„Chilling Adventures of Sabrina” – recenzja dubbingu

Dubbing do Chilling Adventures of Sabrina to swego rodzaju przełom. Jest to bowiem dopiero drugi (po Flaked) dubbing, jaki Netflix zlecił do swojego oryginalnego serialu, którego odbiorcami nie są dzieci. Nie liczę tutaj produkcji takich jak chociażby The Returned, do których platforma jedynie zakupiła prawa do dystrybucji międzynarodowej. Udostępniony jakiś czas przed premierą zwiastun w polskiej wersji nie napawał zbyt optymistycznie, tym niemniej ostatecznie postanowiłem obejrzeć serial w takiej wersji. Polską wersję opracowano w BTI Studios, dotychczas realizującym dla Netfliksa animacje, a reżyserię powierzono Agacie Gawrońskiej-Bauman, dla której był to debiut reżyserski w kategorii produkcji aktorskich nieprzeznaczonych dla dzieci.

Już na samym początku powiem, że niespecjalnie przypadła mi do gustu obsada. Mamy końcówkę 2018 roku, powszechną praktyką wśród reżyserów jest, żeby do poważniejszych produkcji angażować mało osłuchanych albo w ogóle nieznanych aktorów. Sabrina stanowi jednak wehikuł czasu do czasów, w których nadal tkwią produkcje fabularne rodem z Nickelodeon czy Disney Channel. Niestety, pierwszym problemem jest Magda Kusa dubbingująca Sabrinę. Chociaż jest ona zaledwie o rok starsza niż wcielająca się w tę postać Kiernan Shipki, brzmi jak dwunastolatka. Nie znam dorobku dubbingowego Kusej, nie wiem więc, czy zawsze tak gra, czy może została tak poprowadzona przez reżyser, nie zmienia to jednak faktu, że do polskiego głosu Sabriny po prostu nie można się przyzwyczaić, bo brzmi on sztucznie i zdecydowanie zbyt młodo. Gdyby hejterzy dubbingu oglądali Sabrinę w takiej wersji, mieliby idealne potwierdzenie dla jednego ze swoich koronnych „argumentów” przeciwko polskim wersjom, że aktorzy brzmią w nich jak dzieci.

Ale nie tylko Kusa nie sprawdza się tak, jak powinna. Powierzenie przez Agatę Gawrońską innych ważnych ról Izabelli Bukowskiej-Chądzyńskiej, Otarowi Saralidzemu, Joannie Kudelskiej czy samej sobie również nie przyniosło dobrego efektu. O ile sama reżyser stara się wykrzesać z siebie coś więcej, o tyle już np. Izabella Bukowska brzmi tak samo jak zawsze. Obsada pierwszoplanowa i tak jednak wypada w miarę znośnie, jeśli porówna się ją z bohaterami dalszoplanowymi. Ot, chociażby Janusz Wituch jako ojciec Harvey’ego czy Miłogost Reczek jako Daniel Webster ani trochę nie pasują do postaci, które im powierzono. Chwali się również zaangażowanie Piotra Grabowskiego, ale niestety – i jego głos brzmi nienaturalnie, a i sposób, w jaki został poprowadzony przez reżyser, pozostawia wiele do życzenia. W zasadzie jedynym aktorem, który brzmiał w miarę sensownie, jest Karol Jankiewicz jako Harvey. Zdaję sobie sprawę, że wypominanie reżyser jej dorobku może być krzywdzące, ale niestety – jej pierwsza fabularna produkcja 16+ pod względem doboru aktorów i ich poprowadzenia nie odstaje poziomem od filmów i seriali, jakie reżyseruje dla kanałów dziecięcych.

Dialogi napisane przez Barbarę Eyman są dość sztywne. Nie powiem, że złe, ale brakuje im polotu. Mam wrażenie, że dialogistka wzbraniała się trochę przed stosowaniem zapożyczeń, np. Muchę Cronenberga nazywając „dziełem”, a nie – jak w oryginale i w napisach – „remakiem”. Z drugiej strony, angielskie coven to w naszym dubbingu… „kowen”. Z tej sytuacji trudno było wyjść obronną ręką, bo coven z reguły tłumaczymy na polski jako „sabat”, mieliśmy nawet serię American Horror Story pod takim tytułem. Z jednej strony jestem w stanie zrozumieć potencjalną niechęć dialogistki do „sabatu” (której nie mieli autorzy napisów i opisów odcinków), bo według słownika, jest to ‘w wierzeniach ludowych: nocne spotkanie czarownic w odludnym miejscu’, podczas gdy w serialu coven to zgromadzenie czarownic zamieszkujących dany obszar. „Kowen” odnosi się jednak do zgromadzenia religii neopogańskich, głównie wicca, więc też nie do końca pasuje do sytuacji – czarownice w Sabrinie co prawda mają swój Kościół, ale de facto jest on znacznie starszy niż neopogaństwo. Z dwojga złego, mając dwa nie do końca pasujące terminy, chyba lepszy byłby już ten „sabat” – słowo przynajmniej Polakom znane, w odróżnieniu od niemal niespotykanego w polszczyźnie „kowenu”. Zakładam, że próba obejścia tego problemu poprzez zastąpienie coven po prostu np. „wspólnotą” nie wchodziła w grę ze względu na kłapy.

Czasami w dialogach przydałaby się większa bezpośredniość. Mamy przykładowo odrobinę niezręczną scenę, w której jeden chłopak pyta drugiego o to, jaka relacja łączyła go z innym. Rozmówca odpowiada: „We dated a few times”, co nie pozostawia żadnych złudzeń. Polskie „Spotykaliśmy się chwilę” nie niesie tego samego przekazu i pozostawia widza z pytaniem: to chodzili ze sobą, czy spotykali się na piwo? Dopiero kilkanaście minut później, kiedy obaj idą do łóżka, ta wypowiedź staje się jasna, podczas gdy powinna taka być od samego początku. Warto wspomnieć też o tym, że dość sporo czasu antenowego w Sabrinie poświęcono młodzieży, jednak dialogi prowadzone przez młodych są wyjątkowo sztywne.

Chociaż z reguły potępiam błędy językowe, to recenzując Sabrinę muszę BTI pochwalić za jeden z nich. Językoznawcy powiedzą nam, że imię Harvey wymawia się [harwej], a nawet jeżeli uprzemy się, żeby w mianowniku mówić [harwi], to deklinować musimy już przez [ej]. Dialogistka, reżyser, opiekun artystyczny – albo wszyscy razem – podjęli decyzję, że skoro w mianowniku jest [harwi], to według tej wymowy będzie odmieniane to imię. Konsekwentnie mamy więc [harwiego], [harwiemu] i [harwim]. Zdaję sobie sprawę, że z językowego punktu widzenia to błąd i powinienem się go czepiać, ale nie zamierzam – uważam, że w tej akurat kwestii zasady należy zmienić, bo są nieżyciowe i przestarzałe.

Tym, co najbardziej denerwuje w dubbingu Sabriny, jest montaż. W serialu nie brakuje scen, w których znienacka „atakowani” jesteśmy głośną muzyką czy efektami dźwiękowymi. Co prawda identycznie jest w oryginale, tam jednak dialogi dostosowane są do reszty na tyle, żeby oglądanie było komfortowe bez ciągłego podgłaśniania i ściszania. W dubbingu efekty dźwiękowe są wyraźnie głośniejsze niż w oryginale. Co jednak ważniejsze, polskie dialogi z reguły są ciszej od angielskich (chociaż czasem mogą być głośniej), co w połączeniu z głośniejszymi efektami skutkuje ogromną dysproporcją. Niemożliwe jest takie dostosowanie głośności, żeby oglądać Sabrinę komfortowo: jeżeli nastawimy głośniki tak, żeby nie mieć problemów z usłyszeniem i zrozumieniem dialogów, co jakiś czas – wraz ze śpiącymi mieszkańcami domu – będziemy przyprawiani o mikrozawał nagłym „łubudu!” Jeżeli wybierzemy opcję dostosowania się do efektów dźwiękowych i niebudzenia domowników, będziemy mieli problem ze zrozumieniem dialogów. Jest to o tyle smutne, że nad dźwiękiem i jego montażem pracowały aż trzy osoby. Dodam jednak, że serial oglądałem w stereo, zaś inny użytkownik naszego forum, oglądający w 5.1, problemów nie miał. Jeszcze inny stwierdził, że powodem jest „robiony źle i z automatu downmix 2.0”, ale co to znaczy – tego naprawdę nie wiem.

Dubbingowana zapowiedź Chilling Adventures of Sabrina nie napawała optymizmem, i niestety – finalny produkt pokazuje, że słusznie. Chociaż BTI Studios radzi sobie wcale nieźle z produkcjami dla dorosłych, dotychczas były to wyłącznie animacje. Kiedy stanęło w szranki z fabułą, dość boleśnie wyrżnęło o ziemię. Reżyser, mająca dotychczas styczność z fabułami dla dzieci, niestety przeniosła na serial 16+ „naleciałości” z tego typu produkcji. Słabo dobrani aktorzy, bardzo przeciętnie zagrane role, pozbawione polotu dialogi i problemy z dźwiękiem – jeden z takich elementów dałoby się wybaczyć, gdyby inne były w porządku. Kiedy jednak występują one wszystkie razem, otrzymujemy niestety mało zachęcający dubbing. Mówiąc szczerze, chociaż obejrzałem wszystkie dziesięć odcinków po polsku, to od czwartego na poważnie rozważałem, czy nie oszczędzić sobie mąk i nie przełączyć się na oryginał. Naprawdę szkoda, bo zlecone przez Netfliksa dubbingi do chociażby wspomnianego we wstępie The Returned czy do Gęsiej skórki były niezłe, a i samo BTI Studios jak dotąd miało dość wysoki poziom dubbingów 16+, nawet jeżeli tu i ówdzie niedomagały w nich dialogi.

Grafika wykorzystana w nagłówku: © Netflix.

2 komentarze - Dodaj komentarz

Odpowiedz