„Bumblebee” – recenzja dubbingu

Rok 2019 pod względem kinowego dubbingu do filmu fabularnego rozpoczął się z przytupem, za sprawą przeniesionego z końcówki 2018 roku Bumblebee. Chociaż jest to pierwsza odsłona serii Transformers niewyreżyserowana przez Michaela Baya, nie zmienili się ludzie odpowiedzialni za polską wersję. Start International Polska i Elżbieta Kopocińska raz jeszcze zakasali rękawy, żeby dostarczyć Polakom dubbing do piramidalnej bzdury o wielkich robotach. I wiecie co? Dziwnym trafem, wraz z lepszą jakością samego filmu, otrzymaliśmy też lepszą polską wersję.

Rola głównej bohaterki, Charlie Watson, przypadła Weronice Humaj będącej, jak się zdaje, jedną z nowych ulubienic Elżbiety Kopocińskiej. Aktorka jak zwykle zagrała dobrze, chociaż w moim odczuciu nie jest to jej najlepsza rola dubbingowa. W głosie polskiej Charlie sporadycznie zdarza się usłyszeć trochę fałszu, aczkolwiek później Humaj odkuwa się – chociażby w scenie, w której bohaterka krzyczy na swoją matkę. Mimo pewnych niedociągnięć, nie mogę uznać tej roli za nieudaną i jestem nawet gotów zaryzykować stwierdzenie, że Humaj mogła by zostać stałym głosowym odpowiednikiem Hailee Steinfeld. Druga najbardziej przegadana rola, zakochanego w Charlie Memo, przypadła Grzegorzowi Borowskiemu, któremu trudno jest coś zarzucić. Pokuszę się o stwierdzenie, że była to chyba najbardziej naturalna i najlepiej zagrana rola w filmie. Z wielką ulgą przyjąłem, że John Cena nie przemówi ponowne głosem Jacka Króla, jak w Co wiecie o swoich dziadkach? Tomasz Błasiak, któremu przypadła rola agenta Burnesa, brzmi lepiej, ale zagrał nieco sztucznie. Nieźle wypada polski Bumblebee, nawet jeśli ma niewiele do powiedzenia. Największym zaskoczeniem był chyba Sławomir Pacek jako Optimus Prime. W poprzednich filmach z serii Transformers brzmiał po prostu jak zmodulowany komputerowo Pacek, w Bumblebee trudno jednak dosłyszeć jego charakterystyczny głos.

Postacią, której kreacja w polskiej wersji najbardziej mnie odrzuciła, był Otis, młodszy brat Charlie. Głos dubbingującego go Artura Kozłowskiego w moim odczuciu słabo kleił się z twarzą i sylwetką Jasona Druckera, a dodatkowo rola była zagrana co najwyżej przeciętnie. Mimo mojej wielkiej sympatii do Wojciecha Duryasza, również i jego występ w Bumblebee brzmiał znacznie poniżej jego możliwości. Niezbyt naturalnie – chociaż może to już ze względu na komputerowe modulowanie głosu – brzmiała też sama Elżbieta Kopocińska.

Chociaż chciałbym wypowiedzieć się szerzej na temat dialogów napisanych przez Marcina Bartkiewicza, to niestety nie bardzo jest o czym – są one dobre i naturalne. Tylko tyle i aż tyle. Nie wyłapałem ani jakichś rażących błędów czy przeinaczeń, ani niepotrzebnych wtrętów. Warto jednak pamiętać, że Bumblebee, tworzony przez nową ekipę, rezygnuje z kloacznego humoru, jest on więc w filmie trochę wyższych lotów niż w poprzednich odsłonach Transformers. Dialogiście udało się dobrze w niego wczuć, tak więc widownia śmieje się gromko wtedy, kiedy dialogi powinny bawić.

Na plus można zaliczyć to, że United International Pictures Polska ostatecznie zdecydowało się chyba na zaprzestanie stosowania lektora do czytania napisów ekranowych. Mimo to, nadal nie zdecydowało się na pełne ich lokalizowanie. Pierwszy taki napis – „Cybertron” – został pozostawiony z oryginału, prawdopodobnie dlatego, że nazwa ta jest taka sama w obu językach. Chwilę później mamy już napis „Ziemia, rok 1987” białym Arialem, z usuniętym napisem oryginalnym, a przez całą resztę filmu Arial towarzyszy anglojęzycznym napisom. Udźwiękowienie jest dobre przez większość filmu, ale niestety nie ustrzeżono się poważniejszej wpadki. Początek filmu – i kilka scen w późniejszej jego części – rozgrywają się na ogarniętym wojną Cybertronie. Wystrzały, wybuchy i inne odgłosy walki mieszają się z komputerowo modulowanymi głosami transformerów. A może nie tyle „mieszają”, co „zlewają” – sporo z tych dialogów niestety nie da się zrozumieć.

Bumblebee to kolejny udany dubbing wyreżyserowany przez Elżbietę Kopocińską. Nie będę jednak ukrywał, że w zeszłym roku – za sprawą Pacific Rim: Rebelii i Jurassic World: Upadłego królestwa – reżyser przyzwyczaiła mnie już do nieco wyższego poziomu. Jednak nawet mimo niższej formy, nie jest to dubbing zły – chociaż kilka postaci dalszoplanowych nie do końca zaskoczyło, to jednak główni bohaterowie, mający najwięcej do powiedzenia i skupiający na sobie najwięcej uwagi, na szczęście brzmią dobrze i naturalnie.

Grafika wykorzystana w nagłówku: © Paramount Pictures.

Odpowiedz