W obronie dystrybutora: czy UIP ma prawo wyświetlać „Jumanji” wyłącznie z dubbingiem?

20 grudnia polski Internet zawrzał. Zaczęło się niepozornie. Na stronach niektórych sieci kinowych pojawiła się możliwość zarezerwowania biletów na przedpremierowe seanse filmu Jumanji: Przygoda w dżungli. Okazało się, że dostępna jest tylko wersja z dubbingiem. Posypały się więc pretensje pod adresem kin o brak możliwości obejrzenia filmu z napisami. Aż do momentu, gdy ktoś zorientował się, że brak takiego wyboru nie wynika z winy kin, ale z decyzji United International Pictures o dystrybuowaniu Jumanji wyłącznie w wersji z dubbingiem.

I wtedy zaczęła się burza. Przeszła ona drogę od głosów oburzenia w serwisach społecznościowych i fali hejtu na fanpage’u dystrybutora Tylko HITY!, aż po artykuły w niektórych serwisach, jak chociażby naTemat, GRY-OnLine.pl czy filmyfantastyczne.pl. Pojawiły się zapowiedzi bojkotu filmu w kinach oraz deklaracje obejrzenia Jumanji w wersji oryginalnej wyłącznie na VOD lub serwisach streamingowych zamiast kupowania go na DVD czy Blu-ray, żeby nie dać zarobić dystrybutorowi. Znaleźli się i tacy, którzy wprost pisali o pozyskaniu filmu z „alternatywnych źródeł”, czyli torrentów. W tym miejscu przypomnę tylko, że United International Pictures zajmuje się na naszym rynku wyłącznie dystrybucją kinową. Ich filmy na DVD i Blu-ray wydają już inne firmy: wrocławska Filmostrada, a w przypadku filmów Sony (czyli m.in. Jumanji) – Imperial CinePix.

Jednak w tej historii jest jeden mały szkopuł. O tym, że film ten będzie dostępny tylko w wersji z dubbingiem, informowaliśmy już 20 listopada – równo miesiąc przed początkiem całej „afery”. Miesiąc. I przez cały ten czas informacja ta nie zdołała się przebić nigdzie dalej. Nawet gdy w połowie grudnia zaczęły pojawiać się w polskich miastach plakaty Jumanji z hasłem „film z dubbingiem” – nie „film również z dubbingiem” czy „film z napisami i dubbingiem”, ale właśnie „film z dubbingiem” – mało kto się tym przejął. Aż do dnia, gdy w niektórych sieciach kinowych pojawiła się możliwość zarezerwowania miejsc na seanse przedpremierowe.

Trendy Google pokazują, że zainteresowanie Polaków Jumanji: Przygodą w dżungli zaczęło się tak naprawdę dopiero na początku grudnia, kiedy dawno już zapadła decyzja o dystrybuowaniu filmu tylko z dubbingiem (źródło).

Wiele osób w tej sytuacji krytykuje dystrybutora za to, że taką decyzją ograniczył ich prawo wyboru wersji filmu, jaką chcieliby oglądać. I choć rozumiem ten zawód i rozczarowanie, to jednak patrząc na sprawę na chłodno, trzeba sobie powiedzieć wprost: w warunkach rynkowych nie zawsze da się dogodzić wszystkim. Z punktu widzenia kin, producentów i dystrybutorów, filmy to biznes, który żeby mógł się kręcić, musi na siebie zarabiać. A nie zawsze dawanie większego wyboru oznacza dla nich większe zyski. To, jak wygląda polityka oferowania konsumentowi większego wyboru, najlepiej opisał na początku XX wieku Henry Ford: „Możesz otrzymać model forda T w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to czarny”.

O ile w przypadku wydań DVD, Blu-ray i serwisów streamingowych możliwość zapewnienia wyboru między napisami a polską wersją językową nie nastręcza większych problemów z technicznego punktu widzenia, tak w wypadku kin jest to kwestia dużo bardziej kłopotliwa. Całość rozbija się bowiem o takie „szczegóły” jak ilość przygotowanych kopii danego filmu, czy posiada on także wersję 3D, ile sali projekcyjnych ma dane kino oraz w jakich porach film miałby być wyświetlany. Może to przysparzać wielu problemów przy układaniu repertuaru. O tym, jak trudno jest znaleźć złoty środek, świadczą zresztą liczne narzekania poszczególnych widzów, że w preferowanych przez nich porach dostępna jest akurat nie taka wersja filmu, jaka im odpowiada. I nie chodzi wcale tylko o jakieś mniejsze tytuły, ale o duże produkcje, dystrybuowane w pokaźnej licznie kopii, jak filmy Marvela czy Gwiezdne wojny.

Stąd nie ma się co dziwić, że w niektórych przypadkach, jak przy Jumanji właśnie, jedyny wybór, jaki zapewnia się widzom, jest taki, że albo kupi, co mu się oferuje (i będzie z tego zadowolony lub nie), albo nie kupi tego wcale. W tym wypadku dystrybutor podejmuje poważne ryzyko – wszak osoby decyzyjne w UIP muszą mieć świadomość tego, że mogą stracić widzów, a rynek ostatecznie weryfikuje, czy miały one rację czy nie.

Warto więc może przyjrzeć się sytuacji szerzej, bez emocji, i zastanowić się nad jednym: dlaczego UIP podjęło w przypadku Jumanji decyzję o dystrybuowaniu go wyłącznie z dubbingiem? Oficjalna premiera filmu przypada na 29 grudnia, czyli między Świętami Bożego Narodzenia a sylwestrem. Dla większości ludzi okres ten wiąże się z poważnymi wydatkami (jedzenie, prezenty, fajerwerki) oraz z przygotowaniami na różne imprezy.  I choć jest to dla wielu osób czas wolny, to jednak wykorzystują go one głównie na wyjazdy do rodziny i spotkania ze znajomymi.  Niekoniecznie przekłada się to na wspólne wypady do kina.

Najpoważniejszym konkurentem dla Jumanji, oprócz Gwiezdnych wojen: Ostatnich Jedi – które mimo dużych spadków wciąż przyciągają rzesze widzów – byłby mający premierę tego samego dnia familijny Paddington 2. Mogłoby wydawać się, że to żadna konkurencja. Tyle tylko, że w 2015 roku pierwsza część brytyjskiej komedii okazała się u nas dużym sukcesem. W pierwszy weekend wyświetlania obejrzało ją w Polsce 121,1 tys. widzów, co dało jej drugie miejsce w box offisie, tuż za Hobbitem: Bitwą pięciu armii. Ostatecznie zebrała ona ponad 542 tysiące widzów, co przełożyło się na 2,9 mln dolarów zysku*.

© Studio Canal

Do tego przed pojawieniem się pierwszych pozytywnych recenzji na serwisach typu Rotten Tomatoes, można było odnieść wrażenie, że Jumanji nie cieszy się wśród polskich widzów zbyt dużym zainteresowaniem. Na długo przed premierą ze strony wielu polskich krytyków, youtuberów, blogerów, podcasterów oraz zwykłych widzów, przeważały raczej głosy pełne obaw względem tego filmu. Dla jednych był to po prostu kolejny niepotrzebny sequel/remake/reboot (na dobrą sprawę aż do połowy grudnia nikt nie miał pewności, czym ma być ten film), zapowiadający się na finansową wpadkę. Inni martwili się o to, czy nie okaże się on aby profanacją oryginalnego filmu z Robinem Williamsem i swoistym zamachem na ich dzieciństwo. Kręcono zwłaszcza nosem na koncept, żeby tytułową grę planszową zastąpić grą komputerową. Zaś jeszcze inni – sarkając na strój, w jakim pojawić się miała Karen Gillan – przejawiali swoją troskę o to, czy aby Jumanji nie będzie zbyt seksistowskie. Z częstotliwości i tonu wpisów na temat filmu wynikało, że zainteresowanie nim nie jest zbyt duże, a widzowie mają do niego w najlepszym wypadku raczej obojętny stosunek. Wielu swoją decyzję o tym, czy pójdą na Jumanji, wprost uzależniało od tego, jakie zbierze on recenzje.

UIP w okresie, kiedy zapadała decyzja o tym, jak będzie wyglądać dystrybucja i dalsza kampania marketingowa Jumanji (czyli prawdopodobnie gdzieś na przełomie października i listopada), wiedział więc tylko tyle: film będzie wyświetlany w okresie, gdy nie zawsze można liczyć na dużą frekwencję, a w razie słabych recenzji potencjalni widzowie będą woleli pójść na ciąg dalszy Paddingtona albo wybrać powtórkę Gwiezdnych wojen. Stąd, jak sądzę, wzięła się decyzja o dystrybuowaniu Jumanji wyłącznie z dubbingiem. I to bardziej z myślą o minimalizacji strat.

Dystrybutora mogły zresztą przekonać o tym własne doświadczenia z ostatnich dwóch lat. Na początku 2016 roku UIP wypuścił do kin Gęsią skórkę, również z Jackiem Blackiem w obsadzie, wyłącznie w wersji z napisami. Film w pierwszy weekend wyświetlania zebrał zaledwie 9 116 widzów (na 98 kopiach!), nie trafiając nawet do pierwszej dziesiątki box office’u, a z repertuaru polskich kin zniknął po dwóch tygodniach, zarabiając zaledwie 126 tys. dolarów. Tymczasem na całym świecie Gęsia skórka zarobiła ponad 151 milionów dolarów przy trzykrotnie mniejszym budżecie. Z kolei w styczniu 2017 roku UIP wprowadziło do kin Monster Trucks. Ten film dla odmiany na świecie okazał się finansową klapą, ale w Polsce zdołał utrzymać się w kinach przez dziewięć tygodni, zarabiając 608,1 tys. dolarów (niestety, brak informacji odnośnie całkowitej liczby widzów – wiadomo jedynie, że przez dwa tygodnie obejrzało go 78,6 tys. osób, zanim wyleciał z pierwszej dziesiątki polskiego box office’u).

© Columbia Pictures

Z doświadczeń innych dystrybutorów wynika zresztą, że wyświetlanie filmów familijnych wyłącznie w wersji z dubbingiem może być całkiem zyskowne. Dowodem na to jest wspomniany Paddington czy takie filmy jak Wakacje Mikołajka z 2014 roku (w kinach obejrzało go ponad 559 tysięcy widzów, co przełożyło się na 3,1 mln dolarów zysku), Jak zostać kotem (2016 roku, 578 tys. widzów i 3 mln dolarów zysku), Był sobie pies (2017, ponad 500 tys. widzów, 2,6 mln), Moje wakacje z Rudym (2017, ok. 190 tys. widzów, 1,1 mln, co jest najlepszym wynikiem dla tego filmu poza granicami Australii) i jeszcze kilka innych tytułów.

Myślę, że w tym miejscu warto przypomnieć coś, o czym najwyraźniej wielu obecnych krytyków United International Pictures zapomina: na początku 2017 roku dystrybutor ten uczynił pewien wyłom w kwestii dystrybucji filmów animowanych w Polsce. Chodzi mianowicie o dystrybucję familijnej animacji Sing w dwóch wersjach językowych do wyboru. Wcześniej taka sytuacja miała miejsce tylko raz, w przypadku Disneyowskiego Frankeweenie. Zazwyczaj w Polsce animacje wyświetlane są bowiem tylko w jednej wersji językowej: albo z dubbingiem, albo z napisami, gdy dana pozycja adresowana jest do dorosłego/dojrzałego widza, jak chociażby Miasteczko South Park, Księżniczka mononoke, 9, Fantastyczny Pan Lis czy Sausage Party. I choć w wypadku większości kin dostępny był tylko jeden seans Sing z napisami, decyzja UIP spotkała się ze strony recenzentów z ciepłym przyjęciem. Zaledwie miesiąc później na podobny ruch zdecydował się Warner Bros. ze swoim LEGO: Batmanem, również dając możliwość obejrzenia go z napisami, przy czym pokazy takie były ograniczone do zaledwie siedemnastu kin. Nie przerodziło się to jednak w żaden stały trend. Prawdopodobnie dlatego, że w obu wypadkach wersja oryginalna utrzymała się w kinach zaledwie tydzień.

Gdzieś na marginesie całej sprawy mamy też ciekawy przypadek Daddy’s Home i jego kontynuacji, również dystrybuowanych przez UIP. Pierwsza część, wyświetlana u nas pod tytułem Tata kontra tata, przeszła przez polskie kina w zasadzie niezauważona. Obejrzało ją około 38 tysięcy widzów, a film zarobił u nas zaledwie 83,4 tys. dolarów, podczas gdy na świecie zebrał blisko 243 miliony. W wypadku drugiej części, dystrybutor – zdecydowawszy się na zmianę tytułu na Co wiecie o swoich dziadkach?, mającego prawdopodobnie sugerować, że jest ona sequelem Co ty wiesz o swoim dziadku? z Robertem de Niro – rozpowszechnił ją wyłącznie z dubbingiem i reklamował jako film familijny. W momencie premiery decyzja ta spotkała się z głosami niechęci i kpinami ze strony widzów oraz niektórych recenzentów, ale nie odbiły się one w Internecie szerszym echem. Film zaś po trzech tygodniach zebrał w Polsce prawie 100 tysięcy widzów i zarobił 451,3 tys. dolarów.

© UIP Polska

© UIP Polska

Czy decyzja United International Pictures o zdubbingowaniu Jumanji była słuszna? Jak wspomniałem na początku: zweryfikuje to rynek. A czy miał on prawo wyświetlać swój film wyłącznie w wersji z dubbingiem? Tak. Tak samo jak w wypadku np. Milczenia, Konga: Wyspy Czaszki, Morderstwa w Orient Expresie, Blade Runner 2049 czy Czym chata bogata! oraz wielu innych filmów – do których opracowania polskiej wersji językowej zapewne nigdy się nie doczekam – ich dystrybutorzy mieli prawo wyświetlać je wyłącznie w wersji z napisami.

Podsumowując: wyniki finansowe filmu Jake’a Kasdana będą miały zapewne istotne znaczenie dla polityki dubbingowania filmów przez UIP w przyszłym roku. Jednak nie przypuszczam, żeby był to początek nowego trendu, jak obawiają się zwolennicy oryginalnych wersji filmów. Po prostu UIP sklasyfikowało Jumanji jako film familijny, a te zwykle dystrybuowane są w Polsce z dubbingiem. Pod tym względem nie nastąpił żaden precedens. Przypuszczam nawet, że obecna „afera” nie przejdzie w United International Pictures bez echa. Obstawiam funty (kłaków) przeciw orzechom, że w przypadku nadchodzącej Gęsiej skórki 2 (o ile UIP zdecyduje się na kinową dystrybucję, wziąwszy pod uwagę katastrofalny wynik pierwszej części) dostaniemy dwie wersje do wyboru: z dubbingiem i z napisami. A czy będzie to dla dystrybutora opłacalne? Przekonamy się wraz z premierą kolejnego filmu familijnego od UIP.

* Informacje o zarobkach poszczególnych filmów i okresie ich wyświetlania w polskich kinach zaczerpnąłem ze strony Box Office Mojo. Informacje na temat widowni ze strony Stowarzyszenia Filmowców Polskich – niestety, dane takie dla niektórych filmów są często niekompletne.

16 komentarzy - Dodaj komentarz

Odpowiedz