„Dzieciak do wynajęcia” – recenzja dubbingu

Kontynuując wątek recenzowania dubbingów z zamierzchłych czasów, kiedy Canal+ sam je zlecał, zamiast zastępować je lektorem albo ukrywać na niedostępnej dla większości trzeciej ścieżce, dochodzimy do telewizyjnego filmu Dzieciak do wynajęcia (na Filmwebie widnieje on pod tytułem Dzieciaki do wynajęcia – takim samym, jak zrealizowany dwa lata później film kinowy na jego podstawie). Dubbing powstał w studiu Start International Polska, a wyreżyserowała go Dobrosława Bałazy.

Największą gwiazdą filmu jest nieodżałowany Leslie Nielsen. Chociaż większość kojarzy go jako aktora komediowego, to przed zaszufladkowaniem grywał przecież w westernach (Pojedynek w Abilene), filmach katastroficznych (Tragedia Posejdona) czy science fiction (Zakazana planeta). W 1956 roku wystąpił w dramacie Okup, który pięć lat później w polskich kinach wyświetlany był z dubbingiem. Głosu użyczył mu wtedy Wieńczysław Gliński. Dzieciak do wynajęcia jest więc drugim filmem, w którym usłyszeć można Lesliego Nielsena mówiącego po polsku. Legendarny aktor otrzymał głos jednego z tytanów i legend polskiego dubbingu, Włodzimierza Bednarskiego. Wyszło to podobnie jak w przypadku Włodzimierza Pressa pod Rowana Atkinsona we Wiedźmach – chociaż aktor głosowy genialny, to jednak bardzo charakterystyczny. Włodzimierz Bednarski zagrał swoją rolę koncertowo od początku do końca, ale jego głos nie pasował zbyt dobrze do twarzy Lesliego Nielsena. Przynajmniej początkowo, bo w pewnym momencie dało się do tego przyzwyczaić i po prostu czerpać przyjemność ze znakomitej pracy wykonanej przez Bednarskiego.

W Dzieciaku do wynajęcia usłyszeć można jednak również kilka innych dziś już bardzo charakterystycznych głosów. Największym zaskoczeniem jest chyba Ryszard Nawrocki, aktor kojarzony głównie z Królika w Kubusiu Puchatku czy Asteriksa i Panoramiksa. Nawet w Gwiezdnych wojnach brzmiał trochę jak te postacie, tutaj jednak brzmi tak naturalnie i idealnie wpisuje się w postać graną przez Lawrence’a graną przez Christophera Lloyda. Para chcąca adoptować niesforne dzieciaki (Matt McCoy i Sherry Miller) również „obdarzona” została charakterystycznymi głosami Anny Apostolakis-Gluzińskiej i Zbigniewa Suszyńskiego. I o ile Anna Apostolakis wypadła wcale nieźle, to Zbigniew Suszyński, chociaż to jeden z największych „kameleonów” polskiego dubbingu, zagrał rolę swoim dość typowym w latach 90. głosem przywodzącym na myśl chociażby Kakofoniksa, co niestety nie wypadło dobrze. Miewał co prawda momenty naturalniejsze, większa część roli polega jednak na głosie „zwariowanego Suszyńskiego”. Do charakterystycznych należy również Adam Bauman (Tony Rosato), miał on jednak stosunkowo małą rolę, więc jego nie do końca dobrany głos nie przeszkadzał. Główną obsadę zamykają dobrze dobrane i zagrane dzieciaki, którym głosu użyczyli młodzi Krzysztof Skórzyński, Grzegorz Drojewski i Sara Müldner (to chyba jeden z niewielu dubbingów, w których w tyłówce podpisana została jako „Sara Dziarska”). Z wymienionych, na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza Müldner, która jako mała i naiwna Molly Ward wypadła po prostu przeuroczo.

Dialogom Witolda Surowiaka nie można nic zarzucić, są napisane dobrze, a co najważniejsze – są zabawne. Chyba jedyna wpadka, jaka pojawia się w polskim tekście, to „brontozaurus” zamiast „brontozaura”, ale prawdopodobnie i tak mało kto zwróciłby na nią uwagę. Zdarzyła się również pewna niekonsekwencja – podczas gdy postać Nielsena przedstawia się jako [heber], wszyscy pozostali aktorzy wypowiadają to nazwisko jako [hejber].

Polska wersja Dzieciaka do wynajęcia to w dużej mierze poziom dość typowy dla polskich dubbingów z lat 90., pełnych bardzo charakterystycznych głosów. Trzeba jednak mieć na uwadze, że dwadzieścia lat temu głosy te nie były aż tak osłuchane jak dziś, a i pula aktorów głosowych była chyba mniejsza, więc trudno czynić z tego zarzut wobec realizatorów. Daleko temu dubbingowi do idealnego, ale w ramach głupiutkiej komedii familijnej wypada na tyle zadowalająco, że oglądanie filmu w takiej wersji ani trochę nie razi, a co najważniejsze – bawi i pozwala się zrelaksować.

Grafika wykorzystana w nagłówku: © Initial Entertainment Group (IEG) / Paragon Entertainment Corporation / Paul Bernbaum Productions / Viacom Entertainment Group.

Jedna odpowiedź - Dodaj komentarz

Odpowiedz