„Zbigniew Dolny”: wywiad z autorem wielotomowej publikacji „Historia polskiego dubbingu”

Wywiad przeprowadził Darek Kuźma.

Jak rozpoczęła się pana przygoda z dubbingiem?

Dubbing jest moją pasją od wczesnej młodości, gdy nałogowo oglądałem filmy i pozwalałem się im kształtować. Jednym z pierwszych tytułów, które obejrzałem w kinie było Przybycie Tytanów Duccio Tessariego. Akurat wyświetlano je z napisami, ale sprawiło, że stałem się namiętnym kinomanem i zacząłem poznawać filmy dubbingowane, które wywarły na mnie duże wrażenie. W tamtych czasach nie było kaset VHS i płyt DVD, więc będąc nastolatkiem, zacząłem nagrywać ukochane filmy na taśmy magnetofonowe. Kładąc się do snu, puszczałem je sobie, zamykałem oczy i czułem się jak w kinie. Miałem dobrą pamięć, więc obraz potrafiłem sobie dopowiedzieć, tym bardziej, że tamte realizacje dubbingowe stanowiły prawdziwą ucztę dla uszu. Sama tylko rozpiętość barw głosów aktorów była niesamowita, operowano też wspaniale frazą, intonacją, ale dochodził do tego kunszt reżyserski i piękna polszczyzna. Przybycie Tytanów uznaję za swój ulubiony film, widziałem go ponad 700 razy, ale to dubbing stał się moją prawdziwą miłością.

A jak związał się pan z dubbingiem zawodowo?

Zawodowo z dubbingiem nie mam nic wspólnego. Nie pracowałem nigdy przy jego tworzeniu, mechanizmy jego powstawania znałem czysto teoretycznie, a ludzi, którzy poświęcili mu życie zawodowe, poznałem dopiero przy pisaniu kolejnych tomów „Historii polskiego dubbingu”. Pomysł na książkę wziął się z internetowego forum Kino Polska. Często tam swego czasu zaglądałem i stwierdziłem kiedyś ze zgrozą, że ludzie wypisywali wierutne bzdury o dubbingu. Nie wiedziałem, skąd brali te informacje – czułem się tak, jakbym był jedynym, który pamiętał, jak to wszystko wyglądało. Zacząłem prostować błędne wypowiedzi i poprawiać tych, którym wydawało się, że są znawcami. Z pisanych przeze mnie postów wyłaniała się stopniowo historia dubbingu, o której wielu nie wiedziało. Gdy forum zostało zamknięte, na jego miejscu pojawił się Polski-dubbing.pl, gdzie zaproponowano mi współpracę – wspominanie dubbingu rok po roku.

Nie mógł pan przecież pamiętać wszystkiego. Skąd czerpał pan informacje?

Pamiętałem dość dużo, znałem wiele szczegółów, ale podpierałem się też prasą z dawnych lat. W domowej bibliotece miałem ogromne zbiory „Filmu” – od pierwszego numeru, który wyszedł po wojnie. Miałem roczniki „Filmowego Serwisu Prasowego”. I przedwojenne wydania „Kina”, w tym te z 1930 roku, w których wyczytałem z zaskoczeniem, że już wtedy zdubbingowano jeden film po polsku. Byłem w dość szczęśliwym położeniu, ponieważ pro-wadziłem w tym okresie wraz z przyjacielem wypożyczalnię kaset VHS. Miałem dużo czasu na poszukiwania i pisanie, a przy okazji coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że polski dubbing należy jak najpełniej zachować dla potomności, ponieważ nikt inny zdawał się tego nie robić. Zacząłem kontaktować się z ludźmi polskiego dubbingu: reżyserami, dialogistami, operatorami dźwięku itp. Potem już się potoczyło, choć łatwo nie było. Archiwa Studia Opracowań Filmów oddano na makulaturę, a twórcy nie pamiętali oczywiście wszystkiego, bo przecież „przerobili” tak wiele filmów, że tylko część w nich została. Musiałem przeglądać cierpliwie, kartka po kartce, publikacje prasowe. Ażeby ustalić, jakie tytuły były dubbingowane dla telewizji, przejrzałem, dzień po dniu, programy telewizyjne z tamtych lat. Tak się bowiem złożyło, że archiwum TVP takich informacji nie posiadało.

Pasja i wiedza wystarczyły, żeby przekonać do pomysłu wielotomowej książki ludzi, którzy tworzyli „złote lata polskiego dubbingu”?

I tak, i nie. Nie miałem problemu z dotarciem do nich i porozmawianiem o ich karierach, bo to ciepli, życzliwi i fantastyczni ludzie, wśród których zawsze czułem się wspaniale. Chętnie dzielili się ze mną swoimi wspomnieniami i refleksjami. Z drugiej strony, w zasadzie wszyscy, którzy mieli wpływ na kierunek oraz rozwój sztuki polskiego dubbingu, to osoby skromne. Nigdy nie dążyli do poklasku, bo go nie potrzebowali, przekonała ich natomiast idea popularyzacji tego, czym była polska szkoła dubbingu. Zachowanie jej dla potomności. „Historia polskiego dubbingu” jest także – a może przede wszystkim – hołdem dla ich pracy, talentu oraz wytrwałości.

Źródło: Przedruk z Magazynu Filmowego Stowarzyszenia Filmowców Polskich.

2 komentarze - Dodaj komentarz

Odpowiedz