„Wiedźmy” – recenzja dubbingu

Kiedy Canal+ przywędrował do Polski, przyniósł ze sobą nie tylko płatną stację telewizyjną, ale też studio dźwiękowe. Dziś prawie wszystkie jego oddziały na całym świecie noszą nazwę Hiventy – za wyjątkiem tego naszego, które znamy jako Start International. Kiedy studio debiutowało w Polsce, znane było jednak jako przedsiębiorstwo Start Polska – taką właśnie nazwę czyta w tyłówce polskiej wersji Wiedźm lektor. To ciekawe znalezisko „archeologiczne” jest jednym z pierwszych dubbingów opracowanych w tym właśnie studiu, a wyreżyserował je nie kto inny jak pszczółka Maja, czyli Ewa Złotowska.

W polskiej wersji Wiedźm na pewno udały się głosy dwóch najważniejszych postaci – Luke’a Eveshima i jego babci Helgi, dubbingowanych przez Norberta Jonaka i Katarzynę Łaniewską. Głosy obojga dobrze pasowały do aktorów, a role zagrane zostały bardzo solidnie, więc to sceny, w których rozmawiają tylko ze sobą, są w dubbingu najjaśniejszym punktem. A ponieważ to im poświęcony jest początek filmu, pierwsze wrażenia z dubbingu są naprawdę świetne. Szkoda tylko, że później to wrażenie już trochę opada. Anna Chodakowska dubbingująca Anjelicę Huston jest nierówna. W scenach, kiedy postać nie „szarżuje”, brzmi naprawdę nieźle, ale kiedy jej postać, Eva Ernst, zaczyna miewać swoje humory, śmiać się albo ekscytować, rola Chodakowskiej robi się mniej lub bardziej karykaturalna. Mniej więcej do poziomu, do jakiego przyzwyczaiły nas dubbingi opracowane w latach 90. Jeśli ktoś zastanawiał się, jak wypadł Rowan Atkinson z głosem Włodzimierza Pressa to okazuje się, że brzmiał… dokładnie jak Włodzimierz Press. Czyli nie było to dobre dopasowanie głosu pod aktora. Podobnie zresztą sprawa ma się z Krystyną Kozanecką i Jarosławem Boberkiem. Co zaś się tyczy pana Boberka, Wiedźmy to chyba jeden z pierwszych dubbingów, w których dostał dwie role, tyle że obie zagrał tym samym głosem.

Pozostałe postacie prezentują różny poziom. O ile mężczyźni, a nawet dzieci (Dominika Sell i Adrian Frankowski) wypadają nieźle, o tyle postacie kobiece już niekoniecznie. Z kobiet znośnie wypada chyba tylko Anna Apostolakis-Gluzińska jako pracowniczka hotelu mająca nie-do-końca-sekretny romans z postacią Rowana Atkinsona. Cała reszta postaci kobiecych wypada niestety dość słabo i sztucznie.

Chociaż polskie dialogi są stosunkowo niezłe, to odpowiedzialna za nie Krystyna Uniechowska-Dembińska nie zawsze wybrnęła obronną ręką. Sporadycznie zdarzają się mało gramatyczne konstrukcje zdań, i to nawet w momentach, kiedy nie widać twarzy bohaterów. To jednak nic w porównaniu z tym, jak babcia Luke’a, opowiadając mu o wiedźmach stwierdza, że dzieci pachną dla nich jak „psie gówienka”. Użycie w tym kontekście słowa pochodnego od „gówna” w filmie dozwolonym od lat siedmiu, zwłaszcza przez postać sympatycznej babci, jest lekko chybione. To jednak nic w porównaniu z jedną ze scen w dalszej części filmu, w której jedna z wiedźm czując Luke’a mówi, że „czuje psie gówno”, a chwilę później Ernst drze się wniebogłosy: „Znajdźcie tę kupę psiego gówna!” Po dialogistce, która karierę w dubbingu zaczynała w latach 60., a na koncie ma dialogi do m.in. Anatomii morderstwa, spodziewałbym się jednak rozważniejszego przetłumaczenia w filmie familijnym słowa… „droppings”. Czyli po prostu „odchody” albo „łajno”.

Wspomniane „gówno” to w zasadzie mój największy zarzut wobec tłumaczenia, chociaż zdarzają się również inne potknięcia. Niekiedy konstrukcja zdań jest odrobinę nienaturalna, co dziwi przede wszystkim w scenach, w których nie widać twarzy ani ust bohaterów. Bruno wybrzydzając na bułki stwierdza, że jest w nich „mnóstwo rodzynków”, chociaż wyraźnie widać, że są w niej rodzynki, a nie jakieś odstające od reszty jednostki. Dość ciekawa jest również Helga, która zastanawiając się, dlaczego Ernst wydaje jej się znajoma, dywaguje: „Na pewno już ją gdzieś spotkałam. Może w telewizji czy filmie?” Te dwa ostatnie przykłady mogą jednak mieć swoje uzasadnienie: Bruno jest dzieciakiem, więc może nie odróżniać „rodzynek” od „rodzynków”, zaś odnośnie do „spotkania w telewizji”… na pewno było to możliwe w czeskim Akumulatorze 1. Wydaje mi się jednak, że chociaż dla młodego Polaka tak skonstruowane zdania są niepoprawne, ale pani Uniechowska była osobą starszej daty, a „spotkać” to również ‘natknąć się’, więc nie wykluczam, że to forma lekko archaiczna. Obie opisane wpadki można by więc uznać za stylizację – Bruno jest młody i może mówić niepoprawnie, a Helga stara, więc może używać archaizmów. Chociaż na dobrą sprawę byłyby to jedyne dwie stylizacje językowe użyte w dubbingu.

Polskie wersje opracowane w latach 90. były dość charakterystyczne, znajdując się pomiędzy dubbingami z okresu PRL-u, charakteryzujących się sporą teatralnością, a współczesnymi, starającymi się brzmieć jak najbardziej naturalnie. Dubbingowane Wiedźmy również są gdzieś pomiędzy – dwie najważniejsze postacie plus szereg postaci dalszoplanowych brzmią dobrze i naturalnie, podczas gdy reszta prezentuje poziom do tego, do czego przyzwyczaiły nas lata 90. Nie do końca trafnie dobrane głosy i mniejsza lub większa kreskówkowość. Biorąc jednak pod uwagę, że jest to jeden z wcześniejszych dubbingów Start Interntional Polska, nie wypada on źle. Jak na produkcję familijną, jego poziom jest całkiem solidny, a niedoskonałości można mu wybaczyć.

Grafika wykorzystana w nagłówku: © Lorimar Film Entertainment / Jim Henson Company / Jim Henson Productions.

Odpowiedz