„Predator” – recenzja dubbingu

Zdradzę wam w zaufaniu, że nie jestem fanem serii Predator. Nigdy nie przetrwałem nawet pierwszej części, którą oglądałem w telewizji w czasach, kiedy jeszcze w ogóle oglądałem telewizję. Nie czułem więc potrzeby oglądania tego filmu, nawet mimo tego, że jest to kolejny zdubbingowany film z kategorią R. Nasz redaktor naczelny nie byłby jednak zadowolony, gdyby recenzja tego dość jednak ważnego dla dubbingu filmu nie pojawiła się na łamach polski-dubbing.pl, tak więc w niedzielny poranek zwlokłem się z łóżka i poszedłem do kina. I wiecie co? Chociaż film był czerstwy, to jednak warto było się na niego wybrać właśnie ze względu na dubbing.

Dość powszechną praktyką Soniki, stosowaną też przez Leszka Zdunia, jest zachowywanie aktorów głosowych po innych reżyserach. Po ujawnieniu obsady Predatora największym zaskoczeniem był więc brak Maksymiliana Rogackiego, który świetnie sprawdził się jako polski głos Boyda Holbrooka w Loganie: Wolverinie. Nieobecność Rogackiego nie jest jednak żadną wadą, bo Maciej Maciejewski również brzmi dobrze. Jak już wspomniałem, ani trochę nie interesuje mnie seria Predator, więc rzuciwszy okiem na obsadę podaną przez dystrybutora na początku września, wyraziłem swoją opinię na jej temat i zapomniałem o niej. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy po seansie zdałem sobie sprawę, że przecież w tym dubbingu byli przecież Wiktoria Gorodeckaja i Piotr Grabowski! Przyznaję bez bicia, zupełnie ich nie poznałem. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że Leszek Zduń będzie w stanie wyciągnąć z tych dość rozpoznawalnych głosowo aktorów coś, co uśpi moją czujność. Zapewne mało który widz oglądający Predatora z dubbingiem będzie nawet świadomy tego, że są tam Czarna Wdowa i Thor (a nawet dwóch Thorów, ale o tym drugim, czy raczej pierwszym, za chwilę).

Niemal wszystkie głosy w dubbingu są dobrze dobrane i dość naturalne. Co prawda w scenie, w której Quinn poznaje swój przyszły oddział, jego członkowie brzmią odrobinie nie do końca tak, jak powinni, ale później jest już tylko lepiej. Prawdopodobnie aktorzy potrzebowali chwili, żeby „dotrzeć” się z postaciami, więc lekko oberwała ich pierwsza scena. Nietrafione głosy są trzy. Aleksander Mikołajczak w drobnej rólce przesłuchującego McKennę, który od razu przypomina, że to dubbing, Michał Zieliński jako doktor Yamada (Peter Shinkoda; również niewielka rola) i Łukasz Nowicki w nieco większej roli Willa Traegera (Sterling K. Brown). Podczas gdy pozostali aktorzy brzmieli trochę niepewnie w pierwszej swojej scenie, żeby później brzmieć lepiej, z Nowickim jest dokładnie na odwrót. Początkowo nawet nie byłem w stanie skojarzyć, że to on, ale im dalej w las, tym bardziej brzmiał jak typowy Nowicki. Tym niemniej, Zduniowi udało się jako tako utemperować jego przesadną teatralność, więc chociaż jest on najsłabszym punktem dubbingu, prawdopodobnie jest to najlepsza rola głosowa w jego karierze. Przynajmniej w dubbingach do produkcji aktorskich bądź gier komputerowych, bo animacji nie oglądam, więc nie mam jak ich ocenić. Po ujawnieniu obsady w odniesieniu do Nowickiego napisałem na naszym forum: „(…) w odpowiednich rękach każdą potworę da się oszlifować. Nie wiem jednak, czy »Jedynkę« się da, a tym bardziej, czy podoła temu Leszek Zduń. Poprawił się przeogromnie, to prawda, ale nadal jeszcze czasami zdarza mu się potknąć i wyrżnąć boleśnie”. No więc – z grubsza się udało.

Jedną z moich obaw odnośnie do dubbingu Predatora była również Joanna Kuryłko. Dialogistka ponad wszelką wątpliwość doświadczona i utalentowana – wiele osób do dziś cytuje jej teksty z Gwiezdnych jaj: Zemsty świrów na równi z tymi ze Shreka czy Asteriksa i Obeliksa: Misji Kleopatra Bartosza Wierzbięty. Nie miałem pewności, czy dialogistka, której specjalnością są komedie i produkcje z ograniczeniem wiekowym góra 12+, podoła horrorowi science-fiction. Obawy były jednak bezpodstawne – dialogi się udały i (bez porównania z oryginałem) trudno mi się przyczepić do czegokolwiek poza nazywaniem kampera „autobusem”. Dialogi, podobnie jak w Loganie i Deadpoolu 2, nie są cenzurowane. Bez znajomości wersji angielskiej nie mogę powiedzieć, na ile pod względem bluzgów Kuryłko była wierna oryginałowi, mam jednak wrażenie, że tu i ówdzie dałoby się wcisnąć jakąś „kurwę” zamiast „cholery” i nie psułoby to sceny ani jej flow, bo po prostu nie byłoby wymuszone.

Technicznie polska wersja również sprawdza się bez większych zarzutów. Pewnym rozczarowaniem jest brak spolszczonych napisów ekranowych, których było niewiele – zamiast tego, są standardowe białe. Wygląda to słabo zwłaszcza w scenach, w których predatorzy szprechają po kosmicznemu – na ekranie pojawiają się wtedy pomarańczowe „hieroglify”, które w oryginale prawdopodobnie zamieniały się w tekst angielski. W polskiej wersji po prostu znikają, a w ich miejsce wskakuje biały Arial. Pozostałe teksty na ekranie tłumaczone są poprzez umieszczenie Ariala nad tekstem oryginalnym lub, w przypadku tytułu, u dołu ekranu. Udźwiękowienie jest solidne przez niemal cały czas. Jedyny mankament to niezbyt zrozumiałe w kilku miejscach komunikaty radiowe – mogę tylko zakładać, że któraś z osób odpowiedzialnych za dźwięk i montaż (Zoltàn Csomàr lub Agnieszka Stankowska) przesadzili odrobinę z filtrem „przez radio”. Nie byłbym sobą, gdybym nie wytknął Zduniowi i Zielińskiemu, że postać grana przez tego drugiego przedstawia się kalecząc japoński, jako bodajże [joszi], a nie [jośi].

Trudno powiedzieć, czy dubbing do Predatora opłacił się dystrybutorowi pod względem finansowym. Podczas drugiego pobytu filmu na ekranach polska wersja w wielu kinach ma już tylko jeden seans o mało atrakcyjnych godzinach porannych. Z drugiej strony – spodziewałem się, że na seansie w niedzielę o 11.00 będę na sali sam, a zaskoczyło mnie, że widzów było około trzydziestu. Bez wątpienia jednak zdubbingowany Predator opłacił się Imperial CinePix pod względem, nazwijmy to, artystycznym i prestiżowym. Gdyby nie kilka drobniejszych niedociągnięć, byłby to dubbing idealny. Jednak nawet mimo tych mankamentów, jestem pewny, że Predator w Zbukach za rok 2018 – które, co już teraz mogę zdradzić, zostaną przebrandowane – zajmie wysokie miejsce w kategorii pozytywnej. Na ten moment, dla mnie to najlepszy dubbing tego roku.

Uzupełnienie (23 września 2018, godz. 21.24)

Redakcyjny kolega Kwasibor, który był w kinie na wersji oryginalnej i z dubbingiem, potwierdza moje przypuszczenia, że dodatkowe wulgaryzmy mogły znaleźć się w polskich dialogach:

Co do tłumaczenia, to zostało ono częściowo złagodzone (inaczej „kurwy” by latały non stop). Dotyczy to zwłaszcza kwestii doktor Bracket. Tłumaczka chyba uznała, że osobie z tytułem doktorskim nie wypada kląć jak szewc. Przykład: w scenie rozmowy o tym, jak to się stało, że w genotypie predatora znajduje się ludzkie DNA, w dubbingu jest: „Chłopaki, rozumiem. Chcecie wiedzieć, czy ktoś przeleciał kosmitę”, podczas gdy w oryginale: „You wanna know if someone fucked an alien?” Tak samo scena w windzie ze śmieszkującym strażnikiem. W dubbingu agent na jego tekst o „nawiedzonym pokoju” mówi: „Serio. Za każdym razem?”, a w oryginale: „Every fucking time?” Nie zauważyłem dodanych przekleństw w miejsce tych brakujących, a oryginał jest poprzetykany „fuckami” jak łeb Pinheada gwoźdźmi. Całościowo tłumaczenie oceniam jednak jako OK (IMO bardzo wierne, nie wyłapałem, żeby dodała od siebie jakiekolwiek niepasujące polskie odniesienia, podczas gdy w tłumaczeniu napisowym pojawił się tekst o Bolku i Lolku). To łagodzenie dotyczy głownie dr Brecket i paru kwestii, gdzie zapewne chodziło o długość kwestii (jak ta w windzie).

W związku z powyższym, ocena za dialogi zostaje obniżona o półtora punktu, a ogólna o pół punktu. Nie zmienia to jednak faktu, że technicznie jest to najlepszy dubbing wyreżyserowany przez Leszka Zdunia i solidny kandydat do miana najlepszego dubbingu roku.

Grafika wykorzystana w nagłówku: © 20th Century Fox.

Jedna odpowiedź - Dodaj komentarz

Odpowiedz