Dub-rozmówki: Asterix i spółka

Kanwą tekstu jest dyskusja z serwera Dubbingpedii w aplikacji Discord, a punktem wyjścia – produbbingowa przeróbka/parodia monologu Otisa z polskiej wersji filmu Asterix i Obelix: Misja Kleopatra.

Zaczęliśmy się zastanawiać – czy nie idealizujemy dubbingów filmów aktorskich, które kochaliśmy w dzieciństwie? Oto garść przemyśleń na ten temat.


Marek: Wszyscy malkontenci zawsze narzekają na kłapy w dubbingach aktorskich, a przy tej scenie z Otisem jakoś nigdy nie spotkałem się z takim marudzeniem.

Knight Martius: Naginanie rzeczywistości do własnej tezy? Inna sprawa, że dubbing do tego Asteriksa uważam za rewelacyjny.

Red Queen: Asterix to jeden z filmów z najlepszym dubbingiem. Ale to nie tylko kwestia dialogów, to też dobór osób – wszystkie postacie nie mają na ogół typowych „kreskówkowych” aktorów. I w sumie słusznie, bo jako film komediowy przez przerysowane głosy straciłby na wartości.

K.: Asterix i „nie-kreskówkowe” głosy? Nie wiem, czy bym się zgodził. Mnogość bywalców dubbingów do animacji jest tu chyba większa, niż w większości obecnych animacji kinowych Disneya (jeśli nie wszystkich).

Marek: Przecież Asterix ma w sobie wszystko to, czego antydubbingowcy nienawidzą w dubbingach aktorskich. „Kreskówkowe” głosy, na siłę „dośmieszane” teksty, beznadziejne kłapy.

K.: Beznadziejność kłap mnie zdumiała, kiedy po latach sobie to odświeżałem. Ale że wszyscy poznali film tylko w takiej wersji, na niej się wychowali, to oczywiście mówi się, że to dubbing (wyjątkowo) dobry.

RedQueen: Nie powiedziałabym, że „kreskówkowy” przez aktorów, może emocje w grze aktorskiej były przerysowane. Ale Borys Szyc [Brutus w dubbingu filmu Asterix na olimpiadzie – przyp. red.] na ogół nigdzie poza normalnymi komediowymi filmami raczej nie występuje. Tak samo w Asteriksie brak jest typowo piskliwych głosów, które są wręcz charakterystyczne dla kreskówek. Ogólnie oglądając Olimpiadę na przykład miałam wrażenie, że Szyca tak totalnie dopasowali właśnie przez to, że grał głównego bohatera w Wojnie polsko-ruskiej. Brutus i Silny pod względem traktowania kobiet mieli po prostu identyczne podejście i człowiek wręcz „kisnął” przy scenach, gdzie Szyc mówił za Brutusa.

K.: Misja Kleopatra ROI SIĘ od ludzi o bardzo charakterystycznych, często „kreskówkowych” głosach (a na pewno z animacji kojarzonych), grających momentami bardzo przerysowanie (chociażby gdy Jarosław Domin mówi, że „to myśmy się przedarli do bazy wroga”), w dodatku strasznie się powtarzających w rolach pobocznych. To taka konwencja, że ta „kreskówkowość” boli mniej, ale wynoszenie Asteriksów (i Harrych Potterów) na piedestał jedynego dobrze zrobionego dubbingu aktorskiego, kiedy „grzeszą” (zbyt wyrazistymi głosami, niedopasowanym ruchem ust, „dośmiesznianiem”) dużo bardziej od współczesnych dubbingów kinowych, to straszna hipokryzja.

Gaduł: To działa na zasadzie: „Wtedy byłem dzieciokiem i wszystko było fajne. Teraz jestem bardziej świadomy i wiem, że czepianie się dubbingu na każdym kroku, aż do przesady, jest na fali, to i ja się dołączę”.

K.: Gdyby najpierw rozpowszechniła się na nośnikach domowych jakaś wersja lektorska, a identyczny dubbing zrobiono parę lat później… Ale byłaby po nim jazda…

Gaduł: Smutna prawda. Jednak powtarzanie w kółko Potterów z dubbingiem na TVN zrobiło swoje. Ale jakby zarzucili wersję z Borowcem czy kimś takim przy najbliższej okazji, to nie wiem, czy spora część osób nie dała by się „nawrócić”.

Knight Martius: Misja Kleopatra ma paru osłuchanych aktorów, którzy miejscami grają „kreskówkowo”, ale filmowi komediowemu można to wybaczyć. Bardziej moim zdaniem wybijają się postacie główne i liczące się drugoplanowe, które często są grane po prostu naturalnie. I w wielu sytuacjach (pomijając powtarzające się głosy i niedopasowane kłapy w monologu Otisa) nie czułem, że mam do czynienia z dubbingiem. Co do dialogów, nie należy zapominać, że Bartosz Wierzbięta pisał je w latach swojej świetności, gdzie nawet jeśli odchodził mocno od oryginału, w moim odczuciu potrafił zrobić to z głową.

AtoMan: Kleopatra ma coś, co nie miało prawa działać. Mianowicie Przemysław Nikiel w „ludzkim” dubbingu. I nie działało, ni hu hu.

K.: Ja jednak miałem to wrażenie (oglądania filmu zdubbingowanego) zdecydowaną większość czasu, ale jest to do wybaczenia. Po pierwsze, bo to komedia, po drugie, bo ten dubbing ma po prostu swój urok – pomimo wszystkich wad po prostu ciężko tego nie oglądać z bananem na twarzy. Co nie zmienia faktu, że te niedociągnięcia nadal tam są, a wokół „dublażu” powstał mit, który je ignoruje i głosi: „tak się powinno robić dubbingi”; ale jak ktoś tak spróbuje, to jest źle.

Knight Martius: Moim zdaniem działa tu siła sugestii. To znaczy ludzi z góry zakładają, że dubbing do jakiegoś filmu będzie zły. I pod wpływem takiego przekonania faktycznie oceniają go źle. Dubbing jako metoda tłumaczenia audiowizualnego ma swoje wady (które faktycznie mogą go dyskwalifikować w oczach widza), ale to, co można zobaczyć na przykład w komentarzach na YouTube, przekracza ludzkie pojęcie.

K.: Z tego samego powodu wielu kocha zdubbingowanego Asteriksa. Wszyscy wokół gadają, jaki jest cudowny (zresztą wyszedł w okresie, kiedy wszyscy się Shrekiem ekscytowali, to też mu pomogło), więc wszyscy skupiają się na jego pozytywach i dobrze się bawią.

Knight Martius: Nie ukrywam, że sam jestem fanem opracowań Joanny Wizmur, więc to może mieć wpływ na mój „obiektywizm”.

Daru: Mnie bardziej fascynuje, że tyle osób lubi dubbingi do Harry’ego Pottera – przecież jeszcze dziesięć lat temu był konsensus, że to zły dubbing, a teraz wszyscy lubią nawet pierwsze części.

Knight Martius: Nie wiem, przyzwyczajenie?

Marek: Jasne, że przyzwyczajenie. Dubbing lubiany to dubbing ludziom wmuszany.

K.: Albo inne pokolenie doszło do głosu.

Grafiki wykorzystane w tekście: © Renn Prods/TF1 Film Productions, Pathé Renn Productions

Jedna odpowiedź - Dodaj komentarz

Odpowiedz