Rok 1932

Możliwość pisania postów bez rejestracji.

Moderatorzy: Zbigniew Dolny, Andrzej Androchowicz

Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
Posty: 392
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:28

Rok 1932

Post autor: Zbigniew Dolny » 9 lis 2009, o 10:45

==================================================================================================
Rok 1932
[We wszystkich przepisanych tekstach zachowałem oryginalną, przedwojenna pisownię - bytuch]

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
1."Dwa serca biją w walca takt"/"Zwei Herzen in 3/4 Takt" - Niemcy 1930
reż. Geza von Bolvary
reż. dubbingu polskiego: Ernest Łukawiecki

- Walter Janssen; Oskar Karlweis; Willi Forst; Gretl Theimer; S.Z. Sakall; ...
w polskiej wersji językowej: Irena Carnero, Stefan Laskowski,Witold Rychter, ...

Obrazek

Nicki i Vicki, dwaj bracia - tekściarze, współpracują z kompozytorem Tonim. Zdając sobie sprawę z tego że Toni jest kobieciarzem, ukrywają przed nim istnienie swojej pięknej siostry Heidi. Cierpiąc na blokadę twórczą, Toni wydaje wielkie przyjęcie, które jest bojkotowane przez jego przyjaciół. Uważają oni że powinien on się skupić na pracy a nie na zabawie.Jedynym gościem który nieoczekiwanie przybywa, jest piękna Heidi. Będzie ona inspiracją do napisania dziesięciu operetek.


Dowiadujemy się, że...
... wykonano polską wersję znanego filmu niemieckiego "Dwa serca w takcie raz, dwa, trzy" (film wejdzie na ekrany pod tyt. "Dwa serca biją w walca takt"-bytuch). Specjalna ekspedycja filmowa "Muzafilmu" z D-rem Gleisnerem na czele wróciła niedawno z zagranicy, gdzie ten film całkowicie spolszczono. Znani artyści: Carnero, Laskowski i Rychter odtworzyli szereg piosenek Jerzego Nela. Podjęto duży wysiłek, aby ten cud filmowy udostępnić polskiej publiczności. Czołowe role grają: W.Jannsen, O.Karlweis i W.Frost oraz czarująca Greta Theimer, najnowsza rewelacja aktorstwa filmowego. Muzyka znanego kompozytora Roberta Stolza, reżyseria Gezy Bolvary, udźwiękowienie "Tobis". [Kino nr.5; 31 styczeń 1932r]

Film niemiecki w języku polskim
Koresp. wł. "Kina"

Nie zrażając się niepowodzeniem, jakiego doznał "Ulubieniec Bogów" w wersji polskiej, podjęto synchronizację głosową znanego filmu niemieckiego p. t. "Zwei Herzen in 3/4 Takt". Poraz pierwszy zatem ujrzymy operetkę niemiecką reżyserii Gezy von Bolvary z Willy Forstem, Walterem Jannsenem, Karlweisem i Gretel Theimer. Akcja rozgrywa się w Wiedniu, w czasie kiedy wszechmocny foxtrot począł wypierać starego walczyka.
Synchronizację wykonano w taki sposób, że polska mowa zgadzała się z poruszeniami ust artystów, którzy mówią po niemiecku. Trudno opisać, ile mozołu i trudu kosztuje podobna praca. Pod kierunkiem reżysera polskiej wersji dźwiękowej Eugenjusza Łukawieckiego wykonano pracę w laboratorium "Tobisa" w Berlinie.
Celem wykonania partji śpiewanych sprowadzono z Warszawy śpiewaczkę Irenę Carnero i śpiewaków Stefana Laskowskiego i Witolda Rychtera. Uderzającem jest wprost podobieństwo głosu Laskowskiego, do oryginalnego głosu rzeczywistego odtwórcy roli Willi Forsta.
Film demonstrowany tutaj wobec korespondentów pism polskich i zagr., wywarł bardzo dobre wrażenie. Jesteśmy przekonani, że krytyka i publiczność w Polsce przyjmie "Dwa serca" z tem samem uznaniem. Pokaz zaszczycił swą obecnością p. Konsul Generalny Rzeczypospolitej w Berlinie, dr. Gawroński.
Zygmunt Schindler [Kino, nr.6; 7 luty 1932 r.]
Obrazek.Obrazek.Obrazek
Na fot. niemiecki program kinowy, okładka do cd z piosenkami z filmu i amerykański plakat kinowy do filmu "Dwa serca bija w walca takt".

Z ekranów łódzkich

Wiedeń. Walczyk. Sentymentalna piwnica piwiarniana. Kulisy teatrzyku. Walczyk. Stół, zastawiony na 30 osób. Walczyk.
Ten bezpretensjonalny film walczykowy wyróżnia się nieco w masowej produkcji tych tanich i masowych fabrykatów. Niektóre posunięcia scenarzysty, czy reżysera świadczą nawet o pewnej kulturze. Do nich należy niezłe przejście z roku 1820 do "dzisiejszych czasów", - plusem jest również zrezygnowanie z pokazania spektaklu rewjowego, mimo że akcja ciągle się koło tego obraca, - no i wreszcie dyskretny koniec, niemówiący, którego z trzech amantów wybrała bohaterka.
Film jest wyświetlany w wersji polskiej, wykonanej systemem "dubbingowym". W "Dwu sercach" - trzeba przyznać - jest to kombinacja przeprowadzona bardzo zręcznie. Gdyby nie sugestja afisza i niektóre nieuniknione uchybienia (ruch ust dłuższy, niż słowa polskie), możnaby uwierzyć, że słyszy się tę samą osobę, którą się widzi.
Jan Lem [Kino, nr.12; 20 marzec 1932 r.]

"Wśród filmów dozwolonych dla młodzieży"
"Dwa serca biją w walca takt" - wesoła operetka wiedeńska, z polskim dubbingiem (podłożony tekst polski).
Odpowiedni film dla dziewcząt od lat 12-tu.
Ładna, melodyjna, popularna muzyczka.
Taśma podniszczona.
Jedno tylko zastrzeżenie: nie bierzcie aby wzorów gramatycznych z tego polskiego dubbingu. Brzmi on tak: "ubierz krawat", "co szukasz? walca, czy tą małą?"
Tłumacz powinien włożyć krawat i poszukać podręcznika pisowni polskiej.

[Wanda Kalinowska, Kino nr.11, 12 marzec 1933 r.]

Bardzo dziękuję Rafałowi Skibickiemu za odszukanie niezwykle cennego artykułu z "Kuryera Filmowego" dodatku do numeru 170 "Ilustrowanego Kuryera Codziennego" z dnia 21.06.1932 roku w którym była podana reżyseria i obsada aktorska do tego dubbingu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

2."Braterstwo ludów"/"Kameradschaft" - Niemcy
reż. Georg Wilhelm Pabst

- Alex Bernard; Andrée Ducret; Elisabeth Wendt; Fritz Kampers; Gustav Püttjer; ...

.Obrazek.Obrazek

.Obrazek.Obrazek


"Życie odkrywa często najpiękniejsze tematy, za któremi daremnie goni rozwydrzona wyobraźnia artystów. Ze zrozumienia tego prostego faktu powstał nowoczesny reportaż: literacki, sceniczny, filmowy. Zwłaszcza ten ostatni w ciągu kilku lat uczynił olbrzymie postępy. Film Pabsta "Braterstwo" nakręcony jeszcze przed "Atlantydą", reprezentuje najwyższą klasę reportażu: autentyczny dokument w służbie wielkiej idei.

Dokument: katastrofa górnicza w Courrieres, na pograniczu francusko-niemieckiem. Idea: solidarność ludzi pracy w obliczu nieszczęścia, rozwalająca odwieczne granice wrogości i nieufności między narodami. Górnicy francuscy, żywcem zakopani, i niemieccy - śpieszący im na pomoc z tamtej strony granicy, stanowią jedność społeczną i jedność duchową. Taka jest główna teza tego filmu, który w zupełności zasługuje na miano międzynarodowego, gdyż jest nim w swojej istocie. Dwa języki rozbrzmiewające z ekranu: francuski i niemiecki - mają podkreślać i wzmacniać wrażenie autentyczności, prawdziwości przedstawionych faktów. I rzeczywiście ten cel osiągają - ale nie u nas. U nas musiano zrobić z niemieckich górników - Polaków, zamiast niemieckich djalogów - podłożyć obcy zupełnie duchowi filmu tekst polski.
Wł. Br. [Kino nr.44; 30 październik 1932 r.]

Jak wynika z powyższego tekstu, film ten zdubbingowano w połowie, zastępując język niemiecki językiem polskim.Wówczas obowiązywał zapis cenzury na język niemiecki i rosyjski - których nie można było używać w kinie i teatrze. Więc ratowano się tym, że wyświetlano filmy niemieckie z np. francuskim dubbingiem. [bytuch]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Dwa serca biją w walca takt" był jedynym zdubbingowanym filmem zagranicznym na polskich ekranach w roku 1932. W "Kinie" nr 45 z dnia 6 listopada 1932 r znajdujemy taką oto notatkę:

"A jednak "dubbing" zwycięży!

Kino "Palace" w Warszawie wyświetla niemiecką komedję muzyczną "Komenda serc", mówioną i śpiewaną po francusku z tak udatnym "dubbingiem", że tylko garść wtajemniczonych domyśla się prawdy. Brawo!
O ileż jednak byłoby lepiej, gdyby "Komendę serc" - i wogóle filmy zagraniczne - mówiono po polsku! Cała rzecz w tem, żeby "dubbing" był nagrany starannie.

Dowiadujemy się, że "Fox" postanowił dubbingować po polsku swój przebojowy film "Congorilla", a "Universal" swój film egzotyczny "Igloo".
Więc jednak "dubbing" zwycięży!"

.Obrazek.Obrazek.Obrazek
Amerykańskie plakaty do filmów: "Congorilla" i "Igloo", zapowiadanych w listopadowym kinie jako następne filmy wytypowane do zdubbingowania na język polski.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W roku 1932 redakcja "Kina" przeprowadziła dużą batalię o spopularyzowanie dubbingu w polskich kinach.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Reżyser Michał Waszyński
jest zdecydowanym zwolennikiem "dubbingu"

Redakcja "Kina" od czasu powrotu do kraju polskiej ekspedycji filmowej "B.W.B" z Afryki, otrzymuje ciągle listy czytelników z zapytaniami, w jakim języku nakręcony będzie film.
Sprawa ta jest nietylko przedmiotem zainteresowania publiczności, ale i fachowców, oraz publicystów filmowych. W celu uzyskania jak najdokładniejszych informacyj, zwróciliśmy się do pierwszego źródła,: do reżysera Michała Waszyńskiego:
- W jaki sposób rozwiążecie zawiłą sprawę języka waszego filmu. Bo z jednej strony, nie do pomyślenia jest, aby film był wykonany w innym języku, niż polskim, z drugiej zaś strony, nieco dziwacznem będzie, jeśli Bodo - Szeik lub Nora Ney - Arabka będą rozmawiać po polsku.

.Obrazek.Obrazek
Na fot. Michał Waszyński, obok scena z filmu "Głos pustyni" w reż. Michała Waszyńskiego na okładce Kina. Na fot. Adam Brodzisz i Witold Conti.

- Istotnie, to byłoby bardzo dziwne i właśnie dlatego musiałem znaleźć "złoty środek". Film będzie polski, - to jest pewne i inaczej być nie może, to znaczy, że wszystkie osoby - poza Arabami - będą miały djalogi polskie. Zaś Arabowie będą rozmawiali po arabsku, zresztą bardzo krótkiemi i zwartemi zdaniami. Ale treść ich słów będzie się tak wyraźnie tłomaczyła akcja i wrażeniami optycznemi, że stanie się zrozumiała dla każdego. Wydaje mi się, że pomysł ten jest bardzo szczęśliwy, gdy porównamy z formą obcojęzycznych filmów, które przecież są zrozumiałe tylko dla nielicznych "słuchaczów" kinowych. Miałem sposobność przekonać się, że nigdzie w Europie filmy obcojęzyczne nie mają racji bytu. Tylko u nas do dziś dnia jeszcze cierpliwa publiczność pokornie znosi bełkot obcych języków. A przecież system "dubbingu" jest zbawczem rozwiązaniem tego węzła gordyjskiego. Miałem na to żywy przykład. Wracając z Afryki, sprzedaliśmy w Paryżu naszych "Bezimiennych Bohaterów". Gdy zaproponowaliśmy kopję w polskim języku z napisami francuskiemi, biuro wynajmu nawet słyszeć nie chciało o takiej kombinacji, gdyż film zeszedłby z ekranu po jednym dniu. I dlatego "Bezimienni Bohaterowie" zostali "zdubbingowani".

- Może kilka słów o filmie afrykańskim?

-Wiesz, jak nazywamy nasz film? "Prawdziwym". Otóż muszę wyjaśnić, że to wszystko, co dotychczas oglądaliśmy w filmach afrykańskich, te okropności powolnego konania z pragnienia załóg fortecznych, osaczonych przez Beduinów - to była poprostu niedorzeczność, naciąganie dramatyczne dla wywołania zgrozy i współczucia dla bohaterów. Otóż muszę realizatorów tych filmów zdyskredytować, bowiem wojska Legji Cudzoziemskiej zawsze stacjonują w najpiękniejszych oazach i nigdy żaden żołnierz nie ginie z pragnienia. W moim filmie również nikt nie umrze tą męczeńska śmiercią.

- Kiedy to zobaczymy?

- Na jesieni.
(m. s.) [Kino, nr.26; 26 czerwiec 1932 r.]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jestem przeciwnikiem "dubbingu"
mówi reż. J. Gardan

Jestem przeciwnikiem "dubbingu" a to dla następujących powodów:

Niema dziś chyba jeszcze ani jednego "słuchacza" filmowego, któryby orzekł, że podkładanie djalogów do filmów, nagranych w innym języku jest i może być do tego stopnia doskonałe, aby nie raziły każdego wrażliwego widza. To nie ulega żadnej kwestji i braków technicznych uzasadniać nie trzeba. Może zczasem, gdy technika "dubbingu" przejdzie naturalną swoją ewolucję - efekt idealny da się osiągnąć.

.Obrazek.Obrazek
Na fot. Juliusz Gardan. Obok scena z f. Juliusza Gardana "Serce na ulicy" (1931 r.), na fot. Nora Ney, Junosza Stępowski i Zbyszko Sawan.

Ale przyjmijmy, że to się już stało, cóż wtedy? Wtedy wyłania się inna wada, bardziej może istotna: każdy wrażliwy słuchacz musi odczuwać, że gra kto inny i inna osoba przemawia. Ta różnica tkwi, mojem zdaniem, w konstytucji fizycznej każdego człowieka. Inaczej mówi, np. człowiek szczupły i inny ma głos - otyły. Nie do pomyślenia byłby taki idealny dobór gatunku głosowego do wyglądu zewnętrznego. Taka różnica - wprawdzie bardzo subtelna, ale jednak wyczuwalna - zabija prawdę artystycznego wrażenia. Widz odnosi przykre wrażenie, ze na ekranie poruszają się czarno-białe sylwetki, a głosy ich, mowa - to nic innego, jak efekt precyzyjnie działającego aparatu.

Dalej. Aktor, aby móc oddać całkowity nastrój i zrozumienie wypowiadanych słów, musi się całkowicie skupić. Jakże można tego żądać od aktora, którego mowę przy "dubbingu" notuje aparat, gdy musi całą swoją uwagę natężyć, aby łowić ruchy ust aktora grającego na ekranie? Nawet najgenialniejszy artysta - recytator nie mógłby przezwyciężyć tej trudności. To stanowisko potwierdza opinja kilku wybitnych polskich artystów dramatycznych, którzy argumentują w ten sam sposób.

Czy "dubbing" jest potrzebny? Raczej nie! Przy dobrych filmach zagranicznych, objaśniający napis może być wstawiany u dołu taśmy w tych miejscach, gdzie w filmach niemych był napis na całym ekranie. Zaś w filmach "teatralnych", mówionych od początku do końca - podkładana mowa w innym języku nic nie pomoże. Drażni tylko i sprowadza wartość dramatyczną tekstu do zera.

Dla polskiej wytwórczości filmowej "dubbing" ma całkiem szczególne znaczenie i, mówię to zgóry, niekorzystne.

Gdyby nawet "dubbing" jakimś cudem dojrzał do swojego celu, polski film byłby na tem bardzo ucierpiał, przedewszystkiem materjalnie. Siłą przyciągającą publiczność na polski film były dotychczas ich tematy patrjotyczne. Od chwili, gdy film przemówił - drugą siłą stał się ich język. Ale gdy "zdubbingowane" filmy zagraniczne posiądą również ten ważny atut - konkurowanie polskiego filmu z filmami zagranicznemi będzie bardzo ciężkie, bowiem polski film, wyprodukowany kosztami o wiele bardziej niższemi, jest i z konieczności musi być gatunkowo gorszy. W tych warunkach nasza produkcja, poza nielicznemi zbiorowiskami polskiej emigracji, nie może liczyć ani na efekt materjalny, ani na sukces artystyczny zagranicą.

Stwórzmy więc najpierw prawdziwie dobry film dla własnego uzytku, a wówczas rynki zagraniczne same się otworzą, zaś złemu filmowi i "dubbing" nie pomoże.
(s) [Kino, nr.27; 3 lipca 1932]

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Dubbing"? Owszem, ale...
mówi reż. Henryk Szaro

Reżyser Henryk Szaro, twórca "Na Sybir", "10 z Pawiaka" i innych filmów produkcji krajowej w ten sposób wypowiada się w sprawie "dubbingu".

- Przyznaje szczerze, że dotychczas nie mam całkiem sprecyzowanej i zdecydowanej opinji o t. zw. "dubbingu", t. j. o podkładanych djalogach do filmów obcojęzycznych, a to przedewszystkiem dla tej przyczyny, że "dubbing" jako forma wyrazu artystycznego jest w pierwszym rzędzie całkiem uzależniony od precyzji technicznej.

.Obrazek.Obrazek
Na fot. reż. Henryk Szaro. Obok program do f. "Rok 1914" w reż. Henryka Szaro. W medalionach: Bazyli Sikiewicz, Jadwiga Smosarska i Witold Conti.

Nie trzeba chyba dowodzić, że film obcojęzyczny jest niezrozumiały dla gros naszej publiczności. Jakiemiż zatem środkami rozporządza technika kinematograficzna, aby widzowi zrozumienie udostępnić? Dwojakiego rodzaju napisami: wkopjowanemi na taśmię i wmontowanemi na wielkości całego ekranu oraz "dubbingiem". Obiedwie pierwsze formy sa złe, bo przerywają ciągłość akcji, niemal całkowicie rujnują wartość artystyczną obrazu i wreszcie rozpraszają uwagę widza do tego stopnia, że widz wprawdzie rozumie temat filmu, ale go nie widzi. A przecież efekt wizualny jest najważniejszy w sztuce kinematograficznej.

Z kolei "dubbing". Główną wadę "dubbingu" przynajmniej polskiego - upatruję w trudnościach językowych, a przedewszystkiem w budowie zdań. Weźmy dla przykładu "dubbing" niemieckiego filmu na polski. W oryginalnej wersji zdania djalogów budowane są z orzeczeniem na końcu każdego zdania, wówczas gdy język polski, nie znosi takiej budowy. Pomijam, że żaden literat nie podjąłby się tłomaczenia djalogów z taka konstrukcją, ale nawet przy pewnych ustępstwach trudności takiej struktury polegające na tem, ze gra mimiczna aktora na ekranie nie odpowiadałaby sensowi zdań, wypowiadanych przez polskiego aktora, byłoby nie do przezwyciężenia. Wyjątkiem z tego są "dubbingi" z języków słowiańskich, z czeskiego i rosyjskiego, ale taki wyjątek nie może przesadzić pełnej jego wartości.

O ile na początku kinematografji "dubbing" jako nowy efekt dźwiękowy byłby do pomyślenia, o tyle teraz, gdy widz przyzwyczajony jest do idealnego zespolenia gry ust z dźwiękiem, nawet najdrobniejsza, liczona na ułamki sekundy różnica razi niepomiernie.

Reasumuję: o ile z trzech wymienionych wyżej form dźwiękowego tłomaczenia obcojęzycznych filmów na polski, "dubbing" ma największe widoki na przyszłość, to wydaje mi się, że przedwcześnie byłoby już dziś przesądzać jego absolutną wartość, póki nie przejdzie swojej naturalnej ewolucji i w dzisiejszych warunkach z dwojga złego jestem raczej zwolennikiem napisów, choćby kosztem dużych strat wartości artystycznej filmu, niż "dubbingu".
(m.s.) [Kino, nr.29; 17 lipca 1932]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ryszard Ordyński jest zwolennikiem "dubbingu"


- Stanowisko moje w sprawie "dubbingu" nie jest bynajmniej czysto teoretyczne - mówi twórca "Dziesięciu z Pawiaka" - przeciwnie, oparte jest na obserwacji pracy realnej. Za czasów mojej bytności w Joinville pod Paryżem, gdzie, jak wiadomo, pracowałem dla Paramountu nad polskiemi wersjami amerykańskich filmów, koncern ten produkował właśnie pierwsze "dubbingowane" obrazy. I tam przekonałem się , że to jest jedyna droga, jaką może iść obcojęzyczny film, który chce zdobyć rynki zagraniczne.

.Obrazek.Obrazek
Na fot. redaktor Leon Brun (z lewej) wręcza reż. Ryszardowi Ordyńskiemu dyplom za złoty medal "Kina" za "Dziesięciu z Pawiaka". Obok, Zofia Batycka i Adam Brodzisz w scenie z f. "Dziesięciu z Pawiaka" w reż. Ryszarda Ordyńskiego (1931 r.).

W kinie, czy w teatrze wszelkie nowatorstwo opiera się na konwencji, na umówieniu. Publiczność polska, jak dotychczas nie "skonsumowała" jeszcze tego nowego pokarmu jakim jest "dubbing". I to jest - zdaniem mojem - jedyna przyczyna, dla której jeszcze w tym względzie panuje rozbieżność zdań. Przy dobrem technicznem wykonaniu, jedynie "dubbing" rozwiązuje zawiłą sprawę eksploatacji obcojęzycznych filmów mówionych.

Trzymając się tej zasady, będę każdy swój film "dubbingował", przyczem djalogi obcojęzyczne będę podkładał przy pomocy bardzo praktycznego systemu. Mianowicie, artyści w moich filmach, do obcojęzycznych wersyj będą nagrywać nieme sceny z zachowaniem poruszeń ustami w danym języku, poczem zaś djalogi nakręcę ze speakerami, władającymi nieskazitelnie danym językiem. W ten sposób zamierzam otrzymać efekt, zbliżony do doskonałości.
(m.s.) [Kino, nr.34; 21 sierpień 1932 r.]
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ani dla poliglotów, ani dla głuchych
lecz dla wszystkich

Polska jest jednym z nielicznych krajów, gdzie filmy zagraniczne wyświetlane są w językach obcych, zwykle niezrozumiałych. Z przyczyn bowiem politycznych, dwa języki dostępne widzom polskim, niemiecki i rosyjski, nie są w kinach dozwolone. Rozbrzmiewa więc z ekranów polskich mowa: angielska, francuska, hiszpańska, turecka, czeska,węgierska, ba! nawet arabska ("Meluka, kwiat Marakeszu"). Zdarzają się przytem dziwy; nieraz film amerykański, nakręcony dla Europy w wersji francuskiej, trafia do nas właśnie w wersji oryginalnej. Przykłady: "Buster się żeni", "Sewilla, miasto miłości" i t. d.

Świadczy to wszystko o rozgardjaszu, jaki panuje w królestwie X-ej Muzy od "rewolucji talkiesów" i o zupełnej dezorientacji naszych przedsiębiorstw filmowych, nie mających pojęcia, jakie filmy należy do Polski importować, jakich zaś trzeba unikać.
Skutek: publiczność ziewa i tupie na "talkiesach", frekwencja upada, kina bankrutują, a kiniarze narzekają na "złe" recenzje.

.Obrazek.Obrazek
Na fot. redaktor naczelny "Kina" Leon Brun, obok w karykaturze Kazimierza Zakrzewskiego.

Recenzje, godne tej nazwy, nie mogą być "dobre", gdyż cały system gospodarki kinowej okazał się wadliwy, źle nastawiony, błędnie pojęty. Filmy zagraniczne, które stanowią w Polsce koło 95% wyświetlanych obrazów, obliczone są chyba na poliglotów, znających wszystkie języki, lub na głuchoniemych, którym nie sprawiają różnicy dźwięki, dobywające się z ekranu.

Stąd na ekranach naszych ta dziwna Wieża Babel, o której pisaliśmy nieraz i która zwraca już nawet uwagę prasy zagranicznej, jako osobliwość jedyna w swoim rodzaju. Oto np. berliński "Film Kurier" z dn. 7 maja zamieszcza sążnisty artykuł p. t. "Sprachenbabel in polnischen Kinos", zaznaczając, oczywiście, nieobecność mowy niemieckiej w tem "pomieszaniu języków".

Z niemczyzną, czy bez niemczyzny, wszystko jedno: kino w Polsce jest chore. I chore będzie tak długo, dopóki nie przemówi w języku zrozumiałym dla wszystkich: w języku polskim. Różne są recepty na uzdrowienie kina, jedne bardziej, inne mniej kosztowne. A więc: podjęcie produkcji krajowej na wielka skalę (bo to, co się produkuje dotychczas, jest kroplą w morzu) zmuszenie producentów zagranicznych do kręcenia wersyj polskich, wreszcie - dubbing, czyli podkładanie głosów polskich pod obcą mowę.

Mówicie nie opłaci się. Jest to mydlenie sobie oczu. Każda kuracja, choćby nie wiem jak kosztowna, opłaci się, gdy choroba grozi śmiercią. A choroba kin w Polsce jest groźna.
Leon Brun [Kino, nr.29; 17 lipca 1932r]

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bolączka, którą usunie "dubbing" = wersje międzynarodowe

Szereg zagranicznych filmów mówionych - "szprechfilmów", "all talkie", "film parlant" - wyświetlanych było u nas bez djalogów, z dokombinowanym podkładem wyłącznie dźwiękowym. Odnosi się to w głównej mierze do filmów niemieckich, które zasadniczo nie są w oryginale dopuszczone do nas, a widzimy je tylko w wersji francuskiej (przeważającej), angielskiej ("Bomby nad Monte-Carlo"), lub w wersji węgierskiej ("Melodja serc"); było zresztą także sporo "mówieńców" amerykańskich i francuskich, które wyświetlano u nas "na niemo".

W ostatnim czasie naprzykład do serji tych zakneblowanych filmów należały: "Taka słodka dziewczynka, jak ty" (reżyserji Karola Lamaca, z Anny Ondrą i Zygfrydem Arno), "Wielka tęsknota" (reżyserji Stefana Szekely'ego, z Camillą Horn i Teodorem Loosem), "Człowiek, który szuka mordercy" (reżyserji Roberta Siódmaka), z Lien Dyers i Heinz Ruhmannem), "Jej flirt" (z Mary Glory i Eurico Benferem). Prócz tego ostatniego są to wszystko filmy niemieckie, nieposiadające wersji francuskiej.

.Obrazek.Obrazek.Obrazek
Na okładkach Kina z 1932 roku: Jadwiga Smosarska, Rudolf Valentino i Greta Garbo.

We wszystkich tych filmach zastąpiono djalog podkładem muzyczno-szmerowym. Część muzyczna - to monotonna zazwyczaj melodja, powtarzana aż do znudzenia. Część szmerowa - to dzwonek telefoniczny, pukanie we drzwi, gwar sali dancingowej, śmiech i inne prymitywne symbole, robiące wrażenie nienaturalne.

Oczywiście, te wersje "międzynarodowe" są o wiele bardziej irytujące, niż wersje obcojęzyczne, choćby najmniej zrozumiale. Djalog w filmie mówionym - zwłaszcza w dobrym filmie mówionym - nie jest czemś oderwanem i niezalężnem od filmu. Jest już nie ściśle związany z tem, co się dzieje na ekranie, - ale nierozerwalnie! Istnieje jedność organiczna między obrazem a dźwiękiem, w danym wypadku - słowem. Najlepiej to widzieliśmy w "Braciach Karamazow", znanych w Warszawie z wersji francuskiej, a wyświetlanych gdzieindziej, niewiadomo dlaczego - w wersji "międzynarodowej". Poprostu każda scena tej to dziwnej wersji - wołanie Dymitra, uśmiechy Gruszeńki - była niepełna, niedokończona, ułamkowa.
Pozbawienie filmu strony dźwiękowej paczy jego założenie i sens.
Podawanie publiczności takich "udostępnionych" filmów jest swego rodzajem oszustwem.
Jest tu jedno wyjście.
Dubbing.
Właśnie w ostatnim czasie szereg starszych filmów niemieckich, dotąd niedostępnych dla zagranicy, zdubbingowano na francuski. Niedługo pójdą pewno te filmy w Paryżu, - a potem z pewnością i w Polsce.

Obejrzymy je, ale równocześnie czekamy dubbingu polskiego. Przykład "Dwuch serc w walca takt", dobrze zdubbingowanych w języku polskim, ośmiela nas do tego żądania.
J. Leman [Kino, nr.31; 31 lipca 1932r.]

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Umówmy się!
Jak słuchać filmów dźwiękowych

Podjęta na łamach "Kina" dyskusja w sprawie "dubbingu" rozwiała ostatnie wątpliwości: jedynym wyjściem z obecnej sytuacji jest "dubbing". Jedyne poważne zastrzeżenie, sformułowane przez J. Gardana, dotyczy strony pobocznej: techniki i psychologji. Technika potrafi z pewnością doprowadzić sztukę podkładania głosów do szczytu perfekcji. Co zaś się tyczy niechęci pewnej części widzów do "dubbingu" - to wkraczamy tu w dziedzinę niełatwo uchwytnych "gustów". Nie można jednak poprzestać na twierdzeniu, że publiczność nigdy nie pogodzi się z faktem, że na ekranie widać np. Gretę Garbo, a słychać głos innej osoby. "Dubbing" - mówią przeciwnicy - zabija prawdę artystycznego wrażenia, dając fikcję czyjegoś głosu. Ale zapominają, że również obraz danego artysty na ekranie jest fikcją rzeczywistości, efektem precyzyjnie działającego aparatu. Tylko, że z tą fikcja wzrokowa publiczność oswoiła się oddawna: oswoi się również z fikcją wokalna, że Greta Garbo "mówi" po polsku w Polsce, a po francusku - we Francji.

Słusznie zauważył R. Ordyński (...), że " w kinie czy w teatrze wszelkie nowatorstwo opiera się na konwencji, na umówieniu". Bez tej konwencji wrażenie dramatu czy opery byłoby minimalne. "Umówmy się" zatem że Emil Jannings, Klara Bow, Marlena Dietrich, Elżbieta Bergner i wiele innych gwiazd filmowych grawitujących dookoła mikrofonu - mówią po polsku.

- Ale - rzekną malkontenci - podłożone głosy będą zawsze gorsze od prawdziwych! Zawsze? Niewiadomo. Przekłady obcych utworów literackich - zwłaszcza poezji - są zazwyczaj gorsze od oryginału, ale to jeszcze nie powód, żeby wymagać od publiczności czytania obcych autorów w oryginale. Są i tu wyjątki: np. przekład M. Konopnickiej "Cyrana de Bergerac'a" uznano za lepszy od wierszy E. Rostanda...

Ale mniejsza o to. Lepszy czy gorszy, polski przekład głosowy filmów obcych jest koniecznością. Nie mozna tolerować stale niezrozumiałych djalogów w kinach polskich. Prędzej czy później przedsiębiorcy filmowi - we własnym interesie - będą musieli wprowadzić na ekran język polski. Wtedy dopiero zniknie plaga napisów i film stanie się tem, czem powinien być. A za kilka lat będziemy przypominali sobie ze zdumieniem, że w kinach publiczność mogła godzinami słuchać obcej, niezrozumiałej mowy, czytając mozolnie napisy...

Więc: umówmy się!
Leon Brun [Kino, nr.34; 21 sierpnia 1932 r.]

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Chcemy rozumieć co mówią na ekranie

Niech film - woła p. Wielopolska w poprzednim numerze "Kina" - zdobędzie się na własna literaturę i własny język!

Własna literatura filmu - to scenarjusze, w których czynnik optyczny i ruchowy nadaje dosłownie "ton" czynnikom wokalnym i dźwiękowym. Zaczątki tej literatury istniały za czasów filmu niemego, potem zanikły pod wpływem rewolucji talkiesów, ostatnio znów kiełkują w poczynaniach rasowych filmowców, jak Rene Clair, King Vidor (Dusze czarnych), Ekk (Bezdomni) i t. d.

Najtrudniejsza sprawa - to język filmowy. Wielkim błędem talkiesów było wprowadzenie na ekran gadatliwości i retoryki teatru w celu oszołomienia i ogłuszenia widzów. Amerykańskie 100-procentowe "gadane" i "śpiewane" filmy (all talking, all singing!) zaciążyły fatalnie na sztuce filmowej. Kupcy i spekulanci, nie mający pojęcia o jej charakterze i o możliwościach, dorwali się do głosu, zagłuszyli świat wrzaskiem reklamy, opanowali rynki, narzucili ogłupiałym kiniarzom drogie aparatury dźwiękowe, wypaczyli i cofnęli wstecz ewolucją filmu, narobili błędów co niemiara, a wreszcie - zaplątali się we własne kombinacje i sami juz nie wiedzą, jak z nich wyjść i którędy.

Dla mnie, osobiście, sprawa jest jasna: film mówiony, nawet całkowicie mówiony - nie powinien być gadatliwy. Szermowanie słowem pozostawmy teatrowi. Aktorzy filmowi mogą mówić, ale nie wolno im deklamować. Teatr stylizuje mowę i wznosi ją na piedestał, skąd spływa na widownię muzyka słowa. Kino stylizuje gest i ruch i wznosi dla nich inny piedestał, skąd spływa na widownię muzyka wzrokowa. Różnica tych dwu ekspresyj - akustycznej i wzrokowej - chwilowo pomieszanych w chaosie rewolucji talkiesów - powinna być utrzymana i pogłębiona; a wtedy każdy zrozumie, że kino musi mieć własna literaturę i własny język.

.Obrazek.Obrazek.Obrazek
Na okładkach "Kina" z 1932 roku: Ramon Navarro który powraca na ekrany w udźwiękowionej wersji "Ben Hura", Clark Gable i Adolf Dymsza.

Zanim do tego dojdzie - dojrzała już i czeka rozwiązania inna, paląca sprawa: dubbingu. Albowiem, bez względu na to, czy w filmach gadanych mówi się dużo czy mało, dobrze czy źle - widz, przeciętny widz, nie snob-poliglota i kartkowicz, lecz skromny, szary człowiek z tłumu, człowiek z ulicy - chce przedewszystkiem rozumieć, co się mówi na ekranie.

Mnożenie napisów i lektura tychże jest nonsensem i zaprzeczeniem samej istoty filmów mówionych, gdzie właśnie słowo powinno zastąpić napis. Aby mogło tego dzieła dokonać - musi być zrozumiałe. I tu narzuca się "dubbing" siłą rzeczy. Narzuca się tak dalece - pomimo łatwych do przewidzenia zarzutów - że zanim jeszcze zdołano go teoretycznie uzasadnić, stał się faktem dokonanym.

Oto liczby: na 70 wielkich kin paryskich tylko 9 wyświetla filmy w wersjach oryginalnych: angielskich, czeskich, niemieckich. Są to t zw. "salles specialisees" - małe kina, przeznaczone bądź dla cudzoziemców, bądź dla poliglotów i amatorów. Olbrzymia większość (61) wyświetla filmy bądź francuskie, bądź z podłożonym językiem francuskim.

W Berlinie procent filmów obcojęzycznych jest jeszcze mniejszy, wręcz znikomy. Oto leży przedemną prospekt berlińskiej ekspozytury "Metro" na sezon 1932-33: na dziewięć wielkich filmów rzuconych na rynek niemiecki, ośm wyświetla się "in deutscher Sprache" , a mianowicie: "Człowiek - Małpa","Pogromcy przestworzy", "Tommy Boy", "Wolne dusze", "Czemp", "Kobiety bez przyszłości", "Emma", "Buster Keaton w opałach" i "Syn Indyj". Wszystkie te filmy bądź szły, bądź idą, bądź pójdą u nas w wersji angielskiej.

Co to znaczy? Czy - jak myślą niektórzy naiwni - że publiczność polska góruje inteligencją i kulturą nad francuską i niemiecką? Czy tez poprostu, że producenci amerykańscy mniej liczą się z rynkiem polskim, a warszawskie biura wynajmu lekceważą sobie elementarne potrzeby widzów?
Myślę że ostatnie przypuszczenie jest trafne. I że dubbing będzie łatwiej wykonać i przełknąć, gdy filmy mówione przestana być filmami gadatliwemi.
Leon Brun [Kino nr.49; 4 grudnia 1932 r.]

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Musi być po polsku

Wszyscy kinomani (to znaczy conajmniej trzy czwarte Polski) gotowi położyć swój podpis pod artykułem red L. Bruna "Chcemy rozumieć, co mówią na ekranie". Słyszałem nawet, że są Czytelniczki, które za te śmiałe słowa chcą go ucałować.

Ale żart na stronę. Pewnego wieczoru, w jednem z wielkich kin paryskich dwa tysiące widzów ryknęło:
- Dosyć! Dosyć amerykańskiego gadania! Parlez francais! albo ... rozbijemy budę!

Takie same manifestacje zaczęły mnożyć się w innych kinach. 40 miljonów Francuzów upomniało się o swoje prawa. I wygrało sprawę. Żeby się nie upomniało tak energicznie - do dziś dnia wyświetlanoby we Francji filmy z amerykańskim gadaniem.

To samo mniej więcej zaszło we Włoszech i w Niemczech.

A w Polsce? W Polsce, jak zwykle, jesteśmy potulnemi barankami. Mogliby nam dać wersję chińską, jeszcze bylibyśmy zachwyceni.

Czas jednak z tem skończyć. Jeśli Francuzów jest 40 miljonów, to nas jest 32 z górą. Nie taka wielka znów różnica. Potentatów z Hollywood stać na to, aby dać tak pojemnemu rynkowi jak Polska - polskie djalogi. Że przytem znajdzie się praca dla polskich artystów - rzecz oczywista.
Jim Poker [Kino nr.51; 18 grudzień 1932r.]

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Obrazek.Obrazek
Reklamy zamieszczane w "Kinie"...hmm, paniom zalecamy ostrożność w używaniu mydła z pierwszej reklamy. Dosyć złowieszczo brzmi akapit o "powodowaniu przyrostu bujnego owłosienia".
Poszukuję filmów i seriali aktorskich do których polski dubbing powstał na zlecenie Canal+, TVP bądź Wizji Jeden. Poszukuję także taśm 16mm z filmami aktorskimi które otrzymały kinowy dubbing a który nie został nigdzie wydany. Dotyczy to produkcji wyświetlanych w kinach do lat 90.

Jeśli nagranie dubbingu jest na taśmie szpulowej to jestem w stanie przegrać go na DVD. Przegranie nośnika VHS lub taśmy 16mm nie stanowi problemu.

Sam staram się kolekcjonować polskie dubbingi do produkcji aktorskich i w swoich zbiorach mam wiele unikatów które nie są nigdzie dostępne. Z chęcią się wymienię za nagrania których nie mam a które mnie interesują. Proszę o kontakt na mojego maila:

dezerter_poczta@op.pl

Zbigniew Dolny
Prawdziwy ekspert
Posty: 392
Rejestracja: 15 gru 2011, o 01:28

Re: Rok 1932

Post autor: Zbigniew Dolny » 19 lip 2013, o 21:21

Bardzo dziękuję Rafałowi Skibickiemu za odszukanie niezwykle cennego artykułu z "Kuryera Filmowego" dodatku do numeru 170 "Ilustrowanego Kuryera Codziennego" z dnia 21.06.1932 roku w którym była podana reżyseria i obsada aktorska do tego dubbingu.

A oto interesujący nas fragment większego artykułu:

"...Jasne jest, że publiczność domagać się będzie jednego od dubbingu: musi on dawać absolutną synchronizację - zupełne złudzenie tożsamości osoby widzianej i osoby mówiącej. Widzieliśmy już dawniej kilka filmów zdubbingowanych w polskim języku - "Karkołomne zakręty" (Clara Bow i Ryszard Allen "mówili po polsku"), "Artyści" (Nancy Caroll i Hal Skelly), "Parada Paramountu" (Leon Erroll i George Bancroft), oraz "Ulubieniec bogów" (Emil Jannings, Olga Czechowa, Renata Muller). Efekt był bardzo mizerny. Dialogi robiły wrażenie przylepionej sztucznej brody. Rozbieżność między ruchem ust i słowem była zbyt jaskrawa. Musimy być przekonani, że to naprawdę Jannings mówi po polsku! Natomiast zrealizowany w ostatnim czasie film "Dwa serca biją w walca takt" (reżyserji Gezy Bolvary'ego, z Victorem Janssonem, Ireną Eisinger, Greta Theimer, Willy Frostem; reżyseria polska: Ernest Łukawiecki - aktorzy polscy: Irena Carnero,Stefan Laskowski, Witold Rychter), wykazuje już bardzo znaczny postęp w tym kierunku.
Wiadomości, dochodzące z frontu dubbingowego są coraz pomyślniejsze. Pierwszorzędne rezultaty pozwalają na dubbingowanie szeregu filmów, nawet specjalnie trudnych do postsynchronizacji. Tak naprzykład taki "Miljon" Rene Claira wraz z kilkoma innemi filmami francuskiemi dubbinguje się w tej chwili na włoski. Szereg starszych filmów niemieckich, dotąd niedostępnych dla zagranicy, dubbinguje się na francuski ("Porwanie Mony Lizy", "Pieśń się kończy" i wiele innych).
W ten sposób będziemy oglądali szereg filmów niemieckich, dotąd niewidzianych ze względów językowych, w wersji francuskiej. Na tem jednak publiczność polska nie poprzestanie. Będzie walczyła o staranny, racjonalny dubbing polski wszystkich filmów mówionych,sprowadzanych do kraju..."
Tref.
Poszukuję filmów i seriali aktorskich do których polski dubbing powstał na zlecenie Canal+, TVP bądź Wizji Jeden. Poszukuję także taśm 16mm z filmami aktorskimi które otrzymały kinowy dubbing a który nie został nigdzie wydany. Dotyczy to produkcji wyświetlanych w kinach do lat 90.

Jeśli nagranie dubbingu jest na taśmie szpulowej to jestem w stanie przegrać go na DVD. Przegranie nośnika VHS lub taśmy 16mm nie stanowi problemu.

Sam staram się kolekcjonować polskie dubbingi do produkcji aktorskich i w swoich zbiorach mam wiele unikatów które nie są nigdzie dostępne. Z chęcią się wymienię za nagrania których nie mam a które mnie interesują. Proszę o kontakt na mojego maila:

dezerter_poczta@op.pl

ODPOWIEDZ