„Jurassic World: Upadłe królestwo” – recenzja dubbingu


Czy pamiętacie, kiedy dowiedzieliśmy się, że Jurassic World: Upadłe królestwo będzie dystrybuowane w polskich kinach również z dubbingiem? Oficjalnie wiadomość ta pojawiła się 17 grudnia, chociaż użytkownicy naszego forum wiedzieli o tym wcześniej. Po wielu miesiącach film, mający być jedną z największych dubbingowych niespodzianek 2018 roku, w końcu wszedł do kin. W międzyczasie wyprzedzony został jednak przez kilka innych niespodzianek, takich jak Tomb Raider czy Deadpool 2. Jak jednak wypada dubbing do pierwszej ujawnionej niespodzianki?

 Upadłe królestwo to kolejny, po Pacific Rim: Rebelli, w tym roku film, przy którym Elżbieta Kopocińska spotkała się z krytyką części użytkowników naszego forum za niezachowanie głosu pod głównego bohatera. Jak zawsze, nigdy zapewne nie dowiemy się, czy Paweł Małaszyński w ogóle nie brał udziału w castingu, czy może producent uznał, że Mateusz Łasowski jest lepszy. Nie zmienia to jednak faktu, że ani trochę nie zgadzam się z naszymi forumowiczami twierdzącymi, że Łasowski wypadł słabo / przeciętnie i że nie dorównuje Małaszyńskiemu. Owszem, byłem zawiedziony zmianą głosu pod Chrisa Pratta, ale nie wiedząc, kim Łasowski jest i jak brzmi, nie oceniałem. Okazuje się, że gdyby teraz, po seansie Upadłego królestwa, ktoś zapytał mnie, który z nich powinien zostać stałym głosowym odpowiednikiem Pratta, odpowiedziałbym: „pomidor”. Łasowski dobrze „klei” się z Prattem, jego rola zaś jest bardzo dobra pod względem warsztatowym i bodaj tylko raz zdarzyła się scena, w której brzmiał trochę „fałszywie”.

Nieźle wypada również Agata Wątróbska pod Bryce Dallas Howard. Bardzo cieszy mnie, że w tym akurat przypadku nie doszło do zachowania głosu z Mojego przyjaciela smoka, gdzie aktorka dubbingowana była przez bardzo nierówną Annę Terpiłowską. Dariuszowi Błażejewskiemu w Tarzanie: Legendzie i Michałowi Konarskiemu w Wiedźminie: Dzikim Gonie (nie licząc „Wilczej zamieci”) nie udało się jej „ujarzmić” i nie ma gwarancji, że Elżbiecie Kopocińskiej sztuka ta udałaby się tak jak Arturowi Kaczmarskiemu. Wątróbska jednak również „klei” się z aktorką i w większości przypadków brzmi bardzo dobrze, chociaż zdarzyło się jej więcej mniej naturalnie brzmiących scen, niż Łasowskiemu. Elżbieta Kopocińska jest przy okazji pierwszym reżyserem, któremu udało się dobrać pod Jeffa Goldbluma głos, który od biedy mógłby zostać z tym aktorem na stałe.

Większość pozostałych głosów również jest co najmniej poprawna, nie licząc może kilku wybitnie wybijających z rytmu, jak chociażby Jakub Wieczorek, będący pierwszym głosem, jaki w ogóle słyszymy w filmie. Na szczęście była to jednak postać drugoplanowa. Najgorsza rola w dubbingu przypadła Waldemarowi Barwińskiemu dubbingującemu Rafe’a Spalla. Głos został na dobrą sprawę zachowany z BFG: Bardzo Fajnego Giganta, również opracowanego w Starcie. Problem z tą rolą jest taki, że… Barwiński to przeogromny spoiler. Zagrał tak, że wystarczyło pierwsze zdanie, żebym pomyślał sobie: „Aha, więc to on jest głównym złym w tym filmie”. I wcale się nie pomyliłem. Być może mniej wyrobieni w dubbingu widzowie nie zdadzą sobie z tego sprawy, ale dla osoby, która bardziej interesuje się polskimi opracowaniami, maniera, z jaką Barwiński zagrał, to oczywista wskazówka, że dubbingowana przez niego postać wbije głównym bohaterom nóż w plecy.

Dialogi napisane przez Marcina Bartkiewicza są dobre, i to w sumie tyle, ile można o nich powiedzieć. To bardzo solidna robota, która nie zawiera niepotrzebnych lokalizacji, ale bawi wtedy, kiedy ma bawić. Całość brzmi dość naturalnie i nie ma się wrażenia, że obcujemy z jakimś technobełkotem. W zasadzie jedyne, czego mógłbym się przyczepić, to ostatnia scena, w której Marek Lewandowski mówi: „Witajcie w jurassic world”, kiedy mowa nie była o parku rozrywki Jurassic World, a raczej po prostu o „świecie jurajskim” w znaczeniu ogólnym.

Odrobinę gorzej sprawa ma się z dźwiękiem – zdarzały się sceny, w których miałem problemy ze zrozumieniem dialogów. Nie wykluczam jednak, że jest to wina Multikina, w których zawsze doświadczam takich problemów, a do którego wybrałem się ze względu na beznadziejne godziny seansów z dubbingiem w Cinema City. Zdecydowaną wadą, której nie da się w żaden sposób obronić, po raz kolejny w filmie dystrybuowanym przez United International Pictures Polska jest lektor zamiast zlokalizowanych napisów na ekranie albo chociaż opatrzonych zwykłym Arialem. Takie rozwiązanie sprawia, że część napisów ekranowych, które można było przetłumaczyć, zostaje bez tłumaczenia, bo bohaterowie akurat rozmawiają i nie było jak wepchnąć tam Miłogosta Reczka.

Jurassic World: Upadłe królestwo pochwalić może się bardzo solidnym polskim dubbingiem – jest to jakość, jakiej jeszcze jakiś czas temu nie spodziewałbym się po Elżbiecie Kopocińskiej. Nie licząc kilku słabszych głosów pod postacie drugoplanowe, tak naprawdę największą jego wadą jest Waldemar Barwiński, który zagrał swoją rolę sztucznie, a przy okazji w sposób wybitnie spoilerowy. No i lektor zamiast lokalizowania napisów albo chociaż dodania ich u dołu ekranu, ale to już raczej wina dystrybutora, a nie studia.

Grafika wykorzystana w nagłówku: © Amblin Entertainment / Apaches Entertainment / Legendary Entertainment / Perfect World Pictures / Universal Pictures.

Jedna odpowiedź - Dodaj komentarz

Odpowiedz