„Cudowny chłopak” – recenzja dubbingu

Do Anny Apostolakis-Gluzińskiej jako reżyser mam spore zaufanie. Kupiła mnie świetnym Niesamowitym Spider-Manem, a potem doprawiła Bellą i Sebastianem. Chociaż dubbing do kontynuacji Spider-Mana był już nieco gorszy, a do Annie w ogóle mało atrakcyjny (chociaż może to ze względu na to, że w ogóle mnie ten film nie interesował i oglądałem go niejako z przymusu), to wiadomość o tym, że będzie ona reżyserowała Cudownego chłopaka, mimo wszystko i tak mnie ucieszyła. Już na wstępie mogę powiedzieć, że reżyser nie zawiodła mojego zaufania, dając nam kolejny solidny dubbing.

Bez wątpienia jednym z największych atutów polskiej wersji Cudownego chłopaka jest Agata Kulesza, która – zdaje się – została już w Starcie stałym głosowym odpowiednikiem Julii Roberts, przejmując tę „rolę” po Dominice Ostałowskiej, dubbingującej amerykańską aktorkę w zamierzchłych czasach Canal+. Obie aktorki są w podobnym wieku, a głos Kuleszy bardzo dobrze klei się z twarzą Roberts. Dodatkowo rola została bardzo ładnie i naturalnie zagrana, co daje świetny efekt. Pozostali aktorzy wcielający się w najważniejsze postacie swoje role zagrali niezgorzej. Nie dorównują może Kuleszy, ale w większości przypadków brzmią dość naturalnie. Co prawda dzieciom zdarza się czasem nieco „zafałszować”, ale są to momenty na tyle nieliczne, że nie rzutują na odbiór całości. I zastanawiam się, czy to właśnie nie fakt, że głównymi bohaterami filmu są dzieci, nie zaważył na tym, że to właśnie Anna Apostolakis została wybrana na reżyser Cudownego chłopaka. Na podstawie jej dotychczasowego dorobku w studiu Start można odnieść wrażenie, że „specjalizuje” się ona w dubbingach, w których ważne role powierzyć należy młodszym aktorom. Abstrahując jednak od tego: gdyby to ode mnie zależało, żadnego z głosów, nie licząc Kuleszy, nie zachowałbym jako stałego odpowiednika, ale w tym konkretnym filmie aktorzy zostali dobrani całkiem nieźle. Małe cameo w polskiej wersji zaliczył również Marcin Dorociński, który wcielił się w Patricka Swayzego, a konkretniej w Johnny’ego Castle’a we fragmencie filmu Dirty Dancing oglądanego przez bohaterów.

Nie znaczy to jednak, że obyło się bez wpadek. Największym minusem polskiej wersji są Grzegorz Pawlak i Agnieszka Kunikowska. Niejednokrotnie na łamach naszej strony pisałem już, że niezwykle cenię ich jako aktorów głosowych, ale moim zdaniem nie nadają się do dubbingowania fabuł, przynajmniej tych poważniejszych. Ich charakterystyczne, mocno używane w dubbingu głosy bardzo grubą kreską oddzielają ich role od tych, które brzmią naturalnie. Mimo całej mojej sympatii do Pana Pawlaka, Agata Kulesza po prostu masakruje go w jednej z początkowych scen – jej naturalność bardzo mocno kontrastuje z kreskówkowym głosem Pawlaka. Nie dziwi więc, że najsłabszą sceną w całym dubbingu jest chyba ta, w której Grzegorz Pawlak rozmawia z Agnieszką Kunikowską. Nieco mniejszym minusem jest sama reżyser, również posiadająca dość charakterystyczny głos, którą można usłyszeć w dwóch pomniejszych rolach.

Nieźle wypada opracowane przez Annę Niedźwiecką-Medek tłumaczenie, ale słowem kluczem jest właśnie „nieźle”. Z reguły jest dość naturalne, nawet mimo tego, że chyba nieco już „zdezaktualizowane” – nie wiem na przykład, czy współczesna młodzież używa jeszcze słowa „młyn” do określania ‘zamieszania, draki’. Było ono popularne jeszcze w czasach, kiedy sam chodziłem do liceum i jestem niemal pewny, że dziś zarówno ono, jak i część innych użytych przez dialogistkę, zostało już dziś wyparte przez jakieś nowsze. Drażniące było również stosowanie form książkowych i popularnych w napisach dialogowych, żeby zaoszczędzić kilka znaków, takich jak chociażby „To najlepszy czas, by pójść do szkoły”. No bo szczerze, ilu Polaków tak naprawdę używa „by” zamiast „żeby” w mowie codziennej?

Będąc przy tłumaczeniu, warto też nadmienić, że jednemu z bohaterów, dyrektorowi szkoły, zmieniono nazwisko – z Tushman na Pupman. Podyktowane było to żartem słownym („tush” znaczy w slangu mniej więcej tyle co „tyłek”), którego nie dało się zamienić chociażby na coś z podobnie brzmiącym po polsku „tuszem” albo „tuszą”, ponieważ nawiązywano do niego również za pomocą obrazu, bardzo wyraźnie dającego do zrozumienia, że chodzi o część siedzącą. Takich „nieodpowiednich” żartów albo zachowań (np. bekania) jest w filmie niewiele, a najgorsze słowa, jakie można usłyszeć w dubbingu, to bodaj „palant” i „pierdzieć”, tak więc spokojnie można wybrać się na niego również z dzieckiem.

 Cudowny chłopak cierpi niestety na ten sam problem, co spora część polskich dubbingów: reżyser nie dba o to, żeby wszyscy aktorzy wymawiali anglojęzyczne słowa tak samo. O ile Auggie zawsze nazywany jest [ogim], to już w przypadku innych bohaterów panowała wolna amerykanka. I tak na przykład wspomniany wcześniej dyrektor szkoły nazywany jest [pupmanem] i [pupmenem], a raz nawet [popmenem], z kolei Julian to [dżulien] i [dżulian]. Czy to naprawdę takie trudne, żeby reżyserzy przed przystąpieniem do nagrań przygotowali sobie jakąś „ściągawkę” z nazwami, które mogłyby sprawiać problemy, żeby o nich pamiętać i poprawiać aktorów, kiedy powiedzą coś inaczej? Będąc przy wymowie imion, warto dodać też, że część z nich niepotrzebnie spolszczono, np. imię Amosa czytane jest tak, jak się pisze, a pełne imię Auggiego, August, tak jak Stanisława Augusta. W tym drugim przypadku jest to o tyle bardziej niedorzeczne, że kiedy inni mówią o tytułowym bohaterze, używając zdrobnienia, nie nazywają go [ałgim]. Dubbingującego Auggiego Arturowi Kozłowskiemu zdarza się nawet nazwać Chewbaccę… [ciubaką].

Jest to kolejny opracowany w studiu Start dubbing, w którym zamiast napisów, stosuje się lektora. Poza SMS-ami, Miłogost Reczek czyta nawet tytuły „rozdziałów”, czyli imiona postaci, z których perspektywy przedstawiane są wydarzenia przez następnych kilka minut. Biorąc jednak pod uwagę, że mamy do czynienia z filmem z kategorią wiekową PG, lektora można wybaczyć, na sali kinowej były bowiem dzieci około pięcioletnie, które raczej miałyby problem z przeczytaniem napisów – nawet jeśli potrafią już czytać, raczej by za nimi nie nadążyły. Technicznie dubbing jest niemal bez zarzutu. Jedyny wyjątek to sam początek, kiedy z offu słychać było głosy modulowane filtrem „przez telefon”, a które brzmiały dość niewyraźnie. Nie wiem jednak, czy nie był to efekt celowy, polegający na tym, że stają się coraz wyraźniejsze z każdą kolejną sekundą.

Cudowny chłopak pochwalić może się niezłym, chociaż nieidealnym dubbingiem, mającym wyraźnie gorsze momenty. Chociaż są one rzadkie, to jednak mogą wpłynąć nieco negatywnie na odbiór. Nie zmienia to jednak faktu, że polska wersja wyreżyserowana przez Annę Apostolakis-Gluzińską to kawał solidnej, dobrej roboty, na którą bez obaw można wybrać się do kina. Nawet z młodszymi dziećmi, bowiem w zasadzie pozbawiony jest on nieodpowiedniego słownictwa.

Grafika wykorzystana w nagłówku: © Lionsgate / Monolith Films.

Odpowiedz