr. 28, 15.VII.1956]
===================================================================================
MANKAMENTY NASZEGO DUBBINGU

Może przed wojną było tu mieszkanie jakiegoś skromniejszego urzędnika firmy Scheibler i Grohman, a może miała tu swą pracownię drugorzędna krawcowa lub modystka. Dziś w tym mieszkaniu na parterze w bocznej oficynie łódzkiej czynszowej kamienicy mieści się Studio Opracowań Dialogowych.

Pracują tu ludzie mili, uprzejmi, chętnie udzielający każdemu zainteresowanemu wszelkich informacji. Są entuzjastami swej niewdzięcznej pracy i dają z siebie wszystko, by dubbing był jak najlepszy. To nie ich wina, że tylko w rzadkich wypadkach dubbing się udaje. Warunki pracy mają straszne, metody przestarzałe, organizację nieżyciową.

Wejdźmy na chwilę do salki projekcyjnej, gdzie odbywa się nagrywanie. Przy jednym stoliku - reżyser dubbingu, przy drugim - jego asystent, przed ekranem - dwa pulpity, mikrofon i stół, przy którym siedzi montażystka. Aktorzy przy pulpitach wielokrotnie powtarzają dialog jakiejś sceny wyświetlanej na ekranie "na niemo". Każdy z nich przy uchu trzyma słuchawkę, z której dochodzi oryginalny dialog filmu. Wlepiając oczy w kartkę leżącą na pulpicie - odczytują tekst polski.

Czy zwróciłeś uwagę, Czytelniku, że napisałem iż aktor odczytuje tekst? Nie gra, lecz czyta. Słuchawka wiąże go niejako z pulpitem, a więc o geście nie ma mowy. Czytanie tekstu nie bardzo pozwala na jednoczesną obserwację aktora na ekranie i często w ogóle uniemożliwia interpretację roli.
.Obrazek

Bywa tak że aktor utknie na jakiejś kwestii, że reżyser musi od początku daną scenę ustawiać. W dubbingu zdarza się to często. [Na zdjęciu od lewej: asystent reżysera - Mirosław Bartoszek i aktorzy - Jerzy Walczak i J. Dobrzański.

System to od dawna zarzucony na świecie. Nie trzeba być fachowcem, by stwierdzić, że tkwi w tym systemie pracy jedna z przyczyn niskiej jakości artystycznej naszego dubbingu. Jeżeli bowiem aktor w dubbingu nie gra, lecz czyta - w dziewięćdziesięciu przypadkach na sto widz czuje jakiś fałsz, inaczej mówiąc - zauważy dubbing. Zły to dubbing, który widz zauważa.

Na całym świecie od dawna przyjęty jest następujący system nagrywania dubbingu: aktor umie tekst na pamięć, jak to się mówi aktorskim żargonem - zna rolę "na blachę". Nagrywając - patrzy na ekran i na aktora, któremu użycza swego głosu, gra tę samą rolę, odtwarza tę samą postać co jego zagraniczny kolega, a nie gapi się w pulpit i maszynopis z tekstem.

Aby jednak zastosować ten system u nas, trzeba zerwać ze złą tradycją "surowych przekładów" i późniejszej "redakcji" tekstu. Z chwilą kiedy tekst trafia do aktora - każde słowo dialogu czy monologu musi być już sprawdzone i raz na zawsze ustalone. Wtedy dopiero aktor może opanować rolę, tzn. nauczyć się na pamięć tekstu i opracować pod kierunkiem reżysera interpretację danej roli.

Przekładu powinien dokonywać tłumacz, który nie tylko ma opanowany język, rozumie jego ducha i umie pisać dialog [nie do druku, na scenę czy do radia!], lecz ponadto zna proces dubbingu oraz - rzecz wielkiej wagi! - zna zasady fonetyki. Jeden człowiek powinien być odpowiedzialny za tekst polski, który słyszymy z ekranu.
.Obrazek

Aktorzy przy pulpitach wielokrotnie powtarzają dialog jakiejś sceny wyświetlanej na ekranie "na niemo" trzymając przy uszach słuchawki, z których dochodzi oryginalny dialog. [Na zdjęciu od lewej:Ryszard Ostałowski i J.Dobrzański]

Nie będzie wtedy takich arcyzabawnych sytuacji przy nagrywaniu dubbingu, jakie teraz często się u nas zdarzają, kiedy to wszyscy obecni w studiu "poprawiają", "uzupełniają" czy "korygują" teksty, które ciągle jakoś "nie leżą". Autora "surowego przekładu" nic bowiem nie obchodzi obraz, redaktor zaś nie zawsze może się uporać z tą najtrudniejszą na świecie krzyżówką, jaką jest dubbing. Toteż bywa u nas tak, że aktor na ekranie otwiera szeroko usta, a z głośnika pada polskie słowo, przy wymowie którego wargi się raczej zwierają.

Bywa czasem tak, że aktor utknie na jakiejś kwestii, że stale mu coś "nie wychodzi", że reżyser musi od początku daną scenę ustawić.W dubbingu zdarza się to bardzo często. Sumienny reżyser oczywiście nie dopuści do tego, by jakieś niedociągnięcia warsztatowe znalazły się w jego produkcie artystycznym. Ale w naszym dubbingu istnieje taki dziwoląg, jak obowiązująca norma pracy reżysera. Musi nagrać dziennie 180 metrów taśmy. To przenoszenie praktyki fabrycznej [nawet w fabryce nie w każdej zresztą pracy - właściwej] na pracę twórczą jest utrudnieniem, które również stanowi jedna z przyczyn słabości naszego dubbingu.
Podobnym nonsensem wydaje mi się zasada "kolejki" reżyserów dubbingu do pracy nad filmami. Wygląda to tak, jak gdyby np. poeci zrobili sobie listę i według kolejności tworzyli dzieła, których żąda wydawca. "Potrzebne są liryki. Kto tam jest pierwszy na liście? Pan?Pan napisze tom liryk. A kto następny? Pan? Świetnie, napisze pan poemat na trzysta stron druku".

Co z tego, że reżyser dubbingu nie znosi morza. Ludzka rzecz. Ale wypada jego kolejka, więc dostaje do dubbingu film morski. Może się zdarzyć, że reżyser, który świetnie czuje komedię, pracuje wyłącznie nad dubbingiem tragedii, a znów inny reżyser, któremu obca jest tematyka baśniowa - dubbinguje tylko bajki filmowe. Nonsensowność zasady "kolejki" jest chyba oczywista w twórczej pracy dubbingu. Nie wpływa to na podniesienie artystycznej jakości opracowania dialogowego.

Jest wiele organizacyjnych mankamentów, które utrudniają pracę naszych dubbingowców. Znam np. wypadek, że reżyser dopiero pod koniec pracy nad dubbingiem pewnego filmu dowiedział się, iż jest to film barwny. Barwnej kopii nigdy jednak nie zobaczył. Słyszałem od reżyserów dubbingu, jakie im sprawia trudności brak jakiegoś "archiwum dźwiękowego", nagranych na taśmę pewnych typowych efektów dźwiękowych. Nie ma nawet u nas "próbek" głosów najczęściej występujących w dubbingu aktorów. Nie ma ruchomych mikrofonów i stąd olbrzymie trudności w stosowaniu planów artystycznych, co nas tak bardzo razi w naszym dubbingu. Rejestrem braków organizacyjnych i technicznych można by zapisać sporą księgę.

Czy nie ma jednak wyjścia z tego błędnego koła, w jakim znalazł się nasz dubbing? Czy zostaje nam jedynie rezygnacja ze stosowanego z powodzeniem na świecie wynalazku, który po wprowadzeniu dźwięku pozwolił sztuce filmowej zachować jej międzynarodowy charakter? Za tydzień spróbuję na te pytania odpowiedzieć.
Czesław Michalski[Film, nr.29, 22.VII.1956]

========================================================================

O DUBBINGU-CAŁKIEM SERIO

W kilku poprzednich felietonach o dubbingu starałem się pokrótce opowiedzieć o przyczynach niepopularności wśród naszych widzów tego wynalazku i opartej na nim artystycznej twórczości. Starałem się również opisać najjaskrawsze niedomagania organizacyjne i techniczne łódzkiego Studia Opracowań Dialogowych, czyli naszego nieszczęsnego dubbingu i całej procedury związanej z ta pracą.

Uważam że walka z dubbingiem - to walka z postępem w kinematografii. Powinniśmy zatem dubbingować jak najwięcej filmów, podobnie jak powinniśmy produkować filmy na szeroki ekran i wprowadzać dźwięk przestrzenny, ale - jako widz kinowy - mam prawo żądać dobrego dubbingu, który mi ułatwi odbiór filmu, nie zaś nędznej namiastki, która mi często uniemożliwia zrozumienie akcji. Pod pojęciem dobrego dubbingu rozumiem zarówno nienaganne opracowanie filmu z punktu widzenia artystycznego i technicznego, jak i nienaganne odtworzenie obrazu i dźwięku.

Przeprowadzana obecnie reorganizacja naszej kinematografii jest dobra okazją, by pomyśleć i o jej nędznym kopciuszku - dubbingu. Na świecie przecież zrobił on zawrotną karierę i stał się czymś tak powszechnym, że... nie mówi się o nim zupełnie, podobnie jak się nie mówi o czystości ekranu, która to cecha jest naszym ekranom zupełnie obca.

Dubbing nie robi się sam i nie robi się za darmo. Trzeba zatem pomyśleć o ludziach, którzy u nas borykają się z tą niewdzięczną pracą, dać im odpowiednie warunki pracy, i trzeba pomyśleć o pieniądzach, które - jak dotychczas - dość lekkomyślnie wydaje się na brakoróbczy produkt. Nie wolno zmuszać ludzi do brakoróbstwa i nie wolno wyrzucać w błoto pieniędzy.

Daleki jestem od dawania jakiejś generalnej recepty na uzdrowienie naszego dubbingu, ale wydaje mi się, że kilka rażących mankamentów należy jak najszybciej usunąć i kilka koniecznych zmian co żywo wprowadzić, aby sprawę dubbingu u nas ruszyć wreszcie z martwego punktu. Pozwolę sobie przeto naszkicować mały plan, bynajmniej nie rewelacyjnych reform - pod rozwagę P.T.Czynników. Sytuacja obecna wygląda bowiem na złośliwość w stosunku do widza, któremu dubbing wprost uniemożliwia odbiór filmu.

Zacznę od sprawy najboleśniejszej - od dźwięku w naszych kinach.

*Należałoby w Warszawie i w kilku innych większych miastach przeznaczyć po jednym kinie na stałe i wyłączne wyświetlanie filmów w polskim opracowaniu dialogowym. Sale w tych kinach muszą mieć dobra akustykę i dobre głośniki, a w kabinach - najlepsze projektory i aparatury dźwiękowe obsługiwane przez personel z prawdziwego zdarzenia. Dla "świętego spokoju" trzeba te same filmy wyświetlać w innych kinach, w wersji oryginalnej z polskimi napisami.

*Musimy skończyć wreszcie z oszukiwaniem samych siebie, że dubbingujemy filmy głównie dla widza wiejskiego, któremu czytanie napisów może sprawiać pewne trudności. To fikcja. Byłem kilkakrotnie świadkiem, jak widzowie kinowi nie mogli dojść, w jakim języku mówią aktorzy na ekranie i całkiem serio się nad tym głowili. A oglądali film z dubbingiem polskim! Było to w Warszawie, w Poznaniu, w Gdańsku, w Ciechocinku i w Nałęczowie. Cóż dopiero mówić o wsi! W wiejskich kinach bardzo często w ogóle nie ma dźwięku, a jeżeli jest - to najczęściej przypomina odgłosy w rzeźni w czasie wzmożonej pracy.

.Obrazek
Nawet jeśli dźwięk nagrany jest idealnie - nie ma gwarancji, że dojdzie on do widza bez zniekształceń, że dialog filmu dubbingowanego będzie zrozumiały. Kiepska obróbka taśmy i zła aparatura dźwiękowa w kinie są często przyczyną przekleństw spadających na dubbing. [Na zdjęciu Grzegorz Sielski,operator dźwięku w studiu dubbingowym].

*Kierowanie do dubbingu złych filmów jest nonsensem. Trzeba wybierać dobre filmy i nadające się do tej artystycznej operacji. W komisji, która kieruje film do dubbingu, muszą bezwzględnie zasiadać twórcy - przede wszystkim reżyserzy dubbingu! Z głosem decydującym! Dotychczasowy system, w którym Centrala Wynajmu Filmów, kierując się względami "kasowymi", wątpliwej zresztą słuszności, decyduje o dubbingu lub napisach - jest zły. "Kiepski to film? No to zdubbingujemy go, może ludzie pójdą". Zawracanie głowy! Nie pójdą na zły film, choćby głosy aniołów z nieba dubbingowały zagranicznych aktorów.

*Skończyć z norma dzienna dla twórców dubbingu i podobnie jak w produkcji filmów fabularnych - opracować system bodźców ekonomicznych [to teraz bardzo modne!], który zapobiegnie, by reżyserzy nie zajmowali studia dłużej niż im ono naprawdę potrzebne.

*Zerwać z przymusem pracy artystycznej, która tematycznie może nie każdemu odpowiadać. Reżyserzy nie na podstawie listy i kolejki powinni dubbingować filmy, lecz według własnych zainteresowań. Jeden woli dubbingować bajki dla dzieci, inny przepada za komediami angielskimi, a jeszcze inny lubi filmy historyczne. Realizując dubbing filmu swego ulubionego gatunku, na pewno włoży w pracę więcej serca.

*Zreformować system opracowania przekładów. Powierzać je tłumaczom, którzy będą odpowiadać za każde słowo dialogu - tak pod względem literackim, jak i pod względem artystycznym, i ma pojęcie o zasadach fonetyki, powinien reżyserowi oddać "murowane" teksty. Tylko reżyser będzie miał tu coś do powiedzenia w czasie prób i realizacji.

*Zacząć poważnie pracować z aktorami. Gdy będzie wreszcie dobry tekst - można będzie wymagać od aktora sumiennego opracowania roli, wykucia tekstu na pamięć. Potem - próby, próby, próby i rzetelna praca reżysera z aktorem. Nagranie oczywiście bez słuchawek z epoki króla Ćwieczka i bez pulpitów z maszynopisami.

*Jak najszybciej umożliwić reżyserom dubbingu gruntowne zapoznanie się z tą pracą w zagranicznych ośrodkach. Wyjazdy naszych dubbingowców do Francji, Niemieckiej Republiki Demokratycznej i Włoch - krajów, gdzie dubbing jest od dawna nienaganny - są sprawą wielkiej wagi. Wydatki na podróż i diety reżysera dubbingu zwrócą się wielokrotnie po jego powrocie do kraju.

*Unowocześnić studio, zakupić potrzebny sprzęt, założyć fonoteki, etc.

Czy są to jakieś rewolucyjne projekty? Chyba nie, chociaż wygląda to wszystko dość groźnie na papierze. Czy zmiany te pociągną za sobą wielkie wydatki? Zapewne, sprzęt musi kosztować, nauka za granicą - również. Ale zapobiegnie to wkrótce dotychczasowemu marnotrawieniu pieniędzy, które daje tylko ten skutek, że widza zalewa przysłowiowa zła krew. Centralny Urząd Kinematografii, to jest... przepraszam - Komitet do Spraw Kinematografii - po zlikwidowaniu potwornego molocha biurokracji znajdzie zapewne trochę czasu, by o dubbingu pomyśleć poważnie i znajdzie chyba w swym budżecie jakieś niewielkie luzy, by stworzyć naszym dubbingowcom warunki pracy chociaż zbliżone do normalnych.

Czesław Michalski[Film, nr.30, 30.VII.1956]
===================================================================================
Czy Warszawskie Studio Opracowań Dialogowych będzie dubbingować obcojęzyczne filmy?

To nie było oczywiście łatwe. Nikt nie budował jeszcze u nas takiego obiektu. Roboty nie chciało się podjąć żadne przedsiębiorstwo państwowe, powierzono je więc warszawskiej spółdzielni budowlanej "Remont".

Ale wreszcie w najbliższych tygodniach - studio dubbingowe w Warszawie, aleja Niepodległości 159, parter - zostanie uruchomione.

Przed wojną było tu niewielkie atelier filmowe, po wojnie mieściły się biura Centrali Wynajmu Filmów. Teraz będzie tu warszawski dubbing, czyli - jak brzmi oficjalna nazwa - Studio Opracowań Dialogowych.

Studio zostało wyposażone w salę do nagrań filmów z dźwiękiem przestrzennym, ale aparatury są wciąż niekompletne. Ma ono sześć obszernych montażowni, salę do przegrywania specjalnych efektów dźwiękowych i urządzenia klimatyzacyjne.

.Obrazek

Studio dubbingowe w Warszawie zostało wyposażone w wiele nowoczesnych urządzeń, które przy rozwinięciu pełnej zdolności produkcyjnej studia pozwolą na opracowanie polskiej wersji dźwiękowej do około 30 filmów rocznie. Prócz sali projekcyjnej, której fragment przedstawia zdjęcie, są tu jeszcze dwie sale do nagrań filmów na ekrany normalne i panoramiczne.

Centralny Zarząd Wytwórni Filmowych [jeszcze ciągle istnieje!] wydał wiele pieniędzy na kosztowna budowę, ale oczywiście nie dostarczył wszystkich urządzeń, bez których studio będzie utykać na jedną nogę. Chodzi zwłaszcza o magnetofony na taśmę 35 milimetrów, które pozwoliłyby na znaczne uproszczenie procesu przegrywania dźwięku, ale chodzi też o inne szczegóły wyposażenia technicznego.

W nowym studiu można dubbingować 30 filmów rocznie. W starym łódzkim-12. Czy jednak będziemy teraz dubbingować 42 filmy rocznie - to sprawa wielce wątpliwa. Nie tylko chodzi o te magnetofony, lecz o ludzi. Centralny Zarząd Wytwórni Filmowych zgodził się bowiem na przeniesienie z Łodzi do Warszawy aż... jednego reżysera dubbingu i jednego operatora dźwięku. Inni zostają w ciasnym łódzkim studiu i czekają ... na lepsze czasy.

.Obrazek

Otwarcie studia nastąpi dopiero za kilka tygodni, ale już odbywają się tu próbne czytania polskich dialogów które porównuje się z tekstem oryginalnym podczas wyświetlania fragmentów filmu. W tej chwili na warsztacie jest hiszpański film pt. "Dzień dobry,panie Marshall". Na zdjęciu reżyser Julia Iberle i aktorzy - Małgorzata Leśniewska i Jerzy Radwan.

.Obrazek

W kabinie projekcyjnej kinomechanik przygotowuje się do wyświetlania tzw. sklejek. Są to małe sklejone ze sobą odcinki filmu, które można wyświetlać bez przerwy, powtarzając tę samą scenę po kilka, a nawet po kilkanaście razy. Reżyser dubbingu i aktorzy mogą wtedy bez pośpiechu ustalić czas potrzebny do nagrania polskich dialogów i dokonać poprawek.

.Obrazek

Małgorzata Leśniewska i Jerzy Radwan podzielili się rolami. Leśniewska czyta tekst komentarza, gdyż w niektórych partiach filmu występuje narrator, a Radwan - dialogi wypowiadane na ekranie przez różnych aktorów. Później, przy ostatecznym nagraniu polskiej wersji dźwiękowej, każdy hiszpański aktor będzie miał - rzecz jasna - swego polskiego dublera.
[Film, nr. 40, 7.X.1956]
=========================================================================
"Co nowego w dubbingu"

"..-Czy będziemy kiedyś rozumieć każde słowo polskiego dialogu we francuskich, angielskich lub włoskich filmach? Czy nie będzie nas w przyszłości razić Marina Vlady, Virginia McKenna lub Vittorio De Sica -mówiący po polsku?
Czy będziemy mogli wreszcie oglądać dobrze [!] dubbingowane zagraniczne filmy? Czy widzowie kinowi [ci normalni,nie snoby] będą mogli w końcu przekonać się, w jakim stopniu polska wersja językowa ułatwia odbiór filmu?

Myślałem o tym zwiedzając nowo otwarte warszawskie Studio Opracowań Dialogowych w alei Niepodległości. Przed wojną było tu atelier filmowe, toteż pomieszczenie jest obszerne, wygodne i łatwo dało się przystosować do potrzeb dubbingu. Wyposażenie techniczne studia jest - jak twierdzą realizatorzy - zadowalające. Reżyser Seweryn Nowicki, który niedawno objął kierownictwo obu ośrodków dubbingowych - starego łódzkiego i nowego warszawskiego - nie zasypiał gruszek w popiele.

Wiele wątpliwości budziła dotychczas w naszym dubbingu praca z aktorem. Aktorzy z reguły czytali tekst w czasie nagrywania dialogów. Mając oczy wlepione w maszynopis, nie mogli oczywista śledzić obrazu na ekranie. Toteż używali słuchawek z których dochodził obcojęzyczny dialog i on to był "pilotem" dla aktora.
Jasne, że o interpretację aktorską w takim wypadku trudno, jasne,że aktor mimo woli wpadł w ton obcego dialogu. W rezultacie jego głos brzmiał sztucznie i nieporadnie.
.Obrazek
Reżyser Julia Iberle realizuje polską wersję językową hiszpańskiego filmu "Witaj nam, panie Marshall". W dubbingu grają nasi czołowi aktorzy.


Pisaliśmy kiedyś o tych sprawach w "FILMIE", wysuwając postulat, by - podobnie jak to robią Francuzi, Włosi czy Niemcy - aktorzy w dubbingu grali swe role tak jak w teatrze, a nie czytali tekstu pod głos ze słuchawki. Tylko bowiem w tych warunkach można zapewnić pewien poziom artystyczny dubbingu.

Reżyserem, który pierwszy zastosował u nas te wypróbowane już zresztą na Zachodzie metody nagrań dubbingowych jest Julia Iberle.
Realizuje ona obecnie polską wersje głośnego hiszpańskiego filmu Berlangi "Witaj nam,panie Marshall". Pani Julia jest uczennicą Leona Schillera i reżyserem teatralnym, ale od paru lat już para się niewdzięczną pracą w dubbingu.
Zdaje się, że nie łatwo było jej przekonać niektórych aktorów, iż w dubbingu trzeba grac a nie czytać.
Nic dziwnego, dotychczas było inaczej i... znacznie wygodniej dla aktora. Odklepał swój tekst i szedł do domu. Stanowisko reżysera dubbingu poparł jednak doświadczony reżyser teatralny Aleksander Bardini, który sam występuje w polskiej wersji "Pana Marshalla" oraz znakomity aktor Władysław Staszewski, również odtwórca jednej z dubbingowych ról w filmie. "Zbuntowani"musieli ustąpić.
"Witaj nam, panie Marshall!" jest oczywiście filmem dialogowym i dlatego znalazł się na warsztacie naszych dubbingowców.

-To na pewno nie jest takie proste - zwracam się do reż. Iberle - Jakie pani ma trudności w realizacji polskiej wersji dialogowej?

-W pierwszej chwili byłam przerażona tempem dialogów - opowiada pani Julia - Hiszpanie mówią bardzo prędko, toteż przygotowanie polskich tekstów które by pozwoliły zachować zgodność układu warg aktorów na ekranie z polskimi słowami, a z drugiej strony efekt szybkiego dialogu - było największym kłopotem. Trzeba było czasem długo szukać na przykład dwusylabowego polskiego słowa, by przetłumaczyć, zastąpić nim czterosylabowe słowo hiszpańskie...
.Obrazek
Aleksander Bardini [w szkłach] użycza swego głosu hiszpańskiemu koledze, który odtwarza na ekranie postać Manola, impresaria pewnej andaluzyjskiej gwiazdy kabaretowej. Szymon Baczyński [na lewo] za chwilę dojdzie do głosu.


-A co pani sądzi w ogóle o tym filmie? Czy będzie się on podobać naszej publiczności?

-Temat jest bardzo już zdezaktualizowany, jest to bowiem satyra na plan Marshalla w Hiszpanii, czyli przebrzmiałe raczej sprawy. Z drugiej strony jednak jest to interesująca i zabawna historia, film jest świetnie zrobiony, każda rola doskonale obsadzona. Co jeszcze ratuje film - to satyryczne ukazanie w nim nie tylko Amerykanów, lecz również Hiszpanów i Hiszpanii. Berlanga jest świetnym reżyserem.
.Obrazek
"Amerykanie przyjechali! Amerykanie przyjechali!" - wołają w filmie - oczywiście po hiszpańsku - chłopcy, którzy bawią się na ulicy miasteczka Villiar del Rio. W kinie usłyszymy jednak głosy tych oto młodych ludzi, których przedstawiamy na zdjęciu. Ten chłopiec na lewo, ten najwyższy - to...Zofia Raciborska - aktorka, która świetnie imituje głos małego chłopca i bez której dubbing i radio nie mogłoby się obejść. Jednak prawdę można oddać tylko fałszem - jak mówi Rene Clair. Toteż Raciborska gra często w radiu i dubbingu.


-O ile wiem w filmie jest kilka piosenek. Jak pani poradziła sobie z nimi przy dubbingu?

-Zachowałam je w oryginale. Jest to zresztą konwencja przyjęta na całym świecie. Jeżeli tekst piosenki nie ma żadnego znaczenia dla akcji, zostawia się przy dubbingu oryginalne wykonanie. W "Panu Marshallu"sprawa jest o tyle prosta, że piosenki są poprzedzone specjalną zapowiedzią, mianowicie ktoś tam mówi, że wystąpi andaluzyjska gwiazda estrady, no i ta gwiazda "wykonuje"swój "numer". Może chyba śpiewać po hiszpańsku. Piosenka jest ładna, ale bez znaczenia. Jest także w filmie kilka scen, w których słyszymy parodiowany język angielski. Tu również zachowałam oryginalny dźwięk, bo przecież nie byłoby sensu nagrywać u nas specjalnej parodii angielskiego, skoro dźwięki tu są zupełnie niezrozumiałe.

-Czy to w filmie zrobione jest celowo?

-Jak najbardziej. Po prostu taśma jest puszczona w odwrotną stronę, co w efekcie daje jakieś niezrozumiały bełkot, podobnie jak "mowa" Kazimierza Pawłowskiego w "Dyzmie". Ponieważ są to sceny, w których bohaterom filmu - Hiszpanom - Śnią się Amerykanie, więc chyba jest to usprawiedliwione.
.Obrazek
Mieczysław Pawlikowski [w środku],który dubluje woźnego magistratu małego hiszpańskiego miasteczka Villiar del Rio, coś tłumaczy sekretarzowi burmistrza czyli Szymonowi Baczyńskiemu [z lewej]. W głębi - Władysław Staszewski, który za chwilę wtrąci się do rozmowy jako burmistrz miasteczka.


-Kiedy pani kończy nagrywanie dialogów?

-Właśnie skończyłam przed chwilą. Jeszcze nagrywam kilka efektów, robię montaż i... czekam na komisję kwalifikacyjną.

Nie wiem, oczywiście, jak wypadnie ocena tego dubbingu przez komisję. Załóżmy, że dobrze. Reżyser bowiem i cała ekipa włożyli dużo serca w swoją pracę, a obsada aktorska - to w głównych rolach znane i cenione nazwiska: Szymon Baczyński, Aleksander Bardini, Renata Kossobudzka, Zofia Mrozowska, Mieczysław Pawlikowski, Zofia Raciborska, Władysław Staszewski. Wszystko wskazywałoby zatem, że dubbing będzie udany.
Czy to jednak oznacza, że będą spełnione warunki, które wymieniłem na początku tego reportażu? Bynajmniej. Albowiem z doświadczenia wiemy, że:

a)masowe kopie są najczęściej produktem brakorobów,
b) aparatury dźwiękowe w wielu kinach są w opłakanym stanie


Toteż nie jest wykluczone, że znów odezwą się głosy protestu przeciwko "artystycznej kastracji", "pozbawianiu widza subtelności hiszpańskiego dialogu" i "dość kosztownej zabawie paru osób" - jak napisał ostatnio "Przekrój", wysuwając częściowo słuszne zarzuty pod adresem dubbingu filmu "Pan inspektor przyszedł", czy zatem sytuacja jest beznadziejna? Czy nie możemy, czy nie stać nas na przyzwoity dubbing? Ależ tak, tylko niczego nie można załatwiać połowicznie. Realizacja - to jeszcze nie wszystko. Trzeba więc co rychlej:

a) wzmóc kontrolę nad produkcją masowych kopii i nie wypuszczać w świat braków,
b) wybrać kilka czy kilkanaście kin w kraju, które dysponują dobrymi aparaturami dźwiękowymi i na razie tylko w tych kinach wyświetlać dubbingowe filmy. W żadnych innych!

[Aleksander Rydecki, "Film" nr. 50, 16 grudzień 1956]

-----------------------------------------------------------------------------------------------
"OTWARCIE STUDIA DUBBINGOWEGO W WARSZAWIE"

.Obrazek

Nareszcie otwarcie! - mówili goście zaproszeni na inaugurację nowego studia dubbingowego w al. Niepodległości w Warszawie. Rzeczywiście, budowa ciągnęła się długie miesiące, trzeba jednak sprawiedliwie przyznać, że ten tak dawno upragniony ośrodek dubbingu - przedstawia się imponująco. Uzupełniono wszystkie braki, o których niedawno pisaliśmy i teraz - jak żartowano - nic już nie będzie usprawiedliwiać złego dubbingu zagranicznych filmów. Załodze nowego studia życzymy powodzenia w pracy i czterdziestu opracowanych filmów rocznie.
[Film nr. 47, 25 listopad 1956]
Poszukuję filmów i seriali aktorskich do których polski dubbing powstał na zlecenie Canal+, TVP bądź Wizji Jeden. Poszukuję także taśm 16mm z filmami aktorskimi które otrzymały kinowy dubbing a który nie został nigdzie wydany. Dotyczy to produkcji wyświetlanych w kinach do lat 90.

Jeśli nagranie dubbingu jest na taśmie szpulowej to jestem w stanie przegrać go na DVD. Przegranie nośnika VHS lub taśmy 16mm nie stanowi problemu.

Sam staram się kolekcjonować polskie dubbingi do produkcji aktorskich i w swoich zbiorach mam wiele unikatów które nie są nigdzie dostępne. Z chęcią się wymienię za nagrania których nie mam a które mnie interesują. Proszę o kontakt na mojego maila:

dezerter_poczta@op.pl

ODPOWIEDZ